Amerykański Departament Stanu i KE zaniepokojeni powstaniem w Polsce komisji ds. rosyjskich wpływów
W poniedziałek prezydent RP Andrzej Duda zdecydował się na podpisanie ustawy o komisji do spraw badania rosyjskich wpływów na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022. Jednocześnie Andrzej Duda poinformował, że skieruje przepisy w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego.
Ustawa zakłada powołanie specjalnej komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów na polskie bezpieczeństwo w latach 2007- 2022. Pierwszy jej raport ma powstać do 17 września 2023 roku. Po podpisie prezydenta Andrzeja Dudy Sejm powoła dziewięciu członków komisji. [czytaj więcej]
– Mamy 14 dni na zgłaszanie kandydatur, więc jeszcze trochę czasu jest – wskazał Kazimierz Smoliński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Opozycja nazwała ustawę „lex Tusk”. Uważa, że komisja ds. rosyjskich wpływów jest wymierzona przede wszystkim w szefa Platformy Obywatelskiej po to, aby wykluczyć go z udziału w jesiennych wyborach parlamentarnych. Opozycja i część środowiska prawniczego stwierdziła, że ustawa jest niekonstytucyjna.
Prezydent po podpisie skierował ją jednak do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny. Mimo to decyzja prezydenta wywołała szeroką dyskusję nie tylko w Polsce. O komisji piszą zagraniczne media, a oświadczenie wydał też amerykański departament stanu.
„Prawo tworzące komisję badającą rosyjskie wpływy może być wykorzystane do blokowania kandydatur polityków opozycji bez należytego procesu prawnego” – zaznaczył Matthew Miller, rzecznik Departamentu Stanu USA.
Komisja będzie mogła cofnąć poświadczenie bezpieczeństwa na dziesięć lat lub wydać dziesięcioletni zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi. W poniedziałek swoje stanowisko w mediach z amerykańskim kapitałem przedstawił Mark Brzezinski, ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce.
– Rząd Stanów Zjednoczonych podziela obawy związane z ustawami, które w oczywisty sposób mogą pozwalać na zmniejszenie możliwości wyborców do głosowania na kandydatów, na których chcą głosować, ustawami omijającymi jasno określony proces przed niezawisłymi sądami – powiedział Mark Brzezinski w TVN24.
Część polityków z obozu władzy skrytykowała postawę ambasadora. Twierdzą, że angażuje się w wewnętrzne sprawy Polski. Do słów Marka Brzezinskiego i Departamentu Stanu odniosło się w komunikacie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
„Prace Komisji nie będą ograniczać wyborcom możliwości głosowania na swoich kandydatów w wyborach” – brzmi oświadczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Jeszcze w poniedziałek po południu prezydent Andrzej Duda podkreślał, że komisja będzie pracować transparentnie, a ostateczna decyzja w sprawie kar będzie należała do sądu administracyjnego.
– Nie bardzo rozumiem, jak kwestia zbadania rosyjskich wpływów na Polskę w ciągu ostatnich 16 lat miałaby zniszczyć polską demokrację, bo raczej to rosyjskie wpływy mogłyby moim zdaniem zniszczyć polską demokrację, a nie komisja, która będzie to sprawdzała – zaznaczył Andrzej Duda.
Powołanie komisji zauważono także w Brukseli. Jesteśmy zaniepokojeni – zaalarmował Didier Reynders, unijny komisarz ds. sprawiedliwości.
– To szczególne zaniepokojenie i Komisja Europejska przeanalizuje ustawę. Nie zawahamy się przed podjęciem działań w tej sprawie, jeśli będzie to potrzebne – wskazał Didier Reynders.
Amerykanie wyliczyli, że od 2014 roku Rosja wydała ponad 300 mln dolarów, by wpływać na polityków i władzę w ponad 20 państwach na świecie. Na przykład obecnie słowacka policja sprawdza informacje o pieniądzach z Rosji dla lidera partii, która prowadzi w przedwyborczych sondażach.
Państwa Unii Europejskiej badają rosyjskie wpływy przy pomocy podobnych komisji jak ta, która powstanie w Polsce. Podobne organy powstały między innymi we Francji oraz w Niemczech, w parlamencie landu Meklemburgia-Pomorze Przednie.
TV Trwam News