fot. PAP/Leszek Szymański

Unia Europejska solidarna z Gazpromem; wniosek Polski ws. Opal odrzucony

Sąd Unii Europejskiej oddalił wniosek Polski oraz spółki PGNiG dotyczący gazociągu Opal. Komisja Europejska zgodziła się na przeprowadzenie aukcji na połowę zdolności przesyłowych gazociągu. Na tej decyzji bardzo dużo zyska rosyjski Gazprom, a państwa unijne jeszcze bardziej uzależnią się energetycznie od Rosji.

Niemiecki gazociąg północ-południe Opal to wschodnia odnoga przedłużenia lądowego Nord Stream, którym rosyjski gaz jest przesyłany do Europy z pominięciem Polski i Ukrainy. Rurociągiem tym błękitne paliwo płynie do Czech i Słowacji. Może być także przekazywane do Francji. W 2009 r. Komisja Europejska zgodziła się, że połowa przepustowości tego gazociągu OPAL zostanie zwolniona ze stosowania unijnego prawa i będzie zarezerwowana tylko dla rosyjskiego Gazpromu. W październiku 2016 roku na wniosek Niemiec, Komisja Europejska zdecydowała, że pozostała część przepustowości OPAL-u zostanie wystawiona na aukcji. Unijni urzędnicy pozwolili równocześnie na udział w przetargach rosyjskiego giganta gazowego.

– Sprawa jest oczywista. Zwiększanie przepustowości dla Gazpromu powoduje zwiększenie jego monopolu – podkreśla dr inż. Bogdan Sedler, prezes zarządu Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk”.

W związku z decyzją Komisji Europejskiej Polska i spółka PGNiG wniosły skargę do Sądu Unii Europejskiej w celu stwierdzenia nieważności decyzji. Równocześnie domagając się zawieszenia jej aż do czasu wydania wyroku. Sąd Unii Europejskiej zgodził się na takie rozwiązanie. Wczoraj jednak ostatecznie sąd oddalił wniosek strony Polskiej.

– Tutaj nie ma żadnej solidarności, można powiedzieć, że jest to pomniejszenie owej solidarności. Gdyby taka solidarność energetyczna była w Unii Europejskiej to już dawno przystałaby ona nawet na polskie propozycje, w celu zwiększenia bezpieczeństwa, zwiększenia udziału różnych źródeł energii, dywersyfikacji dostaw. Tego się nie robi. Zamiast tego idzie się na układy z Gazpromem – mówi dr inż. Bogdan Sedler.

Decyzja Komisji Europejskiej ma obowiązywać aż do 2033 roku.

TV Trwam News/RIRM

drukuj