fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] M. Szołucha: W głowie się nie mieści, że posłowie PiS wspierają zagraniczną konkurencję

Posłowie PiS lobbowali w Brukseli, aby hodowle zwierząt futerkowych były zakazane w Polsce. Polska jest drugim co do wielkości producentem skór zwierząt futerkowych w Europie i trzecim na świecie; w głowie się nie mieści, że prawicowi posłowie wspierają zagraniczną konkurencję – zaznaczył w rozmowie z TV Trwam dr Marian Szołucha. Jeśli uda się obronić hodowle zwierząt futerkowych przed naciskami lobby zagranicznego i lewicowych organizacji pseudoekologicznych, będziemy mogli mówić, że Polska jest krajem naprawdę suwerennym – podkreślił ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Niewiarygodne wręcz jest to, żeby prawicowi posłowie, wspólnie z otwarcie nieprawicowym Stowarzyszeniem „Otwarte Klatki”, robili czarny pijar przeciwko polskiemu rolnictwu w Brukseli – podkreślił dr Marian Szołucha.

Posłowie PiS lobbowali w Brukseli, aby hodowle zwierząt futerkowych były zakazane w Polsce. Nie bez przyczyny ta hodowla zaczęła być atakowana przez organizacje ekologiczne. Być może – to jest do sprawdzenia przez służby – jest to inspirowane przez zagraniczną konkurencję, w momencie gdy nasi hodowcy zdobyli całkiem pokaźną część globalnego rynku. Polska jest drugim co do wielkości producentem skór zwierząt futerkowych w Europie i trzecim na świecie. Jest to branża zdominowana przez polski kapitał – zaznaczył ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Jak mówią dane Głównego Inspektoratu Weterynarii, 98 proc. ferm istniejących w Polsce ma polskich właścicieli i nie ma – wbrew temu, co mówią pseudo obrońcy praw zwierząt – tendencji, która mogłaby tę sytuację odwrócić – dodał.

Po 2000 r. nie powstała w Polsce ani jedna ferma czysto zagraniczna i zaledwie jedna z mieszanym udziałem kapitału holenderskiego. Jest to zatem polska branża, jak mało która w rolnictwie i ogólnie w gospodarce. Oparta jest ona o czysty rachunek ekonomiczny. To biznes w starym dobrym stylu. Jest to też biznes związany z naturą i regionami popegeerowskimi, dzięki rozwojowi którego likwidowane jest, zwłaszcza na Pomorzu Zachodnim, strukturalne bezrobocie, które trwa od prawie trzech dekad – powiedział rozmówca TV Trwam.

Hodowla zwierząt futerkowych w Polsce to jest branża eksportowa, a takich nam brakuje – podkreślił dr Szołucha.

100 proc. polskiej produkcji z hodowli zwierząt na futra idzie na eksport, a więc poprawiany jest bilans naszego handlu zagranicznego, płyną do Polski rezerwy walutowe. Polska nie jest drenowana finansowo, jak ma to miejsce w przypadku wielu innych branż, a sprowadzany jest kapitał do Polski dzięki temu, że jest to branża bardzo rentowna – wskazał ekonomista.

Polskie futra stały się w ostatnich latach marką, czyli czymś, czego w polskiej gospodarce nam bardzo brakuje – dodał.

Po 1989 r. zostaliśmy sprowadzeni do roli podwykonawcy w globalnym łańcuchu powiązań gospodarczych, a największa marża przysługuje zwykle temu, kto dysponuje marką, znakiem towarowym, czyli tym, dzięki czemu można tenże największy zysk i największą marżę uzyskiwać – powiedział dr Marian Szołucha.

Trudno się w związku z tym dziwić, że zagraniczna konkurencja atakuje polski biznes, że robi mu czarny pijar, że działają przeciwko Polsce organizacje ekologiczne funkcjonujące w ramach międzynarodowych powiązań, bo niektóre z nich to są wprost organizacje międzynarodowe; ale to, że polscy posłowie, w dodatku ci, którzy są posłami prawicowymi w Parlamencie Europejskim, którzy chcą za naszą granicą rozwiązywać polskie spory i stają po stronie naszej zagranicznej konkurencji, czyli po stronie obcego interesu, to się nie mieści w głowie – podkreślił rozmówca TV Trwam.

Za atakiem na polskie hodowle zwierząt futerkowych, oprócz biznesu i konkurencji, stoją także organizacje i poglądy lewicowe, czyli takie, które chcą dehumanizować człowieka i humanizować przyrodę, w tym zwierzęta, które stawiają dobro zwierząt i ich życie ponad interesem człowieka. To jest porządek z gruntu niechrześcijański, wzięty z ideologii New Age. Każdy o prawicowych, konserwatywnych, a nawet liberalnych zapatrywaniach powinien się temu przeciwstawiać. Ta hodowla musi być obroniona – mówił dr Szołucha.

Jeśli zlikwiduje się hodowle zwierząt futerkowych w Polsce, odczuje to nawet kilkaset tysięcy Polaków.

13 tys. ludzi – jak wskazują badania – bezpośrednio pracuje na fermach, a licząc z członkami rodzin i kooperantami są to setki tysięcy osób. Ta branża jest ściśle usadowiona w łańcuchu powiązań gospodarczych z hodowcami drobiu, przetwórcami rybnymi, firmami transportowymi, producentami klatek i bankami spółdzielczymi, czyli z polskimi małymi bankami, będącymi najbliżej rolnika, które udzielały wieloletnich kredytów na budowę i rozwój tych ferm. A dziś daje się najkrótsze – jakie znam – vacatio legis polskim hodowcom na przebranżowienie się i zamknięcie hodowli – zaznacza ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Nie jest prawdą, że hodowle są zamykane, ponieważ zakazuje się ich w wielu krajach na świecie, zwłaszcza tych najbardziej cywilizowanych – dodał.

Taki argument to jest kłamstwo. Czesi, którzy jako ostatni zakazali u siebie hodowli mieli produkcje w całym kraju na poziomie jednej średniej wielkości polskiej fermy. Jedynym krajem, którzy miał rzeczywiście rozwiniętą tę branżę i zakazał jej jest Holandia. Nawet tam vacatio legis jest dłuższy niż proponuje się polskim rolnikom. Poza tym Polska nie jest tak bogatym krajem jak Holandia, więc na podobne fanaberie nie możemy sobie pozwolić. Holandia jest ponadto w awangardzie tego źle pojętego postępu cywilizacyjnego. To Holandia liberalizuje prawo aborcyjne, legalizuje eutanazję, a z drugiej strony zakazuje hodowli zwierząt na futra – powiedział dr Marian Szołucha.

Ta sprawa to jest papierek lakmusowy na prawdziwe intencje tego obozu władzy – zaznaczył ekonomista.

Jeśli uda się obronić hodowle zwierząt futerkowych przed naciskami lobby zagranicznego i lewicowych organizacji pseudoekologicznych, będziemy mogli mówić, że Polska jest krajem naprawdę suwerennym – wskazał dr Szołucha.

RIRM

drukuj