(fot.PAP)

Egipt na rozdrożu

Z końcem czerwca 2012 r. Egipt znalazł się na rozdrożu. Zwycięscy fundamentaliści będą musieli znaleźć sposób na pogodzenie swoich utopijnych ideałów z realiami – zwłaszcza gospodarczymi – XXI wieku. Ich pragnienie budowy społeczeństwa rządzonego w myśl prawa religijnego musi uwzględnić obecność obcokrajowców-turystów przynoszących znaczący dochód wiecznie głodnemu budżetowi.

 

Egipt jest też największym po Izraelu biorcą pomocy amerykańskiej i musi się liczyć z sankcjami tak ze strony Waszyngtonu, jak i Unii Europejskiej w przypadku jawnego i drastycznego narzucania prawa szariatu. Pozostaje wreszcie zawsze wrażliwy politycznie wątek izraelski, ponieważ prezydent elekt dał się już poznać ze swojej antyizraelskiej postawy. Może za to liczyć na poparcie ze strony islamizującej się Turcji oraz bogatych monarchii naftowych – ze sponsorującymi tzw. arabską wiosnę Arabią Saudyjską i Katarem na czele.

Bieda z nędzą

Egipt już od prawie półtora roku przechodzi okres burzliwych przemian ustrojowych. Przyczyn wybuchu niezadowolenia społecznego było wiele: wszechobecna korupcja, nepotyzm, brak wolności słowa oraz poszanowania swobód obywatelskich, bezwład administracyjny, a nade wszystko słabo dostrzegalne dla turysty, a porażające ubóstwo społeczeństwa.
Przypomnijmy, że produkt krajowy brutto Egiptu w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniósł w roku 2011 zaledwie 6500 dolarów, co stawia kraj nad Nilem na 136. miejscu na świecie (według CIA – The World Factbook). Biorąc pod uwagę realny wzrost PKB na poziomie 1,2 proc., który daje mu 179. pozycję na świecie, oraz stagnację w przemyśle turystycznym wywołaną brakiem poczucia bezpieczeństwa, a także monstrualny deficyt budżetowy, który w 2011 r. wyniósł 10,6 proc., dając Egiptowi 202. pozycję na 210 ocenianych krajów (chociaż akurat ten wskaźnik paradoksalnie przybliża Egipcjan do standardów wielu krajów Unii Europejskiej, USA czy Japonii…), nic nie wskazuje, aby sytuacja miała ulec znaczącej poprawie w bliższej perspektywie czasu. Inne wskaźniki są równie alarmujące: w skali HDI (Human Development Index), określającej jakość życia w poszczególnych państwach, Egipt zajmuje odległą, 113. pozycję – tuż przed Okupowanymi Terytoriami Palestyńskimi. Istnieje jednak jeden ranking, w którym Egipt może pochwalić się pozycją w pierwszej pięćdziesiątce – jest to 45. miejsce na liście Failed States Index, czyli zestawieniu krajów pod względem społecznych i ekonomicznych zagrożeń. Stanowi to niechlubny awans z 49. miejsca w 2010 roku. Populacja żyjąca poniżej granicy ubóstwa to oficjalnie ponad 20 proc. społeczeństwa, a faktycznie około 40 proc. ludzi żyjących za mniej niż dwa dolary dziennie… Wysoka inflacja na poziomie 13,3 proc. skutecznie zjada zarobki najuboższych. Oficjalna stopa bezrobocia, deklarowana na poziomie 12,2 proc., nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ nie obejmuje osób zatrudnionych sezonowo bądź dorywczo. Dodajmy do tego ogromne rozwarstwienie społeczeństwa, w którym ostentacyjne bogactwo sąsiaduje z uderzającą nędzą. Wszystko to dzieje się w obrębie społeczeństwa liczącego prawie 84 mln obywateli, zamieszkujących teoretycznie obszar ponad miliona kilometrów kwadratowych, a faktycznie stłoczonych w wielkich miastach i na skąpych ziemiach uprawnych (niespełna 3 proc. powierzchni kraju – reszta to prawie niezamieszkana bezwodna pustynia). Rozwój gospodarczy nie nadąża za wzrostem populacji, nowe ziemie uprawne udaje się pozyskiwać w niewielkim tylko zakresie, a nadwyżka ludności wiejskiej pogarsza i tak już dramatyczną sytuację w wielkich miastach. Słabo rozwijający się przemysł (wzrost o 0,5 proc. w 2011 r.) nie jest w stanie zagospodarować bezrobotnych mieszkańców miast, nie mówiąc już o wciąż napływających nadwyżkach ludności wiejskiej, a kurczący się sektor usług turystycznych nie daje nadziei na choćby sezonowy zarobek. W takiej sytuacji iskrą, która rozpaliła płomień społecznego niezadowolenia, stał się nie tyle przykład Tunezji, co wzrost cen żywności oraz brak perspektyw. Uczestnicy egipskiej rewolucji nie zdawali sobie jednak sprawy, że za gwałtowne pogorszenie warunków życia nie odpowiada nieudolna administracja. Według Petera Wahla z berlińskiej organizacji WEED, główną przyczyną wzrostu cen żywności jest spekulacja za pomocą funduszy hedgingowych i indeksowych. Dlatego ceny produktów spożywczych rosną nawet wtedy, gdy na światowych giełdach spadają ceny surowców rolnych. W Egipcie ten spekulacyjny wzrost cen od ponad 3 lat utrzymuje się na poziomie 17 proc. rocznie, napędzając inflację i poszerzając domenę skrajnej nędzy. W dobie globalizmu zjawisko to rozciąga się na cały świat i jest wyraźnie odczuwalne również w Polsce, ale w największym stopniu i najboleśniej dotyka mieszkańców najuboższych regionów świata – takich jak kraju nad Nilem.

 

Armia u władzy

W obrazie powszechnej nędzy można spostrzec oazy dobrobytu, wśród których najbardziej kontrowersyjna – ponieważ utrzymywaną z podatków – jest potężna armia pochłaniająca ponad 3,6 proc. PKB (ostatnie dane pochodzą z 2005 r., ale od tego czasu zanotowano liczne zakupy broni oraz inne inwestycje o charakterze obronnym). Stawia to Egipt na wysokim, 35. miejscu na świecie (wśród bankrutów to popularne – np. Grecja wydaje 4,3 proc. PKB – więcej niż USA…).
Armia posiada wpływową kadrę oficerską, wysoki status społeczny oraz materialny, wreszcie praktycznie każdy dostępny rodzaj uzbrojenia z wyjątkiem broni nuklearnej – nawet własne satelity szpiegowskie i telekomunikacyjne. Siły zbrojne od czasu przewrotu, który obalił monarchię w 1952 r., nie odgrywały samodzielnej roli politycznej (chociaż wysokie stanowiska piastowali byli wojskowi – jak np. sam Hosni al-Mubarak, który poprzednio sprawował funkcję zwierzchnika sił powietrznych), ale stanowiły podporę kolejnych rządów oraz – na wzór turecki – gwarantowały świecki charakter państwa. Armia wraz z siłami bezpieczeństwa i posiadającą monopol na władzę Partią Narodowo-Demokratyczną stanowiła również element aparatu ucisku i współodpowiada za naruszanie praw człowieka oraz swobód obywatelskich i wyznaniowych. Pomimo oficjalnie deklarowanych starań o świecki charakter państwa tak armia, jak i partia rządząca faworyzowały jednak stanowiących większość muzułmanów-sunnitów kosztem głównie muzułmanów-szyitów oraz przedstawicieli chrześcijańskich wspólnot wyznaniowych. Administracja prezydenta Hosniego Mubaraka, w przeciwieństwie do sprawującego przed nim te funkcję i zamordowanego przez islamistów Anwara Sadata czy inicjatora przewrotu z 1952 r. Gamala abd an-Nasira (znanego w polskim piśmiennictwie po prostu jako „Naser” lub „Nasser”), coraz częściej odchodziła od świeckiego modelu państwa, zgadzając się na liczne ustępstwa wobec przedstawicieli radykalnego, fundamentalistycznego islamu. Sytuacja taka trwała praktycznie począwszy od 1952 r. aż do przełomu zimy i wiosny 2011 r., kiedy w obliczu ogólnonarodowego powstania oraz bezwładu ekipy byłego prezydenta Hosniego Mubaraka wojskowi postanowili przejąć ster władzy – rzekomo w celu zagwarantowania stabilizacji w okresie przejściowym, a w praktyce, aby zabezpieczyć własne przywileje i wpływ na losy kraju w obliczu ogromnego poparcia społecznego, na jakie mogli liczyć islamiści spod znaku Braci Muzułmanów.

 

Islamiści górą

Współczesny fundamentalizm religijny w islamie sięga korzeniami XIX wieku. W obliczu kompletnej zapaści cywilizacyjnej i politycznej świata muzułmańskiego oraz ekspansji mocarstw europejskich liczni działacze społeczni i polityczni starali się znaleźć sposoby zaradzenia kryzysowi. Powstało wiele koncepcji, a wśród nich najbardziej zachowawcza, głosząca potrzebę powrotu do korzeni – do fundamentów religii. Przekaz był jasny – skoro w pierwszym wieku islamu muzułmanie byli potężni i stworzyli podwaliny kwitnącej i uniwersalnej cywilizacji, wystarczy sięgnąć do wypróbowanych wzorców i rządzić się w myśl praw Allaha, aby odzyskać świetność i doprowadzić do powstania społeczeństwa powszechnego dobrobytu oraz sprawiedliwości.
Idea nabrała konkretnych kształtów w 1928 r., kiedy skromny nauczyciel z Dolnego Egiptu Hasan al-Banna powołał do życia organizację znaną jako Bracia Muzułmanie (arab. „Ichwan al-Muslimuna”). W dużym skrócie: Bracia Muzułmanie dążyli do stworzenia społeczeństwa opartego na Koranie i prawie szariatu – społeczeństwa sprawiedliwego i opiekuńczego. Termin „fundamentalista” utożsamiany jest na ogół z muzułmańskimi terrorystami, podczas gdy samo zjawisko fundamentalizmu religijnego zostało po raz pierwszy opisane na gruncie radykalnych odłamów północnoamerykańskiego protestantyzmu, a nie islamu. Również automatyczne powiązanie z terroryzmem jest mylące, ponieważ absolutna większość fundamentalistów muzułmańskich odżegnuje się od stosowania terroru i dąży do osiągnięcia swoich celów drogą pokojową. Spośród Braci Muzułmanów, których wpływy zauważalne są w całym świecie islamu sunnickiego, wyodrębniło się co prawda skrzydło zbrojne, które dało początek wielu innym ugrupowaniom terrorystycznym, ale główny trzon organizacji głosi ideę pokojowej walki o zasady społeczeństwa sprawiedliwego. Co więcej, znaczącą pozycję w działalności Braci stanowi praca charytatywna, co w warunkach krajów takich jak Egipt, pozbawionych niemal zupełnie państwowej opieki socjalnej, przynosi owoce w postaci dużego poparcia wśród najuboższych – a takich jest nad Nilem wielu. Fundamentalistom sprzyjały również tendencje demograficzne, środowiska popierające ich cechowała bowiem i nadal cechuje wyższa dzietność, niż wynosi średnia dla Egiptu. Również migracja ze wsi egipskiej do miast nie doprowadziła do asymilacji ludności wiejskiej w miastach, tylko do przeniesienia tradycyjnych i zachowawczych wiejskich struktur społecznych do miast. Pomimo dziesięcioleci prześladowań, aresztowań, kar więzienia i egzekucji Bracia Muzułmanie systematycznie zyskiwali coraz większe poparcie społeczne, wymuszając na rządzie Hosniego Mubaraka rozliczne ustępstwa. Kiedy na początku 2011 r. upadł dotychczasowy reżim, na egipskiej scenie politycznej pozostały tylko dwie zorganizowane siły zdolne do sprawowania władzy – islamiści oraz armia.

 

Mursi w Pałacu Heliopolis

Przedstawiciele armii – jak wielu – zostali kompletnie zaskoczeni skalą wystąpień przeciwko rządom prezydenta Hosniego Mubaraka począwszy od 25 stycznia 2011 r., ale najpierw zachowali neutralność, a następnie poparli protestujących, a Najwyższa Rada Sił Zbrojnych rozwiązała parlament, zawiesiła obowiązującą konstytucję i zniosła obowiązujący od trzech dekad stan wyjątkowy. Referendum Konstytucyjne z 19 marca 2011 stanowiło w istocie wstęp do wieloetapowych wyborów parlamentarnych, które do 11 stycznia 2012 wyłoniły nowy parlament, zdominowany przez Braci Muzułmanów oraz ich sprzymierzeńców (w tym ultraradykalną salaficką partię An-Nur).
Ostatnim bastionem na drodze do całkowitej islamizacji państwa wydawał się pozostawać urząd prezydenta, pomimo że Najwyższa Rada Sił Zbrojnych doprowadziła do znacznego uszczuplenia prerogatyw głowy państwa – w słusznej poniekąd obawie, że może nią zostać islamista. Spośród wielu kandydatów tylko dwóch przeszło do drugiej tury: przedstawiciel starego reżimu i przejściowo premier w administracji Hosniego Mubaraka Ahmad Muhammad Szafik oraz kandydat Braci Muzułmanów i zarazem lider zdominowanej przez nich Partii Wolności i Sprawiedliwości Muhammad Mursi, który ostatecznie 24 czerwca 2012 r. został ogłoszony zwycięzcą w wyścigu do Pałacu Heliopolis. Losy wyborów ważyły się do ostatniej chwili, a przedstawiciel Braci Muzułmanów wygrał niewielką tylko przewagą, uzyskując 51,7 proc. głosów, co może świadczyć o narastających obawach Egipcjan przed monopolem władzy w rękach islamistów, jak również o gorzkim rozczarowaniu problematyczną wolnością, która nie przyniosła poprawy bytu, a już odcisnęła piętno islamizacji – jak choćby w przypadku planów obniżenia wieku małżeńskiego dla dziewczynek do 14. roku życia czy pomysłów partii An-Nur, aby po raz pierwszy w świecie zalegalizować potworny obyczaj okaleczania kobiet poprzez obrzezanie (praktyka ta, nieznajdująca uzasadnienia w Koranie, jest dość powszechna w Egipcie, choć na razie nielegalna). Prezydent elekt Muhammad Mursi w swoim pierwszym wystąpieniu zapowiedział, że chce być prezydentem wszystkich Egipcjan – tak muzułmanów, jak i Koptów, ale praktyka jego towarzyszy partyjnych oraz Braci Muzułmanów stoi w sprzeczności z deklaracjami, o czym mogą świadczyć nasilające się na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy ataki na Koptów, ich domy oraz świątynie. Z drugiej strony Muhammad Mursi nie jest stereotypowym ciemnym fundamentalistą, ale wykształconym inżynierem, który zrobił doktorat na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, a następnie wykładał przez trzy lata na Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym w Northridge. Co prawda, właśnie pobyt w USA utwierdził go w przekonaniu, że świat pogrąża się w pogaństwie, dekadencji i zepsuciu…

 

 

Autor jest adiunktem w Katedrze Arabistyki w Instytucie Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących islamu, historii Bliskiego Wschodu oraz współczesnej sytuacji społeczno-politycznej w krajach arabskich oraz Azji Centralnej; jest członkiem Union Européenne des Arabisants et Islamisants.

drukuj