Cała Jaskrawość

„Z głębokim żalem żegnam Henryka Berezę, wybitnego krytyka literackiego, odkrywcę Marka Hłaski i Edwarda Stachurskiego” – napisał w nekrologu umieszczonym we wczorajszej „Gazecie Wyborczej”… Kto? Chłopak z szóstej klasy podstawówki, który jeszcze nie „przerabiał” na polskim twórczości Stachury? A może gość z zagranicy, który przyjechał na Euro i nie miał jeszcze okazji pośpiewać z nami przy ognisku „Opadły mgły, wstaje nowy dzień”? Otóż nie, pod nekrologiem podpisany jest Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Od czasu pamiętnej „puszki z Pandorą” podobnych wypowiedzi padło sporo, nie sposób jednak nie zauważyć, że chyba coraz mniej osób jeszcze na to reaguje.

– Jest bardzo różnie. Jeden mówił o „puszce z Pandorą”, inny – że druk jest napisany „drobną pipetą”, a inni płynnie cytują sentencje i wiedzą, o czym mówią. Więcej jest jednak polityków, którzy coś bąkają, niż tych, którzy mówią pięknie – mówił w czasie zorganizowanej przez Senat konferencji poświęconej językowi polityków Stefan Niesiołowski, wówczas senator. To było w 2007 roku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Stefan Niesiołowski mówi coraz piękniej. Przykłady? „Won do PiS-u” tudzież „pisowskie ścierwa”.

Prezydent Bronisław Komorowski opowiada o armatach w krzakach, wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka żegna poetkę o nazwisku Wisłocka, a Grzegorz Napieralski dziękuje za sporą dawkę pozytywizmu zawartą w jej wierszach. W jaki sposób odnosi się do tego władza? Mówi o „wpadkach” i „gafach”. Można odnieść wrażenie, że hasło „wpadka” stało się dzisiaj podobnym wytrychem jak „prowokacja artystyczna”. Uzasadnia wszystko. Prezydent nie jest niekompetentny, ale „popełnia gafy”, a premier nie łamie obietnic, tylko „nie wszystko udaje mu się zrealizować”. „Przejęzyczeniem” została nazwana nawet skandaliczna wypowiedź Baracka Obamy o „polskich obozach śmierci”.

To bardzo wygodny zabieg, uniemożliwiający jakąkolwiek dyskusję i pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności. Niektórym nie mieści się w głowie, że można wykazywać się aż taką ignorancją i wciąż utrzymywać się przy władzy. Chyba jest jednak dokładnie odwrotnie. Jeśli świadomie zaniżymy standardy, najbardziej znienawidzimy tego, kto nie zagra z nami w tę grę. Wstrętnego kujona, który nie przyniesie na klasówkę „gotowca”. Albo tego frajera, który nie chce z nami kręcić lodów i nie rozumie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Wszystko zależy jednak od nas.

Jeśli chcemy uczyć się o „Tryptyku” Henryka Sienkiewicza, tudzież czytać o wyprawie po złote siano – nasz wybór. Jeżeli nie będziemy wymagać niczego od władzy, jeśli przyjmiemy za swoje myślenie w stylu „co my możemy” tudzież „wszyscy tak robią” i damy sobie wmówić, że „teraz to już takie czasy”, będą one trwały tak długo, jak długo istnieć będą głupcy i złodzieje. Czyli prawdopodobnie – zawsze. Nie możemy uciekać się już do wymówki, że zostaliśmy oszukani i zmanipulowani. Ta władza pokazuje nam istotę swojego funkcjonowania. W całej jaskrawości.

drukuj