[„Nasz Dziennik”] Pod dyktando pseudoekologów
Z zapowiedzi resortu klimatu i środowiska wynika, że lasy społeczne byłyby objęte zakazem korzystania z ich dóbr. Mówi się nawet o konieczności całkowitego wyłączania ich z użytkowania. Pomysł lasów społecznych jest więc kolejnym krokiem, który nie tylko odbierze je ludziom, ale przede wszystkim ograniczy pozyskiwanie drewna – wskazał Edward Siarka, poseł Suwerennej Polski oraz były wiceminister klimatu i środowiska, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Nasz Dziennik: Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiedziało utworzenie tzw. lasów społecznych. Mają one funkcjonować w okolicach dużych aglomeracji. Resort podkreśla, że to drugi krok w celu „zwiększenia ochrony lasów w Polsce”, dlatego na ich terenie praktycznie całkowicie ograniczone będzie pozyskiwanie drewna.
Edward Siarka: Przede wszystkim w ten sposób ograniczymy bioróżnorodność lasów w Polsce. Ale trzeba zacząć od tego, że resort wprowadza całkowity chaos prawny i pojęciowy. Nie wiemy zupełnie, co tak naprawdę kryje się pod pojęciem lasów społecznych. Wskazano 14 miast, wokół których te lasy miałyby powstać. Ale dlaczego akurat wybrano takie lokalizacje? Minister mówi bardzo enigmatycznie, że wybrano je „ze względu na wagę społeczną”. Nie wiemy, czy w okolicy są rzeczywiście jakieś cenne lasy, które należałoby szczególnie chronić. W jaki sposób one miałyby być udostępniane społeczeństwu, skoro to mają być „lasy społeczne”? Czy resort przewiduje budowanie jakichś dróg, infrastruktury, która ułatwiłaby korzystanie społeczeństwu z tych terenów? Przypominam, że obecna filozofia rządzących to raczej zakaz budowania w lasach jakiejkolwiek infrastruktury. Z zapowiedzi resortu wynika, że lasy społeczne byłyby objęte zakazem korzystania z ich dóbr. Mówi się nawet o konieczności całkowitego wyłączania ich z użytkowania. Pomysł lasów społecznych jest więc kolejnym krokiem, który nie tylko odbierze je ludziom, ale przede wszystkim ograniczy pozyskiwanie drewna. Ten pierwszy krok został poczyniony w styczniu, kiedy ogłoszono moratorium ograniczające wycinkę w 10 lokalizacjach, czyli de facto na blisko 100 tys. ha lasów.
Przypomnę, że w 2022 r. Lasy Państwowe wydały rozporządzenie o funkcjonowaniu lasów wokół miast. Tam też była wskazana funkcja społeczna lasów, ale tylko pozornie dzisiejsze rozumienie funkcji społecznej jest zbieżne z tym, co było wprowadzone w 2022 r. Przyjęte wtedy wytyczne zakładały m.in. zakaz wyrębu całkowitego takich lasów. Nie słyszałem, aby te wytyczne zostały unieważnione. Tymczasem zapowiedzi ministerstwa wskazują, że byłby wprowadzony całkowity zakaz pozyskiwania drewna wokół wybranych miast. Ten pierścień objęty restrykcjami mógłby wynosić nawet 60 km szerokości. To gigantyczne powierzchnie.
Skoro jest jakiś pomysł, żeby inaczej prowadzić tam gospodarkę, to rozumiem, że będzie propozycja zmiany planów urządzenia lasu w tych miejscach.
Na ten temat resort się nie wypowiada. Przecież obowiązują umowy o ilości dostarczania drewna z firmami drzewnymi. Czy to oznacza zmianę umów? Kto za te zmiany będzie płacił? Oczywiście, to wszystko będzie musiał pokryć budżet państwa. Poza tym dzisiejsze funkcjonowanie lasów, w tym obszarów wokół miast, jest zgodne z ustawą o lasach. Jeśli więc ma być zmiana prowadzenia gospodarki leśnej, czy ona będzie z nią zgodna? Skoro tak mocno będzie kładziony nacisk na odstąpienie od obecnego użytkowania, jeśli będą wprowadzane zakazy pozyskiwania drewna, to obawiam się że będą to rozwiązania z nią sprzeczne.
Ministerstwo nic nie mówi na temat kosztów wprowadzenia lasów społecznych.
Te kwestie podnosi sama Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych. Nie słyszymy, że ministerstwo wyliczyło, że akurat w tych 14 lokalizacjach należy zmienić plany urządzenia lasów, aby uwypuklić z jakichś powodów funkcje społeczne. Oczywiście, minister miałby do tego prawo. Ale zrozumiałbym to, gdyby taka decyzja wynikała z analiz, wyliczeń. Tutaj dowiadujemy się, że będzie realizowana jakaś nowa forma gospodarki leśnej i nie wiadomo, z jakiego powodu. Musimy wiedzieć, że ta decyzja na pewno będzie się wiązać z negatywnymi konsekwencjami dla lasów. Na końcu może się okazać, że ministerstwo, które nie opiera się na wiedzy naukowej w zakresie prowadzenia gospodarki leśnej, spowoduje gigantyczne problemy przyrodnicze. Inaczej mówiąc: okaże się, że zamiast pomóc lasom miejskim, to po prostu je utracimy. Przypominam, że jeśli wstrzymamy nawet na jakiś czas działania pielęgnacyjne lasów, to bioróżnorodność, o której ministerstwo i organizacje pseudoekologiczne tak głośno mówią, zostanie zniszczona. Wtedy dopiero będzie wielkie larum.
Poza tymi groźnymi skutkami przyrodniczymi należy się liczyć z gigantycznymi stratami gospodarczymi.
Właśnie dlatego konieczne są wyliczenia kosztów. Wiemy doskonale, że te konsekwencje spadną na leśników, bo za jakiś czas zmieni się minister i nikt nie będzie pamiętał, że to był jego pomysł. To leśnicy będą rozliczani za to, w jakim stanie jest teren, którym się opiekują. Las potrzebuje ciągłości, tymczasem zamiast merytorycznej pracy mamy destrukcyjną ideologię.
To z tego powodu niektórzy przedstawiciele branży drzewnej zawiesili pracę w Zespole do spraw wyznaczenia lasów cennych społecznie i przyrodniczo?
Taką decyzję podjęła m.in. Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, która przyznała wprost, że żadne jej dotychczasowe działania, merytoryczne argumenty, dostarczane analizy i publikacje nie zostały – nawet w najmniejszym stopniu – wzięte pod uwagę przez resort. Okazuje się, że konsultacje, na które powołuje się ministerstwo, są prowadzone nieuczciwie. Sami leśnicy mówią o tym, jak one wyglądają w praktyce, i wzywają pseudoekologów do opamiętania. Jeśli z jednego komputera jest wysyłanych 500, a nawet 700 opinii na temat danego terenu, to są to raczej pseudokonsultacje. Okazuje się, że mamy do czynienia ze scenariuszem, przed którym przestrzegaliśmy od dawna, że jednym kliknięciem można zablokować pracę leśników i zaburzyć bioróżnorodność leśną przez tych, którzy fałszywie troszczą się o polską przyrodę. Organizacje ekologiczne z pozycji centralnej wykonują dyspozycje, tak naprawdę nie wiemy czyje, i w ten sposób uderzają nie tylko w przyrodę, ale także w nasz przemysł drzewny. W konsultacjach ważny jest głos samorządu, obywateli, ale także tych, którzy mieszkają na danym terenie. Obecnie te grupy próbuje się sekować. Wszystko się dzieje pod dyktando pseudoekologów.
Dziś kluczową kwestią powinno być raczej to, jaką ustawę ministerstwo przygotuje w kwestii planów urządzania lasów, do czego obliguje nas wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Przypomnę, że zarzuty stawiane przez TSUE dotyczyły kwestii planów urządzenia lasów i konsultacji z tym związanych. TSUE stwierdził, że w Polsce nie funkcjonują rozwiązania, które dają możliwość zaskarżenia do sądu przez organizacje ochrony środowiska planów urządzenia lasu, i dlatego zażądał, żeby sądy administracyjne w Polsce badały te plany. To jest kuriozalne, ale to jest dziś największe wyzwanie, przed którym stoi ministerstwo: aby sprostać tym wymogom, a jednoczenie pogodzić kwestie społeczne z funkcjami gospodarczymi. W związku z tym mam obawy, czy podnoszenie dziś tematu lasów społecznych nie jest wyłącznie zamydleniem oczu i odwróceniem uwagi od spraw, którymi ministerstwo powinno się zająć w pierwszej kolejności.
Urszula Wróbel/„Nasz Dziennik”




