fot. PAP/EPA

Zwolennicy przyłączenia Krymu do Rosji świętują

Wstępne wyniki referendum ws. Krymu: 95,5 proc. za przyłączeniem do Rosji – oświadczył szef komisji Rady Najwyższej Krymu ds. referendum Michaił Małyszew po obliczeniu ponad 50 proc. głosów. Powiedział również, że frekwencja wyniosła 81,36 proc. 

Tatarzy, stanowiący ponad 12 procent społeczności Krymu zbojkotowali głosowanie. Zgodnie z oficjalną wersją 60 procent mieszkańców Krymu to Rosjanie, którzy chcą by półwysep stał się częścią Federacji Rosyjskiej. Nie jest to takie oczywiste, mimo licznych, prorosyjskich demonstracji – zauważa Anna Fotyga była minister spraw zagranicznych.

– Te obrazki medialne, które widzimy, te tłumy krzyczące „Rasija, Rasija” to jest tylko jeden z obrazków, a eksperci wskazują, że nawet rosyjskojęzyczni obywatele Ukrainy niekoniecznie by widzieli w swoim kraju system Putina – powiedziała Anna Fotyga.

Ukraińcy, a także społeczność międzynarodowa obawiają się, że Krym nie jest ostatecznym celem Rosji. W wielu miastach trwają prorosyjskie wiece (Charków, Donieck i Ługańsk).  Unia Europejska nie uznaje referendum i nie wysłała na Krym swoich obserwatorów. Jeszcze dziś w Brukseli mają być omówione sankcje wobec Rosji, jutro ewentualne decyzje.

Plebiscyt jednoznacznie negatywnie ocenia także Polska. Premier Donald Tusk Donald Tusk powiedział, że nasze państwo uważa to referendum za nielegalne. Tak ostrego języka wobec Moskwy do tej pory nie używali ani premier Tusk ani minister Sikorski. I to pomimo wielu ostrzeżeń przed naiwną wiarą w przemianę Putina – ocenił prof. Wojciech Roszkowski z PAN.

– Potężnym sygnałem ostrzegawczym była tragedia smoleńska, nie uciekniemy od wspomnienia. Cała droga do tego wydarzenia i reakcja władz na to wydarzenie wskazywała że rząd wykazuje niezwykłe zaufanie wobec Rosji. Mało tego gasi wszelkie wątpliwości, oskarża tych którzy te wątpliwości podnoszą – powiedział Wojciech Roszkowski.

Wówczas rząd o takich mówił, że są podpalaczami Polski; dziś premier odwiedza jednostki wojskowe i przekonuje, że jesteśmy gotowi na konfrontację. Nie sposób nie zauważyć, że ta metamorfoza ma miejsce na dwa miesiące przed wyborami europejskimi, gdzie sprawa Ukrainy może stać się kluczowym tematem kampanii.

TV Trwam News

drukuj