fot. PAP

Co piąty odroczony

W przedszkolu został co piąty sześciolatek – podaje MEN.

Ponad 193 tys. sześciolatków rozpoczęło 1 września naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, w tym ponad 80 proc. dzieci z pierwszego półrocza 2008 r., czyli objętych obowiązkiem szkolnym. Sześciolatki na tle ogólnej liczby pierwszoklasistów stanowią nieco ponad 37 proc. uczniów – wynika z danych MEN.

Gdyby nie przeszkody, jakie stwarza rodzicom resort edukacji, i wytyczne dla poradni psychologiczno-pedagogicznych, żeby ograniczały wydawanie pozytywnych opinii do odroczenia obowiązku szkolnego, liczba sześciolatków zostających w przedszkolu byłaby na pewno większa. Rodzicom pomaga Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, które na początku roku uruchomiło telefon ekspercki; za jego pośrednictwem udzielana jest pomoc w uzyskaniu odroczenia obowiązku szkolnego. Skala potrzebnej pomocy jest ogromna.

– Po tym jak rządzący odrzucili wniosek miliona obywateli o referendum w sprawie sześciolatków, uruchomiliśmy w fundacji „Infolinię odraczania”, która udzieliła ponad 2 tys. konsultacji indywidualnych dla rodziców, oraz poradnik, który miał w internecie 300 tys. czytelników. Pomagamy, jak możemy. Rząd z kolei mnoży przeszkody, żeby rodzice nie mogli odroczyć swoim dzieciom obowiązku szkolnego – mówi Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców i fundacji „Ratuj Maluchy!”.

– Wiceminister Tadeusz Sławecki wysłał do wszystkich gmin list, w którym wywierał pozaprawne naciski, żeby nie uznawać leganie wydanych diagnoz o braku gotowości do podjęcia nauki. Wiemy też o podobnych naciskach na poradnie psychologiczno-pedagogiczne – zauważa Elbanowski. I dodaje, że 20 proc. odroczonych sześciolatków to wynik wielkiej determinacji rodziców i tego, że udało im się znaleźć dobre, przyjazne poradnie. Co ciekawe, większość poradni psychologiczno-pedagogicznych, do których dzwoniliśmy, odmówiła nam podania informacji o liczbie odroczonych sześciolatków.

Warto przypomnieć sprawę owego listu wiceszefa MEN skierowanego pod koniec lutego do organów jednostek samorządowych. Sławecki podkreślał w nim, że „diagnoza poradni, z racji dynamiki zmian rozwojowych i ciągłości procesu nabywania wiedzy i umiejętności przez dziecko, nie powinna, ze względów merytorycznych, być dokonywana wcześniej niż w maju, w którym rozpoczyna się rok szkolny”.

Fundacja „Ratuj Maluchy!” w odpowiedzi na tę akcję dezinformacyjną rozesłała do wszystkich dyrektorów przedszkoli list, w którym przywołała przepisy prawne związane z kwestią sześciolatków w szkole i możliwością odroczenia im obowiązku szkolnego, podkreślając, że list MEN i zawarta w nim argumentacja nie stanowi formalnej przesłanki do odmownego rozpatrzenia wniosku o odroczenie obowiązku szkolnego ani do odmowy jego przyjęcia.

Zdeterminowani rodzice maluchów często mają poważne problemy z doprowadzeniem kwestii odroczenia obowiązku szkolnego swojego dziecka do końca. Niekiedy, zniechęceni pierwszymi niepowodzeniami, poddają się, a potem żałują. – Niektórym rodzicom musieliśmy pomagać w znalezieniu poradni, które rzetelnie zdiagnozują dziecko. Przede wszystkim jest ich za mało, jeśli chodzi o mniejsze miejscowości. Rodzice podejmowali nawet podróże do innych województw, żeby zdobyć diagnozę. Z wszelkich dostępnych przed reformą badań wiadomo, że większość sześciolatków nie jest gotowa, aby zasiąść w ławce szkolnej. Dlatego te 20 proc. odroczonych sześciolatków to wciąż mało. Nauka na siłę, gdy dzieci nie są emocjonalnie gotowe na wejście w tryb szkolny, jest wielką przemocą państwa wobec małego człowieka i jego rodziny. Aktualna wiadomość o dużej skali udanych odroczeń wywołała falę bardzo gorzkich komentarzy ze strony rodziców, którym skutecznie uniemożliwiono podjęcie decyzji o momencie startu szkolnego ich dziecka – tłumaczy Elbanowski.

Rodzice dzieci sześcioletnich, które poszły od września do I klasy i nie radzą sobie w niej, mają prawo ubiegać się do końca grudnia o cofnięcie dziecka do przedszkola. W czerwcu weszły w życie przepisy umożliwiające takie rozwiązanie, ale zarówno rodzice, jak i nauczyciele i pedagodzy oceniają je bardzo negatywnie. Dziecko wprawdzie zostanie cofnięte, ale do zupełnie innej grupy rówieśniczej, bo przedszkola nie zostały wyposażone w przepisy umożliwiające rezerwację wolnych miejsc dla ewentualnych uczniów z pierwszej klasy, które wrócą w ich progi.

Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców wciąż zbiera podpisy pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą „Rodzice chcą mieć wybór”. Udało się zebrać już ponad 60,5 tys. podpisów. Żeby projekt mógł trafić do Sejmu, musi zostać poparty 100 tys. podpisów, brakuje więc jeszcze 40 tys. głosów, a czas na ich zebranie upływa 12 grudnia. Formularz do zbierania podpisów dostępny jest na stronie www.rzecznikrodzicow.pl. Tam również każdy może zapoznać się z projektem ustawy i jego uzasadnieniem.

Projekt ustawy zakłada, że to rodzice dokonują wyboru wieku rozpoczęcia edukacji szkolnej, a wiek jest ustalony standardowo na 7 lat, zgodnie z wieloletnią tradycją systemu polskiej oświaty i wolą rodziców. Jeśli jednak rodzice chcą przyspieszyć lub opóźnić rozpoczęcie edukacji, będą mieć taką możliwość. Jak przypomina Elbanowski, we wrześniu przyszłego roku rząd planuje wysłać obowiązkowo do szkoły już cały rocznik sześciolatków, a więc także maluchy urodzone w listopadzie czy grudniu, które będą miały 5 lat. Stowarzyszenie zachęca, szczególnie rodziców dzieci urodzonych w 2009 r., do jak najszybszego dołączenia do akcji.

Izabela Borańska-Chmielewska/Nasz Dziennik

drukuj