fot. PAP/Tomasz Gzell

„Sieci”: Milionowy szwindel Waltzów

5 mln zł – tyle zarobiła rodzina Hanny Gronkiewicz-Waltz na kamienicy ukradzionej po wojnie żydowskim właścicielom – czytamy w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”.

Choć prezydent Warszawy i jej bliscy musieli mieć pełną wiedzę o losach budynku, przez wiele lat mataczyli w tej sprawie, by nie dopuścić do wznowienia postępowania zwrotowego. Świadczą o tym dokumenty, do których dotarliśmy, relacje urzędników i mieszkańców nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16. Waltzowie wciąż udają, że nic się nie stało, i unikają odpowiedzi na najważniejsze pytania” – ujawniają autorzy artykułu.

Tygodnik opisuje sprawę reprywatyzacji kamienic w Warszawie, w którą zamieszana jest rodzina Waltzów. Przywołują opinie mieszkańców, którzy zostali skrzywdzeni, m.in. Pana Krzysztofa: „Wiele razy prosiliśmy Hannę Gronkiewicz-Waltz o spotkanie, żeby wytłumaczyć swoją sytuację, pokazać dokumenty, do których dotarliśmy. Nigdy nie odpowiedziała” – napisano w artykule.

Teraz już się temu nie dziwi. Ani temu, że przez lata w stolicy kwitła złodziejska reprywatyzacja. >>Pani prezydent jest zakładnikiem tej sytuacji. Trudno wytykać cokolwiek złodziejom kamienic, skoro własna rodzina była w to zamieszana<<” – wyjaśnia rozmówca dziennikarzy.

Autorzy artykułu prezentują też stanowisko małżeństwa Waltzów.

Waltzowie lubią powtarzać, że decyzję o >>zwrocie<< tej kamienicy podjęli w 2003 r. urzędnicy podlegli prezydentowi Warszawy Lechowi Kaczyńskiemu. To prawda, ale też trzeba dodać, że wtedy nikt nie wiedział o kradzieży przed 50 laty” – napisano w artykule.

Przy tej okazji warto także obalić jeden z mitów kolportowanych przez wpływowe małżeństwo: że nigdy nie starali się o zwrot nieruchomości. Na stronie założonej przez Andrzeja Waltza w celu >>wyjaśnienia<< wszystkich wątpliwości wokół sprawy czytamy: >>O prowadzonym postępowaniu administracyjnym dotyczącym zwrotu nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16 dowiedziałem się pod koniec 2002 r. i jako strona, wraz z pozostałymi spadkobiercami, wstąpiłem do postępowania<<. A zatem: włączył się do starań o kamienicę. I choć ostateczny protokół przekazania nieruchomości miasto wydało w 2006 r., to rok 2003 jest tu kluczowy” – przekonują autorzy artykułu.

Tygodnik wskazuje na niskie pobudki prezydent Warszawy i celowe unikanie mieszkańców:

Ignorowanie mieszkańców przez Hannę Gronkiewicz-Waltz miało zapewne dwie przyczyny. Jednej trzeba upatrywać w kwestiach moralnych, wyrzutów sumienia albo zwykłego strachu przed spojrzeniem w oczy szykanowanym ludziom. Zapewne trudno byłoby jej się zmierzyć z opowieściami o gehennie, jaką przechodzą lokatorzy kamienicy, która niedawno należała do jej najbliższej rodziny. A że miała tego świadomość, świadczy wywiad, jakiego Andrzej Waltz udzielił „Gazecie Wyborczej” 11 grudnia 2006 r. Zapytany o podniesienie czynszu przez nowych właścicieli odpowiedział: >>Kiedy się o tym dowiedziałem, mówię im: „Czy wyście zwariowali? Robić coś takiego na dwa tygodnie przed wyborami? Można się zastrzelić”<<. Ten cytat dowodzi, że od samego początku Waltzowie kręcili. Los lokatorów ich nie interesował. Ważne było tylko zwycięstwo Hanny w wyborach. Drugi powód, dla którego HGW nie chciała rozmawiać z mieszkańcami, też jest oczywisty. Już w 2007 r. wiedziała, że kamienica została w roku 1945 ukradziona prawowitym właścicielom” – komentują autorzy artykułu.

PAP/RIRM

drukuj