[Jestem w Kościele] Szafarze (nad)zwyczajni
Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie, tegoroczne Święto Dziękczynienia. Uroczysta Msza Święta pod przewodnictwem prefekta Dykasterii Spraw Kanonizacyjnej, koncelebrowana przez co najmniej kilkudziesięciu biskupów i prezbiterów. Nadchodzi moment Komunii Świętej, której udziela kilku, może kilkunastu kapłanów, a reszta siedzi. Czyżby tak mało wiernych, że to wystarczy? Skąd! Po co się przemęczać, skoro są nadzwyczajni szafarze. Przepisy liturgiczne? A kogo to obchodzi…
„Poza przypadkami choroby lub niedołężności odprawiający kapłan, a także koncelebransi, nie mogą wyręczać się posługą pomocników, sami nie rozdzielając Komunii św.” – to fragment Instrukcji ws. formacji i sposobu wykonywania posługi nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej, wydanej przez Episkopat Polski. To jednak tylko jeden z wielu dokumentów, które jasno regulują tę kwestię, a które jednocześnie są regularnie łamane nawet przez (de facto) swoich autorów.
Opisana na wstępie sytuacja nie jest bowiem jakimś wyjątkiem. Nie mówię nawet o Zachodzie, bo tam już jest całkowity „odlot” (wspomnijmy choćby Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie, podczas których tysiące kapłanów siedziało, a Komunię Świętą rozdawali jednocześnie świeccy, nawet bez odpowiedniego ubioru, o używanych naczyniach liturgicznych nie wspominając). Również sam niejednokrotnie byłem świadkiem, jak celebrans korzystał z pomocy nadzwyczajnego szafarza podczas Mszy w dniu powszednim, na której do Komunii przystępowało kilkanaście, a nawet kilka osób!
W kontekście wydarzeń z Warszawy i w ogóle wielkich zgromadzeń liturgicznych, ktoś może odpowiedzieć, że przecież księża koncelebrujący Mszę muszą najpierw sami przyjąć Komunię, co przy dużych koncelebrach po prostu trwa. Tylko czy zawsze wszyscy kapłani muszą być w koncelebrze? Może warto na nowo przemyśleć tę kwestię? Pamiętajmy, że posoborowa reforma liturgiczna poszła tu (jak zresztą w wielu innych sprawach) dużo dalej niż to zostało zapisane w Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II, która jest w tym względzie niezwykle zachowawcza.

fot. screenshot/YouTube
Domyślam się, że od początku przy organizacji liturgii w Świątyni Opatrzności Bożej było planowane skorzystanie z pomocy nadzwyczajnych szafarzy i dlatego większość księży nie poszła udzielać Komunii. W tym jednak tkwi problem, bo to pokazuje, jak całkowicie zatarła się granica między wyjątkiem a regułą. Przypomnijmy – funkcja szafarza nadzwyczajnego, jak zresztą sama nazwa wskazuje, jest nadzwyczajna i zastępcza. Nawet ks. kard. Grzegorz Ryś, którego trudno posądzać o wrogość wobec tego rodzaju posługi, powiedział niedawno, że jej zasadniczym celem nie jest pomoc w rozdzielaniu Komunii podczas Mszy (chyba, że w sytuacjach naprawdę granicznych, np. obrzęd Komunii potrwałby 2 godziny bez pomocy świeckich szafarzy. Tak, dobrze Państwo przeczytali, to przykład podany przez ks. kardynała), lecz zanoszenie Eucharystii chorym. Swoją drogą mam wątpliwości, czy dziś w Polsce naprawdę potrzebujemy tak wielu nadzwyczajnych szafarzy. Mówi się ciągle, że księży jest za mało, ale to bzdura. Polecam w tym miejscu świetny artykuł ks. prof. Wojciecha Węgrzyniaka pt. „Księży nie brakuje”.
Rozdawanie Ciała Pańskiego jest fundamentalnym obowiązkiem biskupów, prezbiterów i diakonów, będących szafarzami zwyczajnymi. Jeśli gdzieś szukać klerykalizmu, to z pewnością jest nim wysługiwanie się świeckimi przez kapłanów. Ani przedłużenie Mszy o kilka lub nawet kilkanaście minut, ani nawet posługa w konfesjonale (spowiedź nie powinna mieć miejsca podczas liturgii) nie stanowią powodu, aby uciekać się do wsparcia szafarzy nadzwyczajnych. „Ponadto pasterze winni także czuwać nad tym, by nie wprowadzać <<sytuacji wyjątkowych>> lub <<sytuacji koniecznego zastępstwa>> tam, gdzie nie ma ku temu obiektywnych podstaw, lub gdzie można tego uniknąć, stosując bardziej racjonalne planowanie pracy duszpasterskiej”. Warto, aby adresaci tych słów św. Jana Pawła II wzięli je sobie na poważnie do serca.
Wojciech Grzywacz



