fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Puchar Polski. Mieli słupek, poprzeczkę i kilka stuprocentowych szans… ale to Arka trafiała do siatki!

Po raz kolejny przekonaliśmy, że statystyki w piłce nożnej nie grają żadnej roli. Mimo 19 sytuacji podbramkowych to nie Lech Poznań, a Arka Gdynia sięgnęła ostatecznie po Puchar Polski. Zwycięzcę wyłoniła dogrywka, w której do siatki dwukrotnie trafiała ekipa z Trójmiasta. Na gole Rafała Siemaszki i Luki Zarandii zdołał odpowiedzieć jedynie Łukasz Trałka.


Ekipa z Gdyni miała być dla Kolejorza łatwym przeciwnikiem. W drodze do finału Arka nie zagrała bowiem z żadną drużyną Ekstraklasy. Wigry Suwałki i Drutex-Bytovia Bytów to zespoły, które nawet wspinając się na szczyt swoich możliwości, nie były w stanie wyeliminować zdecydowanie bardziej doświadczonego przeciwnika. Zupełnie inny poziom miał dziś zaprezentować bijący się o mistrzostwo Polski Lech Poznań. Jednoczesna walka na dwóch frontach tym razem wyszła na niekorzyść Kolejorza, który do 30. kolejki zapisał na swoim koncie 24 punkty więcej od Arkowców.

Na początku widowiska jasny sygnał pod adresem podopiecznych Nenada Bjelicy wysłał Przemysław Trytko. Jego strzał głową przeleciał nad poprzeczką bramki Jasmina Buricia. Później na murawie dominowała już tylko jedna drużyna. Lech był coraz groźniejszy, jednak cały czas brakowało mu skuteczności. Najpierw po centrze Radosława Majewskiego z narożnika boiska w poprzeczkę uderzył Jan Bednarek. W kolejnych akcjach kilkukrotnie skórę podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego ratował Pavels Steinbors. Golkiper zdołał zatrzymać niebezpieczne próby Darko Jevticia i Tomasza Kędziory.

W 37. minucie lepiej w polu karnym mógł zachować się Marcin Robak. Napastnik Kolejorza przymierzył z ostrego kąta, przez co ułatwił zadanie golkiperowi rywali. Na podanie czekało dwóch lepiej ustawionych kolegów.

Po zmianie stron wciąż dominował Lech. Kiedy Steinbors nie był już w stanie interweniować, z pomocą Arce przyszedł słupek, w który trafił Marcin Robak. Następnie nieskuteczni byli Dawid Kownacki i Radosław Majewski. Ten ostatni w samej końcówce widowiska powinien był skierować futbolówkę do siatki. Zmarnował jednak precyzyjną centrę Macieja Makuszewskiego.

Zwycięzcę tegorocznego Pucharu Polski miała wyłonić dogrywka. W niej – choć wydawało się, że grę kontrolował Kolejorz – do bramki zaczęli trafiać Arkowcy. Z lewego skrzydła popisowym dośrodkowaniem obrońców rywali zaskoczył Adam Marciniak, a wyśmienitej okazji nie zmarnował Rafał Siemaszko. Szybka chęć odrobienia strat zemściła się na poznaniakach kolejnym golem. Pół boiska z piłką przebiegł Luka Zarandia i przypieczętował wygraną swojej drużyny.

Podopiecznych Nenada Bjelicy stać było jeszcze na zryw. Aktywny był Szymon Pawłowski, a kontaktową bramkę wywalczył Łukasz Trałka. Na więcej zabrakło już jednak czasu i to Arka, a nie Lech świętuje dzisiaj wywalczenie prestiżowego trofeum. Po raz ostatni gdynianie sięgnęli po Puchar Polski w 1979 roku. W finale grali po raz drugi w historii.

* * *

Lech Poznań – Arka Gdynia 1:2 po dogr. (0:0, 0:0, 0:0)
Łukasz Trałka 119’ – Rafał Siemaszko 107’ Luka Zarandia 111’

Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Lasse Nielsen (109’ Mihai Radut), Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Maciej Gajos – Darko Jevtić (85’ Szymon Pawłowski), Radosław Majewski, Dawid Kownacki (74’ Maciej Makuszewski) – Marcin Robak

Arka: Pavels Steinbors – Tadeusz Socha, Krzysztof Sobieraj, Michał Marcjanik, Marcin Warcholak – Antoni Łukasiewicz, Adam Marciniak, Marcus Vinicius da Silva (55’ Rafał Siemaszko), Mateusz Szwoch, Miroslav Bożok (83’ Dominik Hofbauer) – Przemysław Trytko (71’ Luka Zarandia)

Żółte kartki: Marcin Robak (Lech) oraz Mateusz Szwoch, Marcus Vinicius da Silva, Antoni Łukasiewicz, Luka Zarandia (Arka)

Sport.RIRM

 

drukuj