fot. https://pl.freepik.com/

Unijni ministrowie rolnictwa porozumieli się ws. kwot połowowych na Bałtyku na przyszły rok

Ministrowie rolnictwa krajów Unii Europejskiej uzgodnili kwoty połowowe na Morzu Bałtyckim na 2026 rok. Wynegocjowano limit wyższy o 45 proc. na szprota i o 15 proc. na śledzia centralnego w stosunku do propozycji Komisji Europejskiej.

Ministrowie ustalili ponadto, że nie będzie dalszych ograniczeń w przyłowach dorszy, choć Komisja domagała się drastycznych ograniczeń.

Wiceminister rolnictwa, Jacek Czerniak, który brał udział w negocjacjach ocenił, że z punktu widzenia Polski jest to niewątpliwie sukces.

Innego zdania jest jednak były minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marek Gróbarczyk.

– Oczywiście to żaden sukces. Trzeba popatrzeć, jak wygląda dzisiaj stan polskiego rybołówstwa. Środki kierowane są w zasadzie tylko i wyłącznie na złomowania. Te łodzie znikają. Generalnie polskie rybołówstwo już przestaje istnieć. Jedyne, na co mogą liczyć, to na to, że dostaną pieniądze na zaprzestanie działalności połowowej. Do tego proszę zwrócić uwagę: mamy co w roku obietnice związane z tym, że już się ma odrodzić populacja dorsza i tak już od dziesięcioleci [są – red.] coraz gorsze zasoby właśnie tego gatunku – podkreślił Marek Gróbarczyk.

Całkowity zakaz połowów dorsza na Bałtyku został wprowadzony w 2020 r. i będzie utrzymany również w przyszłym roku. KE argumentuje to złym stanem stada.

RIRM

drukuj