fot. PAP/EPA

Ukraina: obawy przed kolejnym atakiem

Na Ukrainie separatyści koncentrują siły pod Debalcewem, a Rosja wciąż ich dozbraja. Były dowódca wojsk NATO w Europie generał Wesley Clark przewiduje, że wznowienie walk na wschodzie Ukrainy wydaje się bliskie. Po świętach Zmartwychwstania Pańskiego może dojść do nowej rosyjskiej ofensywy.

Sytuację na Ukrainie można określić, jako ciszę przed burzą. Rosja cały czas dozbraja separatystów, a oni przegrupowują siły. Jak widać nie szykują się do pokoju tylko do walk. W Mariupolu rosną obawy przed atakiem, zamiera lokalny biznes, przedsiębiorcy wyjeżdżają z miasta. W kwietniu i maju na Ukrainie ponad 20 tys. ludzi dostanie powołanie do wojska. Poborowi nie będą wysyłani do rejonu operacji przeciwko separatystom na wschodzie kraju.

– Prezydent Poroszenko planuje zmobilizować 12 tys. żołnierzy do armii i ponad 7 tys. do gwardii narodowej plus jeszcze wsparcie dla specjalnych sił transportowych. Jest to przygotowanie do wojny – powiedział dr Marcin Paluch, politolog.

OBWE informuje, że obydwie strony konfliktu na Ukrainie nie wycofały całkowicie ciężkiego sprzętu wojskowego z linii frontu w Donbasie. Przewidywały to porozumienia mińskie z połowy lutego. Na wschodzie Ukrainy separatyści łamią rozejm ostrzeliwując ukraińskie pozycje. Rebelianci koncentrują siły pod Debalcewem.

Jak informuje ukraiński analityk Dmytro Tymczuk ściągnęli w to miejsce 15 tysięcy żołnierzy, 24 czołgi i 38 bojowych wozów piechoty. W wywiadzie udzielonym rosyjskiej redakcji BBC jeden z dowódców oddziałów specjalnych separatystów przyznał, że wszystkimi większymi operacjami kierują rosyjscy wojskowi.

 

 

TV Trwam News

drukuj