[TYLKO U NAS] Prof. M. Ryba o porozumieniu J. Bidena i A. Merkel ws. Nord Stream 2: To interes realizowany kosztem innych krajów, takich jak Polska czy Ukraina

To interes realizowany kosztem innych krajów, szczególnie Europy Środkowej (będących w Unii Europejskiej – jak Polska – i będących poza Unią – jak np. Ukraina). Powraca stara koncepcja porozumienia krajów środkowoeuropejskich przy przyzwoleniu Stanów Zjednoczonych, które chcą mieć Niemcy po swojej stronie w zmaganiach z Chinami – mówił prof. Mieczysław Ryba, wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, politolog, w sobotnim programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam, odnosząc się do porozumienia ws. gazociągu Nord Stream 2.   

Joe Biden i Angela Merkel bronią porozumienia, jakie zawarli przy budowie gazociągu Nord Stream 2. Niemiecka kanclerz wierzy, że może mieć wpływ na rosyjskiego przywódcę, Władimira Putina. Z kolei amerykański prezydent podtrzymuje, że nic więcej w sprawie zablokowania gazociągu nie był w stanie zrobić [czytaj więcej].

Gość TV Trwam ocenił, że porozumienie zawarte ws. budowy Nord Stream 2 to prezent nie tylko dla Władimira Putina, ale także dla samej kanclerz Niemiec, Angeli Merkel.

– Jest to interes realizowany kosztem innych krajów, szczególnie Europy Środkowej (będących w Unii Europejskiej – jak Polska – i będących poza Unią – jak np. Ukraina). Powraca stara koncepcja porozumienia krajów środkowoeuropejskich przy przyzwoleniu Stanów Zjednoczonych, które chcą mieć Niemcy po swojej stronie w zmaganiach z Chinami. To jest twarda i brutalna rzeczywistość, ale tak ona właśnie wygląda – zaznaczył prof. Mieczysław Ryba.

Prezydent USA, Joe Biden, twierdzi, że inwestycja była i tak nie do zablokowania, gdyż w tej chwili ukończone jest 99 proc. budowy gazociągu Nord Stream 2. Przywódca Stanów Zjednoczonych dodaje, że nałożone ewentualne sankcje niewiele by dały w związku z inwestycją.

– Tego zdania nie podzielają nie tylko zwolennicy Donalda Trumpa, ale nie podzielają go także niektórzy demokraci z zaplecza Joe Bidena. To jest pewna retoryka, którą stosuje Joe Biden, by osłodzić ten bardzo trudny wizerunek amerykański, który w tej chwili jest sprzedawany. Gdyby tak było, to Amerykanie najpierw porozmawialiby z Ukraińcami, następnie porozmawialiby z Polakami (ze swoimi środkowoeuropejskimi sojusznikami) i zaprosiliby ich do negocjacji w Waszyngtonie, a nie porozumiewali się między sobą. Było spotkanie Władimira Putina i Joe Bidena, a następnie z Angelą Merkel. Poinformowano swoich sojuszników, że takie decyzje zapadły. Nie jest to traktowanie podmiotowe, ale niestety taka jest rzeczywistość geopolityczna – podkreślił politolog.

Gość programu „Polski punkt widzenia” zaznaczył, że kiedy Stany Zjednoczone były jedynym mocarstwem światowym, mogły narzucać Rosji różne rzeczy.

– Po wielkim kryzysie gospodarczym w 2008 roku Amerykanie do dzisiaj nie mogą się z niego otrząsnąć i zdiagnozowali, że wyrosło im supermocarstwo chińskie, które chce konkurować w Euroazji i że nie są w stanie na wszystkich frontach prowadzić zaczepnych działań. Uwikłali się w dwie wojny na Bliskim Wschodzie (niepotrzebne z ich strategicznego punktu widzenia). Wszystko się zmieniło, a gwarancje w polityce nie mają większego znaczenia i mówi nam o tym cały XX wiek. Liczy się proporcja sił. Jeśli mówimy o Ukrainie, to też tak trzeba to widzieć, bo oni sobie z tego coraz bardziej zdają sprawę i my również. Oczywiście jest pytanie: co my z tym zrobimy jako kraje sąsiadujące, nie oglądając się na wielkie mocarstwa – podsumował wykładowca akademicki.   

radiomaryja.pl

drukuj