fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Ekstraklasa. Legia mistrzem na 100-lecie klubu!

Niezbyt satysfakcjonująca postawa w Ekstraklasie i wypalająca się koncepcja Henninga Berga spowodowały, że Legia traciła w pewnym momencie coraz większy dystans do osiągającego sensacyjne wyniki Piasta. Odkąd zespół przejął Stanisław Czerczesow, Wojskowi zaczęli jednak piąć się w górę. Po drodze Rosjanin zgarnął Puchar Polski, a okrągłą rocznicę istnienia klubu uświetnił jedenastym mistrzowskim tytułem dla warszawskiego klubu.


Kłopoty Berga

Na początku było całkiem kolorowo. Zdobycie mistrzostwa Polski było co prawda w połowie zasługą Jana Urbana (43 punkty w 21 meczach), ale już awans z grupy Ligi Europejskiej był wyłącznie sukcesem byłego piłkarza Manchesteru United. I właśnie wtedy zaczęło się sypać.

Wiadomość o odejściu Miroslava Radovicia skłoniła Norwega do pominięcia go przy ustalaniu składu na dwumecz z Ajaxem Amsterdam (1/16 finału LE), z którym Legia gładko przegrała 0:4. Na krajowym podwórku wcale nie wiodło się lepiej. W lidze lepszy o punkt okazał się Lech Poznań. Kolejna jesień również nie była udana – dwie porażki w Europie i balansowanie w okolicach trzeciego miejsca w Ekstraklasie zmusiły zarząd do zmiany na trenerskim stołku.

Wejście Czerczesowa

Ogłoszenie nominacji dla Stanisława Czerczesowa, słynącego z prowadzenia katorżniczych treningów, wywołało w środowisku falę komentarzy. Słynne stały się memy z różnorakimi karami, które będzie nakładał na zawodników nowy szkoleniowiec.

Legia (1)Rosjanin istotnie okazał się „tyranem”, ale zaczęło to przynosić pozytywne efekty. Co prawda, nie zdołał zmienić sytuacji Wojskowych na europejskich stadionach i ci odpadli w fazie grupowej LE. Na własnym podwórku było już jednak widać, która drużyna góruje fizycznie nad pozostałymi. Na boisku ekipa ze stolicy najpierw zamęczała rywali ciągłym pressingiem i szybkim tempem, a potem zadawała jedynie kolejne ciosy.

Legia, prowadzona przez rosyjskiego trenera, na dwadzieścia sześć ligowych spotkań przegrała zaledwie cztery. Największą wpadką było haniebne 0:3 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, ale biorąc pod uwagę spełnienie marzeń o mistrzostwie, wynik szybko poszedł w zapomnienie. Drużyna wydaje się być poukładana i ambitna. Może nie gra nadzwyczaj efektownie i z wielkim polotem, jednak wyniki mówią same za siebie. Jeśli zawodnicy dalej będą tak pracować, w kraju mogą odskoczyć reszcie na większy dystans.

Efektowne zbrojenia

Latem do klubu zawitał trzykrotny król strzelców ligi węgierskiej. Kto by się spodziewał, że Nemanja Nikolić już w pierwszym sezonie nakryje konkurencję „czapką”. Liczby Węgra są nadzwyczaj efektowne. Do dwudziestu ośmiu bramek snajper dołożył aż dziesięć asyst. Niewątpliwie był najlepszym piłkarzem minionego sezonu nie tylko w klubie, ale i w całej lidze. Szybko powinny posypać się oferty za 28-letniego napastnika i tylko od niego samego będzie zależało czy wybierze możliwość gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów, czy też ogromną pensję w Chinach, o której mówi się najwięcej w kontekście jego przeprowadzki.

Ogromne możliwości transferowe Legii na skalę Ekstraklasy pokazały transfery Artura Jędrzejczyka, Adama Hlouska i Kaspera Hamalainena.

Pierwszy – reprezentant Polski – powracający do stolicy w celu utrzymania formy przed Euro 2016 był fantastycznym wzmocnieniem szeregów obronnych zespołu. Sprawdzony już wcześniej w warszawskiej drużynie nie miał problemów z aklimatyzacją i z miejsca stał się ostoją defensywy.

Legia (3)Stołeczny klub pokusił się w końcu o transfer lewego obrońcy. Co warte podkreślenia, Hlousek nie został wyciągnięty z „trzeciego” świata, ale z niemieckiej Bundesligi. Fakt, że VfB Stuttgart walczył w tym sezonie o utrzymanie, nie świadczy o tym, że przeprowadzka Czecha na Łazienkowską była rzeczą oczywistą. A jednak udało się. Jego transfer jest tym, który może otworzyć Legii furtkę do kolejnych podobnego kalibru.

Najwięcej mówiło się jednak o przejściu Kaspera Hamalainena. Fin długo grzał ławkę rezerwowych, jednak pod koniec sezonu udowodnił swoją przydatność i strzelił nawet trzy gole. Co ciekawe, Hamalainen obronił tytuł mistrzowski, zdobyty w ubiegłym sezonie z Kolejorzem.

Wielka kasa i perspektywy

Za samo zdobycie mistrzostwa Polski Legia zgarnie 7 mln złotych. Biorąc pod uwagę cały budżet stołecznego klubu (120 mln) – niezbyt wiele. Zawsze jednak lepiej mieć, niż nie mieć. Kolejne bonusy czekają też przecież w Lidze Mistrzów, ewentualnie w nieco mniej prestiżowej Lidze Europejskiej. Dariusz Mioduski nie wyklucza milionowych transferów, ale podkreśla, że musi trafić się prawdziwa okazja.

Legia (5)„Jeśli zapłacimy za jednego człowieka dwa miliony, to na drugiego i trzeciego może nam nie starczyć. A zamiast wzmocnić jedną pozycję, wolimy kilka. Celujemy w ogólne podnoszenie piłkarskiej jakości. Jeśli jednak trafi się ktoś, kto da nam jej wyjątkowo dużo, to możemy rozmawiać o kwotach rzędu półtora miliona euro” – mówił współwłaściciel Legii.

Jeśli latem faktycznie dojdzie do takich wzmocnień będzie to ewenement, ale też pokazanie, że awans do Champions League traktuje się już nie jako długofalowy plan, lecz cel na tu i teraz. Polska czeka już wystarczająco długo na swojego przedstawiciela w piłkarskim „raju”.

Nadzieje może też rozbudzić fakt sondowania szans na sprowadzenie Kamila Grosickiego. Skrzydłowy reprezentacji ostatecznie nie dostał zgody na transfer i został w Stade Rennais. Negocjacje w sprawie jego przeprowadzki pokazały jednak, z jakim rozmachem w tej chwili może działać i działa mistrz Polski.

Mistrzowska feta

Legia (2)Świętowanie tytułu w Warszawie rozpoczęło się już tak naprawdę przed meczem. Taksówki i autobusy przyozdobione były chorągiewkami w barwach klubu, puby i bary zapełniły się kibicami na kilka godzin przed meczem, a im bliżej stadionu, tym więcej można było dostrzec rozśpiewanych kibiców. Na trybunach – jakżeby inaczej – komplet widzów. W niesamowitym tempie z półek klubowego sklepu znikały wszelkie gadżety.

Chłodną głowę zachował w tym wszystkim Stanisław Czerczesow. Rosjanin stwierdził, że jego piłkarze potrafią lepiej świętować, niż grać, ale sam dopilnuje tego, żeby już w przyszłym sezonie było odwrotnie.

Pompowanie balonika

Nadzieje, jak co roku, są ogromne. Kibice od dwudziestu lat z utęsknieniem wypatrują polskiej drużyny w Lidze Mistrzów. Jeśli Legia mądrze rozegra letnie okienko transferowe i odpowiednio się wzmocni, to jak najbardziej może osiągnąć cel już teraz. Jeśli coś w eliminacjach poszłoby jednak nie tak i Wojskowi wylądowaliby w Lidze Europejskiej – tragedii nie będzie. Zawsze to większa szansa na kolejne zwycięstwa i poprawienie współczynnika UEFA, co przy obecnej polityce klubu może zaprocentować w niedalekiej przyszłości.

Sport.RIRM

drukuj