fot. twitter.com

NBA. Wielki powrót Wizards, zwycięski rzut Walla!

Washington Wizards wygrali we własnej hali po zaciętej końcówce z Chicago Bulls 101:99. Dla Czarodziei był to już 10 triumf z rzędu w Verizon Center. Marcin Gortat, zdobywając 10 punktów i zbierając 12 piłek, zaliczył dwudzieste drugie doubledouble w bieżącym sezonie. Bohaterem gospodarzy został John Wall, który zaliczył swój pierwszy zwycięski rzut w karierze.


Polski środkowy w poprzednim starciu z Milwaukee Bucks oszczędzał się w ofensywie, minionej nocy zdołał jednak wywalczyć dwucyfrową liczbę punktów (10). Wykorzystał 5 z 8 prób z gry. Gortat wywalczył także 12 zbiórek w tym 3 na atakowanej tablicy. Nasz rodak po 37 występach w tegorocznych rozgrywkach rzuca średnio ponad 11 punktów i zbiera niecałe 12 piłek na mecz.

Pomimo udanego początku Wizards, dzięki wysokiej skuteczności Markieffa Morrisa, Bradleya Beala i Otto Portera Jr., to przyjezdni zdominowali premierową kwartę. Bulls nie tylko odrobili siedmiopunktową stratę, ale również wyszli na wysokie prowadzenie (36:26). Rajon Rondo świetnie wszedł w spotkanie zdobywając 6 oczek i 3 asysty.

W drugiej części pojedynku Byki powiększali swoją przewagę. Jerian Grant i Rondo dobrze współpracowali z zawodnikami z obwodu. Szczególnie skuteczny był pierwszoroczniak Denzel Valentine, który w pierwszej połowie miał na swoim koncie już 14 punktów, a po jego kolejnej celnej „trójce” goście wygrywali 61:43.

Czarodzieje, podobnie jak Bulls w poprzednich odsłonach meczu, rozpoczęli pogoń za rywalami skuteczną grą na dystansie. Rozpoczął Morris, a kilka minut później seryjnie zaczął trafiać Beal. Po skutecznym rzucie za trzy punkty Treya Burke’a Wizards tracili do zawodników z Chicago zaledwie 3 oczka, a prowadzenie gospodarzom dał chwilę później Jason Smith (77:75). Podopieczni Scotta Brooksa wygrali trzecią kwartę 32:16.

W decydujących minutach spotkania obie drużyny nie mogły wypracować zdecydowanej przewagi. Po stronie Byków punktowali Valentine i Bobby Portis, a Czarodzieje trzymali się blisko rywali dzięki Morrisowi. Kiedy gospodarze przegrywali 97:99, John Wall wziął ciężar gry na siebie. Najpierw po udanej akcji z dystansu wyrównał, a kilka sekund przed końcową syreną rzutem z odchylenia dał Wizards dwupunktowe prowadzenie. Ekipa z Waszyngtonu ostatecznie triumfowała 101:99.

Scott Brooks, pomimo zwycięstwa, może mieć kilka uwag do swoich zawodników. Gospodarze mieli problem z zespołem, który obecnie nie ma gwarancji gry w play-offach. Warto także wspomnieć, że w obozie Bulls zabrakło kluczowych graczy – Jimmy’ego Buttlera, Dwyane’a Wade’a oraz Nikoli Miroticia.

Czarodzieje zajmują 6. pozycję w tabeli Konferencji Wschodniej. Jutro zagrają przeciwko Boston Celtics.

***

Washington Wizards Chicago Bulls 101:99 (26:36, 23:25, 32:16, 20:22)
(John Wall 26, Markieff Morris 19, Marcin Gortat 10 – Denzel Valentine 19, Robin Lopez 14, Michael Carter-Williams 14)

Sport.RIRM