Prof. W. Osadczy: w relacji z Ukrainą musimy wyegzekwować prawdę

Wkraczamy w obszar poważnych problemów w ponownym sojuszu polsko-ukraińskim. Bez ich rozwiązania nie ma przyszłości – mówił na antenie Telewizji Trwam prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy.

Dyrektor Centrum Badań Wschodnioeuropejskich Ucrainicum na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas sobotnich „Rozmów Niedokończonych” analizował kształtowanie się relacji Polska-Ukraina przed i po powstaniu państwa ukraińskiego.

Ukraina to państwo z długą historią, która związana jest z Rusią Kijowską i która zaczęła się tworzyć właśnie na jej gruzach. Ukształtowało się w 1991 roku. Od jego powstania dzieli nas już ćwierć wieku.

Kształtowanie się narodu ukraińskiego uzależnione było od dystansowania się od Rosji – tłumaczył na antenie Telewizji Trwam prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy. We wspomnianym ,,dystansowaniu się” – jak mówił – ogromną rolę odegrali Polacy, co na stałe wpisało się w historię relacji polsko-ukraińskich.

– Polacy odegrali ogromną rolę w unaradawianiu Ukraińców. Po kolejnych powstaniach – po powstaniu listopadowym, a w szczególności po powstaniu styczniowym – inwencja polityczna polskich środowisk politycznych była skierowana na to, żeby oderwać od Moskwy tę część Rusi, dlatego że nastroje antyrosyjskie po powstaniach były bardzo mocne, i wciągnąć ją w orbitę wartości zachodnich – przypomniał historyk.

Swoistym ,,laboratorium tworzenia się nowej tożsamości” – jak wskazywał gość ,,Rozmów Niedokończonych” – były ziemie Galicji Wschodniej.

– Tu zaczęła się wzmożona działalność na rzecz tego, żeby krzewić świadomość ukraińską – taką, która byłaby skonfrontowana z tradycją ruską, czyli tym, co łączy Ukraińców i Rosjan, ale, żeby była to odrębna świadomość. W tym kierunku, można przywołać tu rok 1920, politykę realizował też marszałek Piłsudski. Wiemy, że Rosja jako imperium rozpadłą się, a po przewrocie bolszewickim powstał wielki chaos, dlatego Zachód […] zmierzał do tego, żeby tę Rosję rozbić tak, aby nigdy się nie odrodziła jako mocarstwo. Było to też zbieżne z interesami środowisk polskich, reprezentowanych przez obóz Piłsudczyków, stąd też ta wspólna wyprawa na Kijów – tłumaczył prof. KUL-u.

Tendencje związane z konfrontacją polsko-ukraińską, jakie pojawiły się u Ukraińców, zakorzenione są – jak podkreślił prof. Osadczy – głęboko w historii.

–  Język ukraiński został zakazany w imperium carów w 1863 roku. Proszę zwrócić uwagę na rok – 1863, czyli powstanie styczniowe. Wszystko, co jest związane z niepodległością ukraińską czy jakimiś dążeniami do odrębności w stosunku do Rosji, było kojarzone z zakusami polskimi – z ,,intrygą polską”, jak też używała tego określenia propaganda rosyjska. Te nastroje antypolskie były krzewione cały czas – wskazał historyk.

Po I wojnie światowej państwo ukraińskie nie miało szans bytu – odrodziła się Rosja, a Ukraińscy mieli znikomą tożsamość narodową. Większość ziem ukraińskich – jak przypominał gość Telewizji Trwam – znalazła się w obrębie Związku Radzieckiego jako Republika Ukraińska. Bolszewicy tworząc nowe państwo rosyjskie, tworzyli ,,postępowy ukrainizm” jako antidotum na pozostałości starego reżimu.  Ziemie dawnej Galicji i Wołyń znalazły się wówczas w państwie polskim.

– Zanim ziemie galicyjskie zostały przyłączone do państwa polskiego, wybuchała wojna polsko-ukraińska w 1918 roku w znacznej mierze z inspiracji władz austriackich […], ale także z racji tego, że konfrontacja polsko-ukraińska w Galicji osiągnęła dramatycznych  wymiarów i doszło do tych starć. W tych starciach strona ukraińska nie miała szans, dlatego że nie była ani popierana przez mocarstwo, a stawka była zrobiona na państwo polskie jako państwo mające wszelkie przymioty państwowości, o niepodległości którego mówiło się bez przerwy przez te 123 lata niewoli narodowej i cały czas wszyscy rozumieli, że to jest tylko kwestia czasu, kiedy ta Polska się odrodzi, a że musi się odrodzić – nikt w to nie wątpił – zaznaczył prof. Osadczy.

Proklamowana przez galicyjskich Ukraińców Zachodnioukraińska Republika Ludowa nie miała szans przetrwania, a ziemie galicyjskie zostały w ostateczności włączone do państwa polskiego. Były to – co wskazał historyk – Małopolska Wschodnia i Wołyń. Na tych terenach panują nastroje nieprzyjazne państwowości polskiej.

Elity, które już wtedy były rozbudowane […], nie mogły się pogodzić z tą klęską. I na tym tle zrodził się agresywny nacjonalizm. W 1929 roku powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, która stawiała sobie za cel zniszczenie suwerenności państwa polskiego na terenach województw, które uznawali za ziemie ukraińskie. Działalność tej Organizacji związana jest z terrorem i wyznawaniem zasad sprzecznych z chrześcijaństwem […] – neopogańskich, które czerpią też inspiracje z nazizmu niemieckiego, z faszyzmu włoskiego – tłumaczył prof. Włodzimierz Osadczy.

Upust wszelkim hamulcom dała II wojna światowa. W latach 40. ukraińscy nacjonaliści dopuścili się ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Niezagojone rany związane z ,,działalnością” Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) pozostają w pamięci Polaków do dziś.

– To, że zbrodnia nie została nazwana po imieniu przez 27 lat, świadczy o tym, że komuś na tym zależało. Były jakieś siły, które powstrzymywały to. Te siły zewnętrzne są bardzo zainteresowane tym, żeby relacje w naszym regionie Europy były takie, a nie inne – powiedział gość Telewizji Trwam.

Rok 2005 – to czas, kiedy prezydentem Ukrainy został Wiktor Juszczenko. Polityk oparł budowanie tożsamości Ukraińców na filarach wspominania wielkiego głodu na Ukrainie, co pozwalało dystansować się od Moskwy, a także na gloryfikacji UPA i Stepana Bandery.

– Dla tworzenia narodu potrzebne jest jakiś odniesienie. Historia ziem ruskich od XIV wieku była podzielona. […] Brakuje jakichś wspólnych, narodowych symboli. Stąd też był pomysł, aby na skalę całego państwa narzucić sztucznie wykreowane symbole narodowe. […] Ukraina jako państwo powstałe w 1991 roku po nieudanym puczu w Moskwie […] nie miała do czego się odnieść – podkreślił  historyk.

Jedna z kijowskich ulic nosi nazwę Stepana Bandery – jednego z przywódców Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ponadto dzień powstania UPA świętowany jest na Ukrainie jako Dzień Wojska Ukraińskiego.

– Wkraczamy tu w obszar poważnych problemów w ponownym sojuszu polsko-ukraińskim. Widzieliśmy żołnierzy ukraińskich kroczących na paradzie w Warszawie. I jaka to armia? Jaki etos, jakie morale? Na czym oparta jest tradycja bojowa? Tu wchodzimy w obręb bardzo trudnych  zagadnień, bez rozwiązania których nie ma przyszłości – zaznaczył profesor.

Jak w tej sytuacji i w sytuacji zagrożenia Ukrainy ze strony Rosji ma zachowywać się Polska?

– Tu trzeba zrobić rachunek sumienia. Jeśli fobie antyrosyjskie są siłą napędową, która decyduje o kształcie wschodniej polityki Polski, to w takim razie można to kontynuować, ale będzie to zmierzało do niechybnej klęski. Fobie to najgorsza rzecz, jaka może towarzyszyć podejmowaniu decyzji politycznych. (…) Trzeba odnosić się do etyki i do prawdy. W relacjach z Ukrainą powinna być wyegzekwowana prawda […]. Strona polska nazwała ostatnio prawdę po imieniu i dalej trzeba kroczyć tą drogą. Nie może być żadnego kompromisu – skonkludował prof. Osadczy.

Całość sobotnich „Rozmów niedokończonych” można obejrzeć [tutaj].

RIRM

drukuj