fot. https://pl.freepik.com/darmowe-zdjecie/rodzina-z-uroczym-malym-dzieckiem-ojciec-w-bialej-koszuli_10065088.htm#fromView=search&page=1&position=25&uuid=e91704f2-e7f1-4e1a-bc3c-57295ca45d8e&query=rodzice+dzieci

Red. G. Górny: Dziś rodzice, a zwłaszcza ojcowie, bardzo często abdykują ze swoich powinności wychowawczych. Tę pustkę zagospodarowują samozwańcze autorytety, np. influencerzy

Dla osób wierzących priorytetem powinno być to, do czego zobowiązali się, składając przyrzeczenie małżeńskie, a więc wychowanie dzieci po katolicku. Przekazać wiarę można zaś przede wszystkim przez świadectwo własnego życia. Dziś rodzice, a zwłaszcza ojcowie, bardzo często abdykują ze swoich powinności wychowawczych. Dziecko dorastając, potrzebuje jednak przewodnika. Natura nie znosi próżni. Tę pustkę zagospodarowują więc – z coraz większym powodzeniem – samozwańcze autorytety, np. influencerzy z mediów społecznościowych, wchodząc w rolę wychowawców, mentorów i powierników naszych dzieci – wskazywał red. Grzegorz Górny, publicysta, w swoim felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja.

Red. Grzegorz Górny w swoim felietonie zwrócił uwagę na problem współczesnej cywilizacji, jakim jest „zanik mechanizmów inicjacyjnych”. Jego zdaniem każdy młody człowiek, który zaczyna dojrzewać, staje przed dwoma podstawowymi pytaniami: „Kim jestem?” oraz „Po co żyję?”.

– W społeczeństwach tradycyjnych świat dorosłych pomagał światu dzieci udzielić odpowiedzi na te pytania. Służyła temu tzw. ścieżka inicjacyjna, na której adeptów dojrzałości czekały kolejne etapy, próby oraz rytuały przejścia. Taką drogą była na przykład w średniowieczu formacja rycerska zakończona pasowaniem na rycerza, ale także ścieżki inicjacyjne wewnątrz różnych cechów czy gildii – rzemieślniczych czy kupieckich. U prasłowian rytem przejścia były postrzyżyny, a u Żydów – bar micwa. Takie ścieżki inicjacyjne występowały i występują we wszystkich ludach i plemionach. Pewnym rodzajem takiej praktyki jest dziś współczesne harcerstwo ze swoim systemem zdobywanych sprawności – wskazywał autor felietonu.

Publicysta wyjaśnił, że takie praktyki wpisane były również od początku istnienia w chrześcijaństwo, w którym w pierwszych wiekach funkcjonowała instytucja katechumenatu z kolejnymi etapami wtajemniczenia w prawdy wiary.

– Była to pogłębiona formacja duchowa, która przygotowywała katechumenów do chrztu, pozwalając im zarazem odpowiedzieć na dwa wspomniane pytania. Kim jestem? – dzieckiem Bożym. Jaki jest cel mojego istnienia? – życie w wiecznej szczęśliwości z Bogiem. Kiedy rozejrzymy się wokół siebie dziś, to zobaczymy, że świat współczesny zrezygnował z doświadczeń inicjacyjnych. Ludzie nie chcą dojrzewać, ponieważ dominuje kult młodości. Dorośli chcą być wiecznie młodzi, co oczywiście napędza biznes kosmetyczny i odzieżowy. Ludzie starzy przestali być autorytetami, starość stała się wstydliwa i jest wypychana poza nawias kultury masowej. Rozpowszechnił się nowy model życia – Piotruś Pan, czyli wiecznie niedojrzały mężczyzna. Rodzi się wobec tego pytanie, jak niedojrzali osobnicy mogą przekazywać młodym, na czym polega dojrzałość – zastanawiał się red. Grzegorz Górny.

Jak stwierdził autor felietonu, kiedy takie osoby stają się rodzicami, bardzo często nie potrafią pomóc swoim dzieciom dojrzeć w sposób właściwy i najczęściej popełniają dwa błędy.

– Pierwszy polega na wcielaniu w życie hasła: „Róbta, co chceta”, czyli na tzw. wychowaniu bezstresowym, pozwalaniu synom i córkom na robienie wszystkiego bez stawiania im żadnych granic. Takie dzieci, przyzwyczajone, że wszystko podkłada im się pod nos i nienawykłe do samodzielnego pokonywania trudności, często okazują się później bezradne w konfrontacji ze światem dorosłych – wyjaśnił publicysta.

– Innym błędem jest postawa rodziców toksycznych, zaborczych, inwazyjnych. Oni traktują dzieci jak swoją własność, nie pozwalając im rozwinąć własnej osobowości. Projektują im przyszłość, ograniczając inwencję, kreatywność, pewność siebie, wolność wyboru. Dzieci nie są jednak po to, by realizowały plany swoich rodziców na własne życie. Muszą nauczyć się być wolnymi i odpowiedzialnymi. Zadaniem ojców i matek jest pomóc im dojrzeć, przekazać cnoty, rozpoznać talenty, rozwinąć drzemiący w nich potencjał, nauczyć odróżniać dobro od zła, ośmielać do dokonywania wyborów moralnych. Dlatego należy przeciąć mentalną pępowinę i dać dzieciom pewną samodzielność, a wraz z tym prawo do popełniania błędów, a więc uczenia się na własnych pomyłkach – kontynuował.

Zdaniem red. Grzegorza Górnego ideałem wychowywania młodego człowieka jest zatem znalezienie złotego środka między bezstresowością a inwazyjnością.

– Trzeba umieć wyznaczać granice, łącząc miłość z roztropnością. (…) Dla osób wierzących priorytetem powinno być to, do czego zobowiązali się, składając przyrzeczenie małżeńskie, a więc wychowanie dzieci po katolicku. Przekazać wiarę można zaś przede wszystkim przez świadectwo własnego życia. (…) Jeśli w ten sposób wiarę przekazuje ojciec, to jest większa szansa, że jego relacje do Boga przejmą dzieci niż w przypadku, gdy robi to tylko sama matka. Dziś rodzice, a zwłaszcza ojcowie, bardzo często abdykują ze swoich powinności wychowawczych. Dziecko dorastając, potrzebuje jednak przewodnika. Natura nie znosi próżni. Tę pustkę zagospodarowują więc – z coraz większym powodzeniem – samozwańcze autorytety, np. influencerzy z mediów społecznościowych, wchodząc w rolę wychowawców, mentorów i powierników naszych dzieci – zauważył felietonista.

Całość felietonu red. Grzegorza Górnego można odsłuchać [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj