Gospodarze na Pomorzu oraz Warmii i Mazurach skarżą się na opieszałość niektórych samorządów w kwestii szacowania strat po nawałnicach
Gospodarze z Pomorza oraz Warmii i Mazur skarżą się na zbyt wolne szacowanie strat po nawałnicach, które nawiedziły region na przełomie lipca i sierpnia. Jak wskazują, w niektórych gminach komisje ds. szacowania strat dopiero teraz rozpoczęły prace.
W wyniku intensywnych opadów deszczu przez wiele dni na polach utrzymywała się woda. Część rolników zdołała zebrać plony, jednak ich jakość jest niska.
Damian Murawiec z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników skrytykował tempo szacowania strat. Jako przykład podał gminy Elbląg i Sztum.
– W niektórych gminach faktycznie były szacowania strat od pierwszych dni. Tam 100 proc. rolników ma uznane straty. My jako gmina Elbląg, a także gmina Sztum nie mamy oszacowanych strat. Pola są zebrane, wjechaliśmy tam kombajnami i się topiliśmy, a plony były gorszej jakości. Przez to, że komisja zbyt późno wyjechała na szacowania w pole, jesteśmy poszkodowani – akcentował Damian Murawiec.
Pomorski Urząd Wojewódzki w Gdańsku poinformował, że obecnie działa 21 komisji do spraw szacowania strat. Do tej pory zniszczenia upraw odnotowano na blisko 23 tysiącach hektarów – najwięcej w gminach Nowy Dwór Gdański, Ostaszewo i Sadlinki.
Rolnicy zauważyli, że podobne podtopienia miały miejsce na Żuławach Wiślanych w 2017 roku, gdy zniszczenia objęły również kilkadziesiąt tysięcy hektarów.
Podkreślili, że każdorazowe intensywne opady budzą obawy o powtórkę strat i domagają się inwestycji, które skutecznie zabezpieczą region.
RIRM



