fot. wikipedia

Niemieckie służby wiedziały o nagraniach?

Niemieckie służby specjalne już w maju posiadały informacje na temat kompromitujących nagrań ministrów rządu Donalda Tuska. W Polsce taśmy opublikowano dopiero w połowie czerwca.

Jak informuje jeden z dzienników, niemiecka firma wywiadowcza sporządziła raport dla tamtejszych służb, w którym opisała fatalne zabezpieczenie kontrwywiadowcze ministrów obecnego polskiego rządu.

Gazeta powołując się na swojego informatora napisała, że dokument powstał m.in. na podstawie nagrań z rozmów z tzw. afery taśmowej. Jej informatortwierdzi także, że rząd jest całkowicie przejrzysty dla obcych służb. Jak przyznaje, to, co ministrowie mówili na prywatnych spotkaniach wystarczyłoby do obalenia gabinetu Tuska, gdyby tylko ludzie mogli to poznać.

Bogdan Święczkowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podkreślił, że jeżeli te informacje okazałyby się prawdziwe, oznaczałoby to, że Niemcy prowadzą aktywną działalność szpiegowską na terenie Polski. Takie podejrzenia rodziły się – jak przyznał były szef ABW – już wcześniej. Wówczas identyfikowano zagrożenia i przeciwdziałano.

– Informacje, które dochodzą z wewnątrz obecnych polskich służb kontrwywiadowczych, a także polskich służb wywiadowczych świadczą, że zaniechano podstawowej profilaktyki kontrwywiadowczej, która uniemożliwiłaby pozyskiwanie informacji, które godzą w podstawy bezpieczeństwa naszego państwa. Tak – jak mówią ludzie Donalda Tuska – państwo, od co najmniej kilku lat nie funkcjonuje. Nie funkcjonuje system bezpieczeństwa narodowego i korzystają na tym osoby, które chcą zbić różnego rodzaju interesy gospodarcze, ale także polityczne. Proszę pamiętać, że – jeżeli chodzi o współpracę międzynarodową – tak naprawdę najważniejsze są interesy narodowe, a nie interesy multilateralne, czy interesy jakichkolwiek organizacji międzynarodowych – mówił Bogdan Święczkowski.

Polski rząd liczy, że sprawę afery podsłuchowej uda się zakończyć do końca wakacji. Do tej pory główni bohaterowie nie ponieśli konsekwencji. Rząd skupił się jedynie na odnalezieniu osób, które nagrywały polityków.

RIRM

drukuj