fot. PAP/EPA

Ukraińcy świętowali rocznicę zwycięstwa rewolucji na Majdanie

Ulicami Ukraińskich miast przeszły w niedzielę marsze z okazji pierwszej rocznicy zwycięstwa rewolucji na Majdanie Niepodległości. Największy „Marsz Godności”, w którym wzięło udział kilka tysięcy osób odbył się w Kijowie.

Z kolei w Charkowie, podczas pokojowej manifestacji, w wyniku wybuchu bomby zginęły trzy osoby, a co najmniej 10 zostało rannych. SBU zatrzymała grupę podejrzanych. Jak twierdzą ukraińskie władze, zamachowcy otrzymali broń i instrukcje z Rosji.

Marsz w stolicy poprowadził prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wraz  z przewodniczącym Rady Europejskiej i prezydentami Polski, Litwy i Niemiec. Uczestnicy marszu przeszli miejscami, gdzie ubiegłej zimy między milicją a demonstrantami toczyły się walki, w których śmierć poniosło ponad 100 osób. Następnie zebrani wzięli udział w modlitwie na Majdanie Niepodległości.

Dr Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog, podkreśla, że Ukraina stała się innym państwem. Jak zauważył, proces zmian trwa, a zamach jest dowodem na to, że Rosja próbuje zdestabilizować tamtejszą sytuację.

– Ukraina znajduje się de facto, choć nie de iure w stanie wojny z Rosją. Jak widać Rosja jest państwem sponsorującym terroryzm, bo do tej pory termin o terrorystach rosyjskich na wschodzie Ukrainy był ze względów propagandowych nieco nadużywany. To nie tyle są terroryści co dywersanci. Moralnie nie stawiał ich to o wiele wyżej, ale natura tej operacji była jednak wojenna, a nie terrorystyczna. Natomiast zamach w Charkowie bez żadnych wątpliwości jest zamachem terrorystycznym wymierzonym, ze względów politycznych, w ludność cywilną. To ludność cywilna była zamierzonym celem ataku. Jest to niewątpliwie motywowane wolą rosyjską utrzymania chaosu na Ukrainie, wykazania, że jest to państwo upadające – ocenił politolog.

Protesty na Majdanie rozpoczęły się w listopadzie 2013 r. gdy władze Ukrainy zrezygnowały z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Po trzech miesiącach demonstracji, podczas których w starciach z milicją zginęło ponad 100 osób, Ukraińcy obalili ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza, a do władzy doszły ugrupowania prozachodnie.

Rosja zaanektowała później Ukraiński Krym; teraz wspiera separatystów na wschodzie Ukrainy. W dalszym ciągu strzały słychać w Doniecku i okolicach Mariupola.  Sytuacja na wschodzie Ukrainy jest jednak dużo spokojniejsza niż to miało miejsce jeszcze tydzień temu.

Jeden z dowódców separatystów zapowiedział, że prorosyjscy bojownicy rozpoczną wycofywanie ciężkiego sprzętu ze wschodu kraju, realizując tym samym ostatnie porozumienie z Mińska. Operacja ma potrwać dwa tygodnie.

RIRM

drukuj