fot. wikipedia.org

Wybory w Kenii

Kenijczycy ruszają do urn. Wybiorą oni dziś nowego prezydenta, parlamentarzystów oraz władze lokalne. Główni kandydaci do najwyższego urzędu to dotychczasowy szef państwa Uhuru Kenyatta oraz lider opozycji Raila Odinga. Nie można wykluczyć niestety krwawych zamieszek związanych z konfliktem plemiennym.

Mieszkańcy Kenii wybiorą dzisiaj głowę państwa razem z wiceprezydentem, dwuizbowy parlament składający się ze Zgromadzenia Narodowego oraz Senatu, reprezentację kobiet w Zgromadzeniu Narodowym, gubernatorów hrabstw oraz członków rad lokalnych w hrabstwach. Łącznie kandyduje na te stanowiska ponad 14 tys. osób. Największe emocje budzą jednak wybory prezydenckie. O najwyższy urząd ubiega się ośmiu kandydatów. Realne szanse na wygraną ma tylko dwóch; Kenyatta Uhuru startuje w tandemie z dotychczasowym wiceprezydentem Williamem Ruto jako kandydat Partii Jubileuszowej, natomiast Raila Odinga jest kandydatem partii opozycyjnej  Narodowego Super Sojuszu.  Partia Uhuru określa się jako konserwatywno-narodowa, a Odinga liberalna. Różnice między tymi blokami mają przede wszystkim wymiar personalny oraz plemienny. Choć oba wzywały w czasie kampanii do zgody narodowej, niewiele wskazuje na to, by apele te przyniosły pozytywny skutek.

– Wszyscy jesteśmy Kenijczykami. Matki i ojcowie walczyli, abyśmy mieli lepszą Kenię i lepszą przyszłość. Dali nam największy prezent. Nie możemy ich rozczarować. Niezależnie od wyniku wyborów, musimy stawić czoło razem, odrzucić zastraszanie oraz przemoc – apelował Uhuru Kenyatta, prezydent Kenii.

Były sekretarz stanu USA John Kerry, kierujący misją obserwatora wyborów w Stanach Zjednoczonych, wezwał rządzących do zapewnienia swobodnego oraz sprawiedliwego głosowania.

– Wyrażamy nasze uznanie dla wysiłków oddziału sądowego rządu Kenii, który włożył tak wiele pracy w celu rozwiązania sporów  oraz zapewnienia procesów prawnych, które dają zaufanie do głosowania. To zależy od narodu Kenii i przywództwa, aby zapewnić atmosferę, w ramach której będą to pokojowe wybory – powiedział John Kerry.

W przeddzień wyborów na ulicach Kenii zrobiło się  jednak niespokojnie. W kraju znajduje ponad 600 tys. nielegalnych sztuk broni. Ponadto, w ostatnich latach wielokrotnie dawali o sobie znać somalijscy terroryści z asz-Szabab. Kenijczycy  wyrażają swoje obawy, jeśli wynik wyborów zostanie zakwestionowany.

– Chciałbym zapytać moich kolegów Kenijczyków o pokój. Zagłosujemy i niech wola ludu zwycięży. Jeśli Raila wygrywa czy Uhuru. Będzie to dobre i potrzebne. Kenia będzie silna nadal jako naród. Niech wybory będą wolne i uczciwe – powiedział jeden z głosujących.

 10 lat temu, plemienna rywalizacja w wyborach doprowadziła do tragicznych skutków.  W walkach trwających  dwa miesiące, zginęło ok. 1000 osób, a 600 tys. musiało uciekać ze swoich domów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj