Liga Mistrzów. Legia upokorzona na własnym boisku

Nieudany powrót warszawskiej Legii do Ligi Mistrzów. Polska drużyna przegrała przed własną publicznością z Borussią Dortmund 0:6. W środowy wieczór popularni „Wojskowi” nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki z wicemistrzami Niemiec.

21 lat – tyle kibice Legii czekali na powrót piłkarskiej Ligi Mistrzów do Warszawy. 20 lat – tyle Polska czekała na występ polskiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach.

Dla mistrzów Polski sukcesem jest już sam awans do Champions League. O punkty w fazie grupowej będzie jednak bardzo trudno. Real Madryt, Borussia Dortmund i Sporting Lizbona – to rywale z najwyższej, bądź solidnej europejskiej półki. Dystans, jaki dzieli polską piłkę klubową od światowej czołówki, pokazało już pierwsze spotkanie. Wicemistrzowie Niemiec potrzebowali 17 minut, by na Stadionie Miejskim im. Józefa Piłsudskiego zdobyć trzy gole. Jak wyliczyli statystycy, to najszybsze 3:0 w historii Ligi Mistrzów.

– To musimy wyeliminować, bo straciliśmy już sporo takich bramek. Cały czas nie możemy wyciągnąć wniosków i dostajemy te bramki, więc przede wszystkim musimy to wyeliminować – podkreślił Arkadiusz Malarz, bramkarz Legii.

Kolejne trzy ciosy Borussia zadała po przerwie, a całe spotkanie zakończyło się rezultatem 6:0 dla gości. Przedmeczowy pomysł na grę był jednak inny. Solidna defensywa miała pozwolić Wojskowym na grę z kontrataku. Bolączką mistrzów Polski po raz kolejny okazały się stałe fragmenty gry.

– Mówiliśmy sobie w szatni, że najważniejsze będzie pierwszych 20 minut. Nie podołaliśmy, zostaliśmy skarceni bardzo szybko i to boli – powiedział Arkadiusz Malarz.

– Nie możemy pozwolić, żebyśmy tracili bramki ze stałych fragmentów gry, bo dziś przewaga wzrostu była po naszej stronie. My też upatrywaliśmy szansy w stałych fragmentach, bo mieliśmy naprawdę wysokich zawodników, natomiast za dużo tych bramek tracimy w defensywie – stwierdził obrońca mistrzów Polski Bartosz Bereszyński.

Jak przyznał Jakub Czerwiński, Borussia była lepsza od Legii w każdym piłkarskim aspekcie. Mistrzowie Polski nie zamierzają się jednak poddawać. Okazję do rehabilitacji będą mieli w niedzielnym meczu ligowym.

– Nie chcę się tłumaczyć, że mamy nową drużynę i dopiero się zgrywamy. Musimy przede wszystkim zakasać rękawy, od jutra pracować i przygotowywać się do niedzielnego meczu ligowego, bo doskonale wiemy, że tam też mamy straty do odrobienia – zaznaczył Jakub Czerwiński.  

Barw Borussii Dortmund na co dzień broni reprezentant Polski Łukasz Piszczek. Prawy obrońca wicemistrzów Niemiec zagrał od pierwszej do ostatniej minuty.

– Nie zapominajmy też, że Legia miała duże problemy w defensywie. Z ich dwóch podstawowych obrońców – jeden został sprzedany, drugi nie mógł zagrać z powodu kontuzji. To na pewno nie jest łatwe. My wiedzieliśmy, że musimy wykorzystać luki między pomocą, a obroną. To nam się dzisiaj udawało, dlatego wygraliśmy – ocenił Łukasz Piszczek.

Miało być wielkie piłkarskie święto, a doszło do bolesnej porażki. Wynik 0:6 zweryfikował pozycję polskich drużyn w Europie. To jednak nie koniec przygody Legii z Ligą Mistrzów. 27 września Wojskowi zmierzą się na wyjeździe ze Sportingiem Lizbona.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj