fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] S. Kaleta: Kluczowi politycy PO mieli świadomość patologii w Warszawie i nic z tym nie robili

Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła, że ma pełne zaufanie do urzędników i politycy Platformy Obywatelskiej swoje wątpliwości chowali do kieszeni. Wszyscy kluczowi politycy PO mieli świadomość tej patologii i nic z tym nie zrobili – powiedział w piątkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam Sebastian Kaleta, wiceprzewodniczący komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji.

W tym tygodniu na posiedzeniu komisji kolejna osoba pracująca w ratuszu zeznała, że była presja na szybkie tempo wydawania decyzji reprywatyzacyjnych. Jak wskazał Sebastian Kaleta, „warto odnieść to do tego, że śp. prof. Lech Kaczyński, kiedy był prezydentem Warszawy to (…) po kilkunastu miesiącach sprawowania władzy zobaczył, że proces reprywatyzacji jest – mówiąc delikatnie – bardzo wątpliwy”.

– Zaczął zwalniać urzędników, nakazał ograniczyć liczbę zwrotów do minimum tam, gdzie nie ma żadnych wątpliwości. Rzeczywiście statystyki pokazują, że ten spadek był. Kiedy przyszła Hanna Gronkiewicz-Waltz, statystyki wystrzeliły w górę, co jest całkowicie niezrozumiałe. (…) HGW wydała polecenie, że urzędnicy mieli wydać 300 pozytywnych decyzji. Byli z tego co miesiąc rozliczani, były rozsyłane maile, (mówiące o tym – red.) którzy urzędnicy najlepiej pracują. Wyobraźmy sobie sytuacje, że urzędnik ma skomplikowaną sprawę, w której widzi, że komuś się nie należy ta nieruchomość. Zakładając, że proponuje decyzję odmowną, to w tym wypadku – jeśli popracuje nad nią trzy tygodnie – to zgodnie z tymi statystykami, jest tak jakby w ogóle nie pracował. Krótko mówiąc, żeby móc rozliczać się ze swoim przełożonym, on musiał co miesiąc znajdować konkretną sprawę, żeby komuś oddać nieruchomość. Załóżmy, że w referacie taki urzędnik ma na bieżąco prowadzonych dziesięć spraw, z których się żadna nie nadaje, a musi pod presją wydać decyzję zwrotową, to mógł popełnić błąd i naciągnąć jakąś sprawę, żeby jednak ta nieruchomość została wydana – zauważył gość TV Trwam.

„To niespotykana praktyka. Można powiedzieć, że bardzo wątpliwa. (…) Mieliśmy kluczowe zeznania byłego burmistrza dzielnicy Śródmieście z Platformy Obywatelskiej, który mówił wprost, że wielu kluczowych polityków PO dostrzegało, że jakieś nieprawidłowości w tym procesie reprywatyzacji są” – zaznaczył polityk.

– Ci politycy starali się sygnalizować HGW, ale bez skutku. Ona mówiła, że ma pełne zaufanie do tych urzędników i politycy PO brali to również za dobrą monetę. Te swoje delikatne wątpliwości chowali do kieszeni. To pokazuje, że wszyscy kluczowi politycy Platformy w Warszawie mieli świadomość tej patologii i nic z tym nie zrobili – podkreślił wiceprzewodniczący komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości.

Sebastian Kaleta odniósł się również do zaskarżania przez warszawski ratusz wszystkich uzasadnień komisji, wskazując, że „miasto mówi, że skarży tylko uzasadnienia jest mydleniem oczu”.

– Gdybyśmy usunęli nasze ustalenia, co próbuje robić miasto, to decyzja siłą rzeczy by upadła. Jest to bardzo istotna, poważna kwestia. Dzisiaj Hanna Gronkiewicz-Waltz i zatrudnieni przez nią prawnicy nie bronią interesu miasta i mieszkańców, tylko bronią własnego partykularnego interesu. Chcą usunąć z uzasadnień komisji to, co jest dla nich obciążeniem i jeśli te obciążenia zostaną przez sąd administracyjny skasowane z tej decyzji komisji, to sama decyzja zostanie skasowana. Krótko mówiąc, dla Hanny Gronkiewicz-Waltz i prawników z nią współpracujących nie liczy się interes miasta. Liczy się obrona tych urzędników, którzy usłyszeli zarzuty, liczy się obrona partykularna, osobista HGW za błędy, za które powinna wziąć odpowiedzialność co najmniej polityczną, a nie poczuwa się do tego ani ona, ani koledzy z PO – powiedział gość „Polskiego punktu widzenia”.

RIRM

drukuj