[NASZ TEMAT] „Oto ja, poślij mnie” – rozmowa ze świecką misjonarką Małgorzatą Kiedrowską posługującą w Republice Środkowoafrykańskiej

Przeżywamy dzisiaj 94. Światowy Dzień Misyjny. W tym roku towarzyszy mu hasło: „Oto ja, poślij mnie”. Małgorzata Kiedrowska odpowiedziała na to zawołanie i teraz rozpoczyna już dziewiąty rok posługi na misjach. W rozmowie z portalem Radia Maryja sama powiedziała: Jestem przekonana, że to Bóg labiryntem moich dróg, wyborów i decyzji zaprowadził mnie do Afryki.

Jak to się stało, że jesteś na misjach? Czy to pragnienie z dzieciństwa? Wiem, że będąc małą dziewczynką, w pamiętniku ze złotymi myślami (kiedyś bardzo popularne) zapisałaś, że będziesz pracować w Afryce.

Tak, to prawda. Kiedyś zdradziłam tę tajemnicę pamiętnikową z dzieciństwa. Rzeczywiście pragnienie wyjazdu na misje, do Afryki towarzyszy mi, od kiedy pamiętam i nigdy nie opuściło. Nie wiem, pod wpływem czego ta myśl się pojawiła. Pamiętam zarówno opowieści misyjne w kościele, jak i albumy, i gazety ze zdjęciami czy artykułami. Im byłam starsza, tym coraz realniej potrafiłam ocenić, że to wcale nie takie proste. Miałam również okazję odbywać swoje praktyki nauczycielskie w szkole im. dr Wandy Błeńskiej, spotkać się z nią. To wydarzenie było iskierką nadziei. Marzyć nie przestawałam, ale swoje szanse oceniałam nie najwyżej. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Jestem przekonana, że to On labiryntem moich dróg, wyborów i decyzji, zaprowadził mnie do Afryki. Może to zabrzmi dość dziwnie, ale będąc na misjach, coraz bardziej świadomie pragnę tu być.

Masz już za sobą kilkuletnią historię bycia misjonarką, jednak rok temu wróciłaś do Polski, a teraz w tak trudnym czasie znów jesteś w Afryce. Jak to się stało? Tęskniłaś?

Zaczynam dziewiąty rok posługi misyjnej. Czas, który spędziłam w Polsce był mi potrzebny do tego, by wrócić do Afryki. Jest we mnie ogromna wdzięczność za to, że mogłam być z moją rodziną w minionym roku, być blisko w sposób fizyczny podczas ważnych i trudnych rodzinnych chwil. Wychowałam się w rodzinie wielopokoleniowej i rok temu towarzyszyłam przy śmierci mojemu dziadkowi, niedługo potem mojej najmłodszej siostrze urodził się drugi synek, później odeszła babcia. Widzę ten rok w Polsce w kategoriach łaski dla mnie i dla moich najbliższych. Oczywiście tęskniłam bardzo za Afryką, niepowtarzalnością każdego dnia, za kolorami, spontanicznością i prostotą.

Jesteś obecnie na placówce, którą dobrze znasz. Jak wygląda to miejsce? Co zastałaś po swoim powrocie? Czy są tam ludzie, z którymi miałaś kontakt?

Wróciłam na swoją pierwszą misję do Bagandou w Republice Środkowoafrykańskiej. Tutaj stawiałam swoje pierwsze misyjne kroki i ta misja na zawsze znalazła w moim sercu, myślach, modlitwach, opowieściach swoje szczególne miejsce. Gdy posługiwałam tutaj w 2011/2012 roku jeszcze niewiele wówczas rozumiałam pod względem językowym, kulturowym, mentalnościowym, historycznym, politycznym. Obecnie patrzę przez pryzmat doświadczeń minionych lat z otwartością na to, co przynosi każdy nowy dzień, z nieustannym zapytaniem: „Czego chcesz ode mnie Panie? Po co mnie tu przyprowadziłeś”, ale też z większym zrozumieniem codzienności. Oczywiście część ludzi mnie pamiętała i bardzo ucieszyła się z mojego powrotu. Po pierwszej niedzielnej Mszy św. podchodziły do mnie mamy, by pokazać jak urosły ich dzieci, przy których porodzie pomagałam. W minionym tygodniu prowadziłam szkolenie dla kandydatów na nauczycieli przedszkola. Jednym z uczestników był Horeb, którego pamiętam jako ministranta pomagającego mi w budowie szopki bożonarodzeniowej. Ostatnio też zawoziliśmy do stolicy Ritę, uczennicę ostatniej klasy liceum, która grała aniołka w jasełkach w 2011 roku. W miejscu starego, zniszczonego, małego kościoła stoi piękna, murowana, elegancko i wymownie ozdobiona świątynia, która sprzyja swoim klimatem modlitwie. Mam nadzieję, że również tutejsza wspólnota parafialna staje się coraz piękniejsza w kategoriach Bożego piękna.

Zastanawia mnie jak wygląda Twój zwyczajny dzień?

Żaden dzień nie jest podobny do poprzedniego. Wstajemy jeszcze przed wschodem słońca, by wraz z nim rozpocząć dzień Jutrznią i Eucharystią. Później śniadanie i obowiązki. Spotkania z ludźmi, wyjazdy do wiosek, przygotowywanie treści do formacji zawodowych i religijnych. W południe spotykamy się przy stole. Później chwila odpoczynku, czas na lekturę albo krótką sjestę. Kolejne spotkania, czasami jakieś domowe obowiązki, Nieszpory, kolacja, omówienie tego, co da się przewidzieć i zaplanować na najbliższy czas. Mimo, że plan dnia można zamknąć w ramach, nie ma tutaj miejsca na nudę, rutynę i monotonię. Każdy dzień zaskakuje nas jakąś nową sytuacją, innym problemem, zadaniem, nieznanym do tej pory człowiekiem, jego historią, potrzebą zauważenia, zatroskania, obecności, bezpieczeństwa, miłości. Każdy dzień to wspaniały materiał na powieść, której autorem jest Bóg.

Z jakimi problemami boryka się miejscowa ludność?

Bieda jest źródłem większości tutejszych problemów, a ona bierze się z niesprawiedliwości, zachłanności, chciwości i egoizmu. Miejscowi ludzie nie mają środków, żeby posyłać swoje dzieci do szkół. Często zdarza się, że rodzice stają przed wyborem, za które ze swoich dzieci zapłacić za edukację. Placówek edukacyjnych też jest niewystarczająca ilość, by w sprzyjających rozwojowi warunkach mogły uczyć się wszystkie dzieci. Z braku finansów również nauczyciele nie są przygotowani dostatecznie pod względem zawodowym. Podobnie sytuacja wygląda w sektorze opieki zdrowotnej. Ludzie leczą się w domach tradycyjnymi metodami, nie zawsze skutecznymi albo czekają aż dolegliwości same miną, bo nie mają pieniędzy na wizytę w ośrodku zdrowia i wykupienie leków. Często jedynym zajęciem, które pozwala wyżywić rodzinę jest praca w polu, ale ta praca dostarcza tylko jedzenia. Bardzo trudno z małego przydomowego poletka zdobyć dodatkowe środki na wspomnianą edukację czy leczenie. Jest jeszcze jeden element, który stanowi dość duży problem – wiara w czary i w moc czarowników. To powoduje, że ludzie żyją w lęku, często też lęk prowadzi do śmierci. Rodzina zamiast zabrać chorego do szpitala i zapewnić mu leki, udaje się do czarownika, prosząc o pomoc, a do szpitala docierają, jak już widzą, że jest bardzo źle. Natura też doświadcza tutejszych mieszkańców. Kilka dni temu spruchniałe drzewo przewróciło się na przechodzącą obok kobietę i zmiażdżyło ją od pasa w dół. Dużym problemem jest też jakość dróg, która uniemożliwia transport. I można by tak wymieniać bez końca. Doświadczamy jednak tak wiele ludzkiej dobroci i nieustannej Bożej Opatrzności, że powoli i na miarę naszych możliwości staramy się biedom zapobiegać, wychodzić naprzeciw potrzebom i dbać o to, by pragnienia o lepszym jutrze mogły się ziścić.

Znasz doskonale pracę w polskiej szkole. Natomiast teraz prowadzisz szkołę dla afrykańskich dzieci. Czy te dwie szkoły są do siebie podobne czy jednak diametralnie różne?

Jak wszędzie, są zarówno różnice, jak i podobieństwa. O różnicach można by napisać osobny artykuł począwszy od wyglądu zewnętrznego budynków, przez wyposażenie klas, przygotowanie zawodowe nauczycieli, sposób administrowania placówek, podstawę programową, na liczebności klas skończywszy. Podobieństw wbrew pozorom też można by wymieniać bez liku. Zatrzymam się na tym, co dla mnie jako pedagoga jest najważniejsze. Zarówno w Polsce jak i na czarnym lądzie do szkół uczęszczają dzieci i młodzież, które swoją otwartością, zapałem, ciekawością świata, marzeniami, tolerancją, prostotą i radością pragną zmieniać świat. Chcą go kształtować i wierzą, że edukacja ma tę moc. Znam dorosłego Afrykańczyka, który opowiadał, że jako mały chłopiec chciał zostać naukowcem, aby wynaleźć lek na głód. Jestem o tym głęboko przekonana, że w niejednym młodzieńczym sercu takie ideały płoną. Nie zawaham się powtórzyć za Nelsonem Mandelą, laureatem pokojowej nagrody Nobla, że edukacja jest najpotężniejszą bronią, jakiej można użyć, by zmienić świat.

W jaki sposób ludzie w Polsce, którzy chcą pomóc, ale nie mogą pojechać do Afryki, mogą wesprzeć misję?

Na każdym urlopie doświadczam ogromnej życzliwości. Gdziekolwiek nie opowiadałabym o Afryce, zawsze pada pytanie: Jak można pomóc? Nawet pani w kantorze wymienia mi walutę po najlepszym kursie. Muszę przyznać, że wielu ludzi ma wyobraźnię miłosierdzia. Przy okazji niedzieli misyjnej w wielu parafiach są organizowane zbiórki na pomoc misjonarzom w dziełach, które prowadzą. Istnieje też wiele organizacji, jak choćby Redemptoris Missio z Poznania, Fundacja „Dzieci Afryki” z Warszawy, czy Maitri, które w skuteczny sposób pomagają polskim misjonarzom w wielu zakątkach świata. Z ramienia Episkopatu również mamy takie wsparcie w postaci Ad Gentes czy Miva Polska, która wspiera zakup środków transportu niezbędnych w posłudze misyjnej. Jednak najważniejszym i nieocenionym wsparciem dla każdego misjonarza jest modlitwa. I o nią ośmielam się prosić, abyśmy zawsze byli wiernymi świadkami Bożej dobroci i narzędziami Jego miłosierdzia.

Dziękuję za rozmowę!

Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl

drukuj