Wolne media są podstawą wolności Narodu

Z ks. bp. prof. dr. hab. Ignacym Decem, ordynariuszem świdnickim, rozmawia Marek Zygmunt

Ksiądz Biskup często mówi, że Radio Maryja, Telewizja Trwam, „Nasz Dziennik” oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej są „wielkim darem od Pana Boga”, zachęca do ich duchowego i materialnego wspierania. Dlaczego media stworzone przez o. dr. Tadeusza Rydzyka odgrywają tak ważną rolę w naszym życiu społecznym?

– Moje pierwsze publiczne wypowiedzi, że Radio Maryja jest „wielkim darem od Pana Boga”, miały miejsce w roku 2004: 11 lipca w homilii na Jasnej Górze, w ramach XII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, oraz 7 grudnia w homilii w Toruniu, podczas świętowania 13. rocznicy powstania Radia. Potem wielokrotnie, przy różnych okazjach to stwierdzenie powtarzałem w moich homiliach i przemówieniach. Dziś to samo powtarzam – i to z jeszcze większym przekonaniem – w kontekście obecnej sytuacji religijnej i społeczno-politycznej w naszej Ojczyźnie. Rzeczywiście, jest prawdą, że media stworzone przez o. Tadeusza Rydzyka odgrywają szczególną rolę w kształtowaniu i promowaniu wartości chrześcijańskich i narodowych oraz odpowiednich postaw społecznych. Dlaczego tak jest? Otóż dlatego, że media publiczne i komercyjne w naszym kraju (jak zresztą w całej Europie) mają profil wyraźnie antychrześcijański, antykościelny, a niektóre z nich również antypolski, antynarodowy. Obowiązuje w nich poprawność polityczna. Często podejmuje się w nich tematy zastępcze, a o sprawach ważnych, istotnych dla Narodu milczy. Miłość do Pana Boga, do Kościoła, do Ojczyzny każe nam popierać media o. Tadeusza Rydzyka, gdyż dzięki nim możemy prowadzić dzieło ewangelizacji i oprzeć się fali sekularyzacji i laicyzacji, tak dzisiaj wspieranej przez media komercyjne i publiczne.

Zaraz po ogłoszeniu arbitralnej decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odmawiającej Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie w specjalnym liście Ksiądz Biskup napisał, że odrzucenie wniosku katolickiej stacji jest przejawem marginalizowania ludzi wierzących. A może władza nie liczy się z wiernymi, ponieważ dotąd zbyt cicho artykułowali oni swoje potrzeby? Pozwalali na zbyt wiele?

– Zajęcie takiego stanowiska uważałem za mój obowiązek kościelny i obywatelski. Ludzie Kościoła, katolicy, którzy w Polsce stanowią ogromną większość, którzy chcą się modlić, pogłębiać swoją formację chrześcijańską, śledzić życie Kościoła, działalność Ojca Świętego, Stolicy Apostolskiej, mają prawo do głosu katolickiego w swoich domach. Jest to podstawowe prawo przysługujące człowiekowi jako osobie, aby miał dostęp do prawdy, a nie był karmiony kłamstwem. Wobec prawdy każdy człowiek, nawet niewierzący, ma szczególną powinność. Można ją wyrazić w pięciu podstawowych zobowiązaniach: prawdę poznawać, prawdę głosić, prawdą żyć, prawdy bronić i prawdy się domagać. Brak prawdy w mediach zatruwa życie osobiste, rodzinne i społeczne. Walka o wolne media jest walką o wolność Narodu.

Kolejne marsze w obronie Telewizji Trwam odbędą się już jutro m.in. w Radomiu, Toruniu i Świdnicy, gdzie Ksiądz Biskup zapowiedział swój udział. O czym świadczy ta ogólnonarodowa mobilizacja?

– Jest przykre, że sprawy przydziału miejsca na cyfrowym multipleksie dla Telewizji Trwam nie dało się załatwić w sposób normalny, na drodze przepisanego prawem postępowania. Okazało się kolejny raz, że prawo nie jest jednakowe dla wszystkich, że można niektóre grupy społeczne dyskryminować. Jak wiemy, Fundacja Lux Veritatis spełniła wszystkie warunki potrzebne do otrzymania miejsca na multipleksie. Jednakże nie z powodów merytorycznych, obiektywnych, ale wyraźnie z przyczyn politycznych nie otrzymała owego miejsca. Jest to cios wymierzony nie tylko w tę Telewizję, ale w cały Naród, a w szczególności w tych, którzy tę Telewizję oglądają. Sprawy nie można było zostawić bez reakcji w sytuacji, gdy odmawia się wierzącym przysługującego im prawa do prawdy. Nie można było pozostać biernym. Społeczeństwo, wiedzione zmysłem samozachowawczym, podjęło modlitwę i marsze w obronie Telewizji Trwam i wolnych mediów. Jest to słuszny krok w sytuacji, gdy bezskuteczne są normalne starania. Szkodliwa byłaby tu bierność. Święty Josemaría Escrivá powiedział: „Do zwycięstwa zła w świecie potrzeba tylko bezczynności ludzi dobrych”. A bł. Jan Paweł II w adhortacji „Christifideles laici” napisał: „Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia – dzisiaj bardziej jeszcze staje się winą”. Stąd też cieszę się, że Świdnica jutro włączy się do modlitwy i podejmie marsz w obronie Telewizji Trwam i wolnych mediów. Zgodziłem się przewodniczyć Mszy Świętej i wygłosić homilię. W samym marszu nie mogę wziąć udziału, gdyż już wieczorem powinienem być na rozpoczęciu uroczystości św. Wojciecha w Gnieźnie.

Marsz w Świdnicy organizuje stowarzyszenie kościelne – Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej. To wywołało atak na Księdza Biskupa lokalnych mediów, które powielają skompromitowane schematy o „mieszaniu się Kościoła do polityki”. Czy rzeczywiście duchowni nie mogą zabierać głosu w kwestiach społecznych?

– Akcja Katolicka jest organizacją składającą się z ludzi świeckich i dobrze, że jej członkowie poczuwają się do odpowiedzialności za sprawy Kościoła. Rzeczywiście, w jednym z mediów regionalnych pojawiła się informacja, że biskup i kuria organizują sobotni marsz. Nie ukrywam, że popieram modlitwę i stosowanie kulturalnych środków w ubieganiu się o prawdę i wolność, a takim jest właśnie poparcie dla Telewizji Trwam. Dobrze, że angażują się w takie akcje świeccy katolicy. Jest to ich obowiązek wypływający z sakramentu chrztu i bierzmowania, a także z naturalnego imperatywu troski o prawdę, wolność i miłość. To nie pierwsze i z pewnością nie ostatnie dziennikarskie przekłamanie. Szkoda, że mamy taki niski poziom moralny niektórych naszych dziennikarzy, którzy prześcigają się w „dokładaniu” Kościołowi.

Dlaczego władza ignoruje głosy ponad dwóch milionów Polaków, którzy do tej pory podpisali protest do KRRiT w sprawie Telewizji Trwam?

– Dokładnie nie wiem, ale mogę się domyślać, że czuje w tym jakieś zagrożenie. Jest tu obecny cel polityczny, by mieć kontrolę nad wszystkimi mediami. Taka postawa władz osłabia ogromnie polską demokrację. W dojrzałej demokracji jest tak, że media sprawują kontrolę nad władzą, a nie odwrotnie. U nas wygląda na to, że władza sprawuje kontrolę nad mediami. A to nie jest już demokracja.

Marsze w obronie Telewizji Trwam mają całkiem inny charakter, przebieg niż dotychczasowe demonstracje: wszystkie rozpoczynają się od Eucharystii.

– To są marsze w obronie prawdy i wolności w mediach. Uczestniczą w nich w większości praktykujący katolicy, dlatego proszą kapłanów o możliwość uczestniczenia we Mszy Świętej. Ważne jest to, aby te marsze odbywały się w pokoju i w dużej kulturze, by nie było złowrogich okrzyków i niestosownych, brzydkich transparentów. Najlepiej, gdyby towarzyszyła im cisza, modlitwa różańcowa albo śpiew pieśni religijnych czy patriotycznych.

Marsze pobudzą Polaków do dalszego działania, uświadomią, że można coś razem zrobić, i to oddolnie, a nie odgórnie?

– Spodziewam się, że marsze w końcu nakłonią odpowiednie władze do podjęcia dialogu i odstąpienia od coraz wyraźniejszej walki z Narodem. Media mają służyć przede wszystkim Narodowi, także Kościołowi, a nie tylko ekipie rządzących – do utrzymania się przy władzy. Osiągnięcie celu będzie uzależnione od wytrwałości ludzi w modlitwie i publicznym domaganiu się tego, co się należy wolnemu Narodowi.

W warszawskim marszu uczestniczyło ponad 120 tys. Polaków, także specjalnie przybyłych z zagranicy. Jakie odczucia towarzyszyły Księdzu Biskupowi przy oglądaniu tej manifestacji?

– W dniu marszu w Warszawie przebywałem na wizytacji pasterskiej w parafii. Cały dzień był wypełniony programem. W godzinach sprawowanej w stolicy Eucharystii i marszu łączyłem się duchowo z uczestnikami. Potem, wieczorem, oglądałem powtórkę tego wydarzenia w Telewizji Trwam. Cieszę się, że zgromadziła się tak wielka liczba ludzi i że manifestacja odbyła się w pokoju i dużej kulturze.

Tam gdzie Kościół nie ma mediów, przestaje się liczyć w debacie publicznej, nie jest traktowany jako silny partner. Czy zatem walka o Telewizję Trwam to tylko troska o katolickie media w naszym domu, czy też w ogóle o wiarę w życiu publicznym?

– Popieramy całkowicie stanowisko o. Tadeusza Rydzyka, który twierdzi, że dyskryminacja Telewizji Trwam jest próbą zamykania ust Kościołowi. Katolicy mają prawo mówić własnym głosem i korzystać z osiągnięć współczesnej techniki medialnej. Państwo, które sprawuje pieczę nad tym dobrem, jakim jest coraz lepsza technika komunikowania ludzkiej myśli, nie powinno wykluczać katolików, którzy stanowią większość naszego społeczeństwa i płacą podatki na cele społeczne. Kościół w Narodzie jest podmiotem życia publicznego i w dialogu społecznym, w prowadzeniu misji ewangelizacyjnej powinien posiadać jak najlepsze możliwości medialne potrzebne do prowadzenia swojej działalności.

Głoszenie Ewangelii za pośrednictwem współczesnych środków przekazu jest jednym z zaleceń Ojca Świętego Benedykta XVI, a także Soboru Watykańskiego II. Czy media w Polsce, w której ponad 90 proc. mieszkańców stanowią katolicy, wywiązują się z tego zadania?

– W Polsce mamy kilkadziesiąt kanałów i programów telewizyjnych. Większość z nich znajduje się w rękach ludzi, którzy szerzą idee i postawy liberalistyczne, często antychrześcijańskie. Prezentują niekiedy wypaczony wizerunek człowieka, promują różnego rodzaju dewiacje moralne, uznając je za obowiązującą normę. Katolicy mają niezbywalne prawo do posługiwania się mediami w głoszeniu Ewangelii i w promowaniu wartości religijnych, moralnych i narodowych. Jeszcze raz powtarzam, że media nie powinny służyć tylko jednej opcji politycznej czy społecznej, ale wszystkim, przede wszystkim narodowej większości. Większość nie może być dyskryminowana przez mniejszość, bo to nie ma nic wspólnego z demokracją. To jest po prostu totalitaryzm, poniżanie godności człowieka. Zapraszam wszystkich do sobotniej modlitwy i marszu na rzecz poparcia Telewizji Trwam i obrony wolności w mediach, gdyż wolne media są podstawą wolności Narodu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj