Uciszanie „psa wartowniczego”

Prawda płynąca z raportów NIK może być zabójcza dla rządowej propagandy.

NIK jak lekarz, NIK jak… pies. Gdy byłem przed laty prezesem Najwyższej Izby Kontroli i pytano mnie czasem, jak najkrócej określić rolę NIK w państwie, przychodziły do głowy dwa porównania. Jedno do lekarza, a drugie… do psa wartowniczego.

Bo NIK jest w państwie jak lekarz. Bada instytucje państwowe, diagnozuje ich choroby i zapisuje terapie. Wnioski pokontrolne NIK są bowiem rodzajem recepty, która wskazuje, jakie lekarstwa powinny być choremu pacjentowi zaaplikowane. Ale lekarz nie ma nad pacjentem władzy. Pacjent może lekarza posłuchać, ale może, jeśli wola, nic sobie z jego przestróg ani z jego recept nie robić. I tak czasem, a ostatnio coraz częściej bywało z raportami Najwyższej Izby Kontroli. Wiele z nich leży w szufladach jak niewykupione recepty.

A jeszcze trafniejsze wydaje mi się porównanie do psa. Bo NIK to jest w państwie taki „pies wartowniczy”, który szczeka na złodzieja i ostrzega gospodarza. Nie ściga złodzieja, nie goni go, nie gryzie – od tego są psy gończe, których w państwie jest sporo, CBŚ, CBA i parę innych, natomiast NIK jako ten pies wartowniczy węszy i szczeka, żeby gospodarz się obudził. A z gospodarzem, czyli z państwem, bywa nierzadko jak w bajce Krasickiego: „Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;/ Obili go nazajutrz, że pana obudził. Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał; Ten dom okradł;/ psa obili za to, że nie szczekał”.

Wyciszyć krytykę

Mam wrażenie, że dziś na naszych oczach odbywa się uciszanie psa. Kończy się 6-letnia kadencja prezesa NIK Jacka Jezierskiego, a na nowego prezesa wybrany już został przez Sejm Krzysztof Kwiatkowski, polityk rządzącej Platformy Obywatelskiej, do niedawna minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska.

Nie ujmując nic samemu Kwiatkowskiemu, którego osobistej uczciwości nie mam podstaw podważać – obawiam się jednak, że Donald Tusk nie po to skierował Krzysztofa Kwiatkowskiego do Najwyższej Izby Kontroli, żeby Izba głośniej go krytykowała, lecz po to, by wyciszyć tę krytykę.

Najwyższa Izba Kontroli ma w Polsce silne kompetencje osadzone w Konstytucji. Może kontrolować praktycznie całą działalność instytucji publicznych, rządowych i samorządowych, ma dostęp do największych tajemnic, a jej raporty, odkrywające nieprawidłowości władzy, mogą wywoływać polityczne trzęsienie ziemi. W przeszłości nieraz tak bywało, że wspomnę choćby dawne raporty dotyczące prywatyzacji Banku Śląskiego, Stoczni Gdańskiej, PZU czy bardzo niewygodny dla wielu środowisk raport pokazujący trwającą wiele lat dyskryminację Radia Maryja.

Także ostatnio mieliśmy głośne raporty, choćby ten, który pokazał marnotrawstwo w resorcie sportu i przekazanie 6 milionów złotych publicznych pieniędzy na sfinansowanie komercyjnego koncertu kontrowersyjnej piosenkarki o pseudonimie „Madonna”. Na całym świecie na koncertach się zarabia, a u nas koncert musiał się odbyć za publiczne pieniądze. O tym wielkim skandalu nie wiedzielibyśmy, gdyby nie Najwyższa Izba Kontroli.

A rok temu z analizy budżetowej NIK dowiedzieliśmy się, co wyprawiała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji z opłatami koncesyjnymi na multipleksie cyfrowym. Telewizja Trwam nie dostała koncesji, bo była za biedna. Inni byli bogaci i dostali, tylko że zaraz potem „zbiednieli” do tego stopnia, że Krajowa Rada rozłożyła im wielomilionowe opłaty koncesyjne (w sumie ponad 60 milionów złotych) na raty. Nawet na 120 rat. W sprawie tej z zawiadomienia Fundacji Lux Veritatis oraz mojego toczy się obecnie postępowanie prokuratorskie.

O tej sprawie też by opinia publiczna nie wiedziała, gdyby nie wykryła jej Najwyższa Izba Kontroli.

Krytycznym wzrokiem

Każda porcja wiedzy, każda dawka prawdy płynąca z raportów NIK jest dla obecnej władzy groźna. Ta władza organicznie nie znosi krytyki, która zakłóca jej manipulatorski, propagandowy obraz. Stan państwa, stan jego finansów publicznych jest zły, a zanosi się, że będzie jeszcze gorszy; właśnie zniesiono próg oszczędnościowy, bo dług państwowy nie mieści się w ryzach. Tegoroczny budżet zieje dziurą na 24 miliardy złotych. Budowa dróg utknęła, ponad tysiąc polskich firm zbankrutowało, gdzie nie spojrzeć – marnotrawstwo.

Rząd chciałby to wszystko zamieść pod dywan, schować, byle do wyborów, a potem choćby potop. Życzliwe media „mętnego nurtu” wciąż jeszcze sprzyjają władzy, można by jakoś jeszcze lukrować rzeczywistość, o „zielonej wyspie” opowiadać, ale wszystko to może popsuć Najwyższa Izba Kontroli, jeśli napisze i publicznie powie, że państwo się sypie, a król jest nagi.

Tego się boi premier Tusk, tego się boi Platforma. Dlatego skierowali do NIK sprawdzonego w lojalności wobec Tuska Kwiatkowskiego. Zabawnie brzmiało, gdy premier z szyderczym uśmiechem na twarzy „żałował”, że Kwiatkowski odchodzi z Platformy do kontroli i że teraz jako kontroler będzie na premiera patrzył krytycznym wzrokiem.

Osłabianie NIK

Zmiana personalna to jedno, ale obecna koalicja już wcześniej zaczęła złe gry i zabawy wokół Najwyższej Izby Kontroli. W 2009 roku koalicja PO – PSL wprowadziła do ustawy o NIK bardzo złe zmiany, osłabiające kontrolę państwową. Przede wszystkim zlikwidowany został podstawowy dokument – protokół kontroli – który był zawsze czymś w rodzaju fotografii stanu kontrolowanych instytucji państwowych, z których to fotografii można było składać obraz stanu całego państwa. Protokół kontroli został zastąpiony mniej szczegółowym wystąpieniem pokontrolnym, co spowodowało spłycenie kontroli. Poza tym NIK została poddana kontroli firm audytorskich na zlecenie marszałka Sejmu, co podważa pozycję NIK i zagraża jej niezależności.

Wskutek tych zmian nie jest to już ta sama Najwyższa Izba Kontroli, jaką tworzył śp. Lech Kaczyński, będący prezesem Izby na początku lat 90. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość uzyska większość parlamentarną, trzeba będzie wycofać te złe zmiany i powrócić do modelu kontroli ukształtowanego za prezesury Lecha Kaczyńskiego, gdyż wtedy były największe efekty i największy autorytet Najwyższej Izby Kontroli.

Jako były prezes NIK życzę jak najlepiej każdemu jej prezesowi, bo życzę dobrze Izbie i Polsce, w której ta Izba ma do wykonania ważne zadania. Życzę również jak najlepiej Krzysztofowi Kwiatkowskiemu.

Życzę mu zwłaszcza tego, by zawiódł oczekiwania Donalda Tuska na uciszenie Najwyższej Izby Kontroli.

Janusz Wojciechowski

Autor jest adwokatem, posłem do Parlamentu Europejskiego, byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli.

drukuj