fot. PAP/ Leszek Szymański

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak podał się do dymisji

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak podał się do dymisji. To efekt publikacji portalu Onet o rzekomej akcji dyskredytowania sędziów sprzeciwiających się reformie sądownictwa. Łukasz Piebiak zaprzecza całej sprawie i zapowiada pozew przeciwko Onetowi.

Artykuł dotyczący akcji dyskredytowania niektórych sędziów ukazał się w poniedziałek na portalu Onet, należącym do niemiecko-szwajcarskiego koncernu medialnego. Autorka tekstu opisuje działania kobiety o imieniu Emilia, która miała anonimowo rozsyłać do mediów i przedstawicieli sądownictwa kompromitujące materiały na temat sędziów, którzy sprzeciwiali się reformie wymiaru sprawiedliwości. Onet twierdzi, że kobieta była w kontakcie z Łukaszem Piebiakiem i wszystko robiła za jego zgodą. Wiceminister miał jej też przekazać prywatne adresy sędziów ze  Stowarzyszenia „Iustitia”, aby mogła wysłać im materiały na sędziego Krystiana Markiewicza, prezesa stowarzyszenia. 

– Wiceminister sprawiedliwości, urzędujący sędzia, łamie prawo po to, żeby przekazać hejterom informacje na temat adresów prywatnych sędziów, którzy przeciwstawiają się demolce polskiego sądownictwa – mówił Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej.

Opozycja od rana domagała się natychmiastowej dymisji Łukasza Piebiaka. Do sprawy odniósł się też Donald Tusk. 

– Oni są ministrami sprawiedliwości właśnie dlatego, że są do tego zdolni, a nie mimo tego. A tyle było krzyku, kiedy mówiłem o współczesnych bolszewikach – napisał na Twitterze.

Premier Mateusz Morawiecki zwrócił się do resortu sprawiedliwości o wyjaśnienia.  

– Na pewno trzeba zawsze wysłuchać dwóch stron – zaznaczył Mateusz Morawiecki.

Łukasz Piebiak już wczoraj oddał się do dyspozycji ministra sprawiedliwości. Dziś wrócił do Polski z zagranicznego urlopu i złożył wyjaśnienia Zbigniewowi Ziobrze. Szef resortu sprawiedliwości poprosił go o złożenie rezygnacji. Łukasz Piebiak to zrobił. 

– Przyjmę dymisję ministra Piebiaka i sądzę, że to kończy tę sprawę – powiedział premier.

W specjalnym oświadczeniu Łukasz Piebiak podkreślił, że rezygnacja wynika z poczucia odpowiedzialności za powodzenie reform, które prowadził. 

– Ma chronić Sprawę, której służę, a nie dawać satysfakcję oszczercom. Ich kłamstw dowiodę przed sądem. Nie chcę, aby wysuwane pod moim adresem oszczerstwa stały się pretekstem do ataków na zmiany w sądownictwie, na które czekały miliony Polaków – napisał w specjalnym oświadczeniu były już wiceminister sprawiedliwości.

Łukasz Piebiak wniósł do sądu pozew przeciwko Onetowi, który jego zdaniem rozpowszechnia pomówienia oparte na relacjach niewiarygodnej osoby. 

– Wykonał ogromną pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mocno zaangażował się w cały proces reform, który był związany z sądownictwem – mówił Krzysztof Michałkiewicz, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Dodał jednak, że dymisja wiceministra Łukasza Piebiaka to dobra decyzja.

– Kampania wyborcza jest trudnym okresem i nie chcemy dawać pretekstów opozycji. Dlatego każda sprawa musi być wyjaśniona – zaznaczył Krzysztof Michałkiewicz.

SLD złożyło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez wiceministra Łukasza Piebiaka polegające na nielegalnym przetwarzaniu danych osobowych. Prokuratura okręgowa w Warszawie rozpoczęła postępowanie w tej sprawie. Analizuje ją również Urząd Ochrony Danych Osobowych. Odejście z resortu Łukasza Piebiaka nie satysfakcjonuje opozycji, która chce też odwołania ministra Zbigniewa Ziobry.

– W tym momencie wszyscy powinni być zdymisjonowani – stwierdziła Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca Nowoczesnej.

Tzw. internetowi hejterzy stali się ważnym elementem prowadzenia polityki. Po przegranych wyborach prezydenckich w 2015 roku Platforma Obywatelska miała zatrudnić co najmniej 50 osób do atakowania w sieci Prawa i Sprawiedliwości. Internetowy hejt nie jest też obcy przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości. Według nieoficjalnych informacji wielu sędziów i prokuratorów pod pseudonimami atakuje rząd i reformę sądownictwa. Najbardziej znany jest przykład sędziego Wojciecha Łączewskiego, który myśląc, że prowadzi rozmowę z dziennikarzem Tomaszem Lisem, instruował swojego internetowego rozmówcę, jak skutecznie atakować rząd.

TV Trwam News/RIRM

drukuj