[Jestem w Kościele] Triduum Paschalne – szczyt liturgii czy bylejakości?
Triduum Paschalne to kulminacja całego roku liturgicznego, najważniejsze uroczystości, jakie tylko można sobie wyobrazić. A jednak nawet wtedy masowo dochodzi do aberracji liturgicznych na czele z rozpoczynaniem Wigilii Paschalnej przed zmrokiem czy używaniem plastikowego paschału. Dlatego bardzo cieszy, że znalazło się choć kilku „sprawiedliwych” biskupów, którzy przypomnieli podstawowe zasady celebrowania tych misteriów.
Jak co roku będziemy mieli wysyp liturgii Wigilii Paschalnej, które rozpoczynają się nawet nie przed zmrokiem, a na długo przed zachodem słońca, gdzie używane są tandetne paschały z zeszłego roku lub/i z materiałów syntetycznych, ze skróconymi czytaniami, a o Kanonie Rzymskim można tylko pomarzyć. Tymczasem normy liturgiczne, choć gdzieniegdzie zawierają wytrychy w postaci nieszczęsnych racji duszpasterskich, w wielu kwestiach nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Skoro więc te zasady postanowili przypomnieć niektórzy księża biskupi na czele z przewodniczącym KEP ks. abp. Tadeuszem Wojdą, to tylko potwierdza, że ewidentnie coś jest na rzeczy.
Mam nadzieję, że te dekrety przyniosą oczekiwany skutek. Jednak jednocześnie mam przekonanie, że jeśli za tak ordynarne łamanie norm liturgicznych – i nie mówię tu tylko o godzinie rozpoczęcia Wigilii Paschalnej czy materiale wykonania paschału, ale o wielu, wielu powszechnych nadużyciach, jak np. wyręczanie się szafarzami nadzwyczajnymi do takiego stopnia, jak gdyby byli zwyczajnymi – nie będą wyciągane konsekwencje, niewiele się zmieni.
Czasami zastanawiam się, z czego bierze się ta liturgiczna bylejakość. Czy to po prostu nieznajomość norm ustanowionych przez Kościół? Jednak jeśli tak, to trzeba by poważnie przyjrzeć się formacji liturgicznej w seminariach. A może to ignorancja i traktowanie przepisów jako niezobowiązujących wskazówek, w myśl zasady, że liczy się tylko to, co w sercu? Takie podejście również stawia pod znakiem zapytania kondycję formacji teologicznej. Wreszcie czasami można odnieść wrażenie, że problem tkwi w traktowaniu liturgii jako rzeczywistości czysto ludzkiej, co prędzej czy później prowadzi do jej marginalizacji. Tu również wracamy do kwestii kształcenia kapłanów, nie tylko w seminariach, ale także po ich ukończeniu.
Zapewne możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy jest więcej, ale jak widać, są one ze sobą ściśle związane i sprowadzają się do niezrozumienia istoty liturgii. Ona nie jest zwykłym narzędziem duszpasterskim, spotkaniem wspólnoty czy przykrą koniecznością, którą trzeba urozmaicić, lecz Dziełem Chrystusa i Kościoła, szczytem i źródłem życia chrześcijańskiego oraz wydarzeniem kosmicznym, które łączy niebo z ziemią. Dlatego jeśli liturgia jest sprawowana godnie, działa jak magnes, przyciągając ludzi do Boga swoim pięknem i transcendencją.
Wojciech Grzywacz



