fot. PAP/Piotr Nowak

„U nas nie ma przegranych” – dziesięcioro dzieci wyjedzie na mecz NBA dzięki Marcinowi Gortatowi

Pomoc dzieciom nie od dzisiaj jest jedną z ważniejszych spraw, jakimi zajmuje się Marcin Gotat. Podczas 11. Gortat Camp wyłoniono aż dziesięcioro zwycięzców, którzy polecą na mecz NBA do Stanów Zjednoczonych. To inicjatywa polskiego jedynaka w najlepszej lidze świata. Jak co roku finał imprezy zwieńczył mecz Gortat Team vs. Wojsko Polskie.


W jednym z wywiadów Abdul Aziz Tetteh zapytany o to, dlaczego zawozi do swojego kraju mnóstwo zużytych sportowych ubrań i zakupuje na miejscu ciężarówkę jedzenia, by rozdać ją ludziom, odpowiedział po prostu: „Widział pan dziecko, które nic nie ma i nagle coś dostaje? Ja tak!”. Pomaganie innym jest dla niektórych odruchem naturalnym. Chętnie dzielą się tym, czym mogą, by na twarzy drugiej osoby choć na chwilę zagościł uśmiech.

Podobnie jest z Marcinem Gortatem, który – jako gracz najlepszej koszykarskiej ligi świata – mógłby nie przejmować się zupełnie niczym. Miliony dolarów na koncie zarobione za grę w NBA mogłyby być powodem, dla którego stwierdzenie, że „do końca życia niczym się nie przejmuję”, nie byłoby wcale dziwne. A jednak – każdego roku Marcin wraca do Polski, by wesprzeć młodych, zdolnych sportowców z całego kraju. Najlepsi z najlepszych mają niesamowitą możliwość, by udać się do Stanów Zjednoczonych i obejrzeć na żywo mecz na najwyższym światowym poziomie, poznać tamtejsze realia i zaczerpnąć nieco motywacji do wytężonej pracy. Dla Gortata to norma. Dla dzieci być może jedyna niepowtarzalna okazja do przeżycia czegoś tak wielkiego.

Początkowo MVP miał być jeden. Marcin nie poprzestał jednak na nagrodzeniu najlepszego dzieciaka i po stwierdzeniu, że „tutaj nie ma przegranych” zaprosił do USA całą dziesiątkę laureatów.

– To spełnienie marzeń dla każdego – nie ukrywa Kajetan Kuczawski, który znalazł się w gronie nagrodzonych.

Wyprawa do Stanów może być dla nich przełomowa. Nie od dziś wiadomo, że w sporcie znaczną rolę odgrywa mentalność. Okazja do obcowania z mistrzem sportu z pewnością jest czymś, co może dać kopa do pracy na długi czas.

– Jest to moment kulminacyjny, finał. Przyjechały tu dzieci z poprzednich Campów, na których okazały się najlepsze. Zaszczepianie radości w sporcie to najważniejsza rzecz, którą staramy się tutaj działać. Te wyjazdy do Stanów są ogromną motywacją. Jest tutaj ogromny potencjał. Trzeba tylko wyjść i nauczać – powiedział Marcel Ponitka, koszykarz Asseco Gdynia i reprezentacji Polski.

– Jeśli chodzi o przejście na profesjonalizm to najważniejsza jest głowa. Trzeba mieć charakter i ciągle być zmotywowanym. To mnóstwo wyrzeczeń, z którymi trzeba się mierzyć. Cierpliwość i dążenie do celu jest obligatoryjne – dodał.

Finał Gortat Camp w łódzkiej Atlas Arenie miał wielu zwycięzców. W dużej mierze zadowoleni mogli być także kibice. Na żywo przyglądali się zmaganiom gwiazd z Wojskiem Polskim. W trakcie meczu na trybunach co jakiś czas lądowały wszelkiego rodzaju fanty. Od koszulek przez futbolówki od Łukasza Fabiańsiego, piłki tenisowe zagrywane przez siostry Radwańskie, piłki do szczypiorniaka od Karola Bieleckiego czy piłki do koszykówki. Na koniec mniej zmęczone gwiazdy rozdawały autografy i pozowały do zdjęć, co dla wielu również było nie lada gratką.

Wojciech Heron/Sport.RIRM

drukuj