fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Liga Europy. Obowiązek odbębniony, Lech z dwubramkową zaliczką

Dwie bramki przewagi wywalczył sobie Lech Poznań przed wyjazdem do Erywania na rewanżowy mecz z Gandzasarem. Na listę strzelców dwukrotnie wpisał się Christian Gytkjaer.


Ivan Djurdjević zdecydował się na testowane w trakcie okresu przygotowawczego 3-5-2. Nieco bardziej ofensywny styl szybko zebrał swoje żniwo.

Już po pięciu minutach obserwacji tego, co działo się na boisku można było stwierdzić, że Lecha czeka po prostu spacerek do kolejnej rundy. Kolejorz zdecydowanie przeważał i rzadko pozwalał rywalom na opuszczenie własnej połowy. Przy tym nie musiał wykazywać się dużą cierpliwością, bo przeciwnika już w 10. minucie napoczął Christian Gytkjaer. Duńczyk, podobnie jak Michał Kucharczyk, chciał wyróżnić się na starcie eliminacji fantastycznym strzałem, więc kropnął z woleja obok bezradnego Geworga Kasparowa.

Sporo wiatru na skrzydle robił Maciej Makuszewski. Po zapisaniu asysty, wywalczył „jedenastkę”, a tę na kolejnego gola zamienił Christian Gytkjaer. Dwa szybkie trafienia najwyraźniej Lecha urządzały. Szybka zmiana taktyki na tę „na chodzonego” odbiła się na liczbie podbramkowych sytuacji. Z drugiej strony boiska z dobrej strony pokazywał się Lubambo Musonda, ale żaden z kolegów nie był w stanie dotrzymać mu tempa. Dlatego skończyło się ledwie na strachu.

Po zmianie stron bliski hat-tricka był Christian Gytkjaer. Snajper Kolejorza stanął „oko w oko” z Geworgiem Kasparowem i miał tyle czasu, że spokojnie mógłby przeczytać książkę, ale trafił tylko w nogi golkipera gości. Ci postanowili przejść z niskiego na wysoki pressing. Gra nieco się wyrównała, a gdyby nie egoizm Alexa Juniora, to Gandzasar mógłby pokusić się o kontaktowe trafienie. Skrzydłowy zamiast dośrodkować na wbiegających napastników postanowił jednak uderzać… gdzieś w stronę linii bocznej.

Okres walki, a właściwie nieco większej nudy na boisku, został przerwany przez gola Vernona De Marco. Euforię w zarodku zdusił jednak arbiter, który szybko odgwizdał przewinienie Argentyńczyka. Idealną okazję do trafienia na 1:2 miał Gekhem Haruthunjan. Centra z lewej strony posłana idealnie na głowę napastnika przyjezdnych pozwoliła na groźne uderzenie, które z największym trudem zatrzymał Jasmin Burić.

Gwoździa do trumny Gandzasaru mógł wbić Paweł Tomczyk. Rezerwowy Lecha nie trafił jednak do zupełnie pustej bramki z zaledwie jedenastu metrów. Wszystko przez słabe przyjęcie piłki, które dłużyło się w nieskończoność, dzięki czemu poczuł na sobie nieznaczną presję bramkarza rywali. W niczym nie usprawiedliwia to jednak TAKIEGO pudła…

Rewanż odbędzie się za tydzień (19 lipca) o godzinie 17:00.

***

Lech Poznań Gandzasar Kapan 2:0 (2:0)
Christian Gytkjaer 10’ 15’(k.)

Lech: Jasmin Burić – Rafał Janicki, Thomas Rogne, Vernon De Marco – Wołodymyr Kostewycz, Maciej Gajos, Mihai Radut (59’ Pedro Tiba), Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka – Darko Jevtić (69’ Nicklas Barkroth), Christian Gytkjaer (86’ Paweł Tomczyk)

Gandzasar: Geworg Kasparow – Aleksandr Swierczynskij, Vukasin Tomić, Hayk Isjanjan, Ara Hachatrjan (82’ Vardan Pogosjan) – Lubambo Musonda, Wbeymar Angulo, Artur Jusbanshjan (59’ Geworg Ohanjan), Alex Junior – Geworg Nranjan (90’ Vaspurak Minasyan), Gekham Harutjunjan

Żółte kartki: Vernon De Marco, Pedro Tiba (Lech) oraz Aleksandr Swierczynskij (Gandzasar)

Sport.RIRM

drukuj