fot. sxc.hu

EWANGELIA

Siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus, usłyszawszy to, rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do Judei”. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzieście go położyli?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” Niektórzy z nich powiedzieli: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał”. To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

J 11, 3-7.17.20-27.33b-45

Panie, gdybyś tu był…

Dlaczego Jezus, wiedząc, że Łazarz jest ciężko chory, czekał? Dlaczego pozwolił umrzeć przyjacielowi? Wyrzut pojawia się w ustach sióstr Marty i Marii, także przyglądający się wydarzeniu Żydzi pytają: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?”. Trudno się im dziwić. Jezus jednak całemu wydarzeniu nadaje inny, głębszy, niezrozumiały wtedy jeszcze dla najbliższych sens – dopełni się on, stanie się czytelny i zrozumiały dopiero po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Stając przy zapieczętowanym grobie Łazarza, Chrystus niejako zatrzymuje się przed każdym ludzkim grobem, naszą niemocą wobec przemijania i zamknięciem na życie – po to, aby nas z nich wyprowadzić, nadać im wartość. Bardzo znamienne jest wołanie: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. To nie tylko manifestacja mocy Bożej, ale też propozycja obrania nowego kierunku ludzkiej egzystencji, zamkniętej w lęku i niewierze, ciasnym kręgu oczekiwań niemających szans na spełnienie: wyjścia ku Temu, który ma moc przywrócić nam życie. To zaproszenie do stanięcia w prawdzie, odsłonięcia przed Bogiem wszystkiego, co (choć skwapliwie skrywane, maskowane) w nas cuchnie: grzechu, braku miłości, skoncentrowania się na sobie. Tego, co tak naprawdę jest tylko udawanym życiem bądź marną jego namiastką.

Nie dziwi w tym kontekście fakt, że Ewangelia o przywróceniu życia Łazarzowi została w tradycji Kościoła wpleciona w trzecie skrutynium (egzamin życiowy) dla katechumenów. Rozmowa Jezusa z Martą, przybierająca kształt wyznania wiary, przypomina dialog, w jakim uczestniczą przed przyjęciem chrztu świętego. Wybierając Jezusa jako jedynego Pana swojego życia, uświadamiają sobie, że On umiera z ich powodu, aby mogli przyjąć śmierć i w ten sposób przejść do nowego życia! Że żyjąc w Nim, nie muszą niczego się bać – są wolni.

Warto przemedytować proklamowany w piątą niedzielę Wielkiego Postu fragment Ewangelii pod kątem własnych doświadczeń. Zobaczyć wszystkie swoje lęki, ucieczki, owinięte w żałobne mary spopielone nadzieje. I z wiarą zwrócić się ku Zmartwychwstałemu.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj