fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Prof. G. Kucharczyk: Okrągły Stół był inscenizacją. Zasadnicze rozmowy toczyły się za kulisami

Jak wiemy, zasadnicze rozmowy odbywały się w Magdalence i w miejscach, o których pewnie jeszcze nie wiemy. Tam w wąskim gronie ustalano prawdziwą agendę, czyli tematy rozmów i kierunki rozstrzygnięć. Istotą tej tzw. polskiej transformacji było budowanie kapitalizmu dla nielicznych i ciągle dla tych samych – podkreślił prof. Grzegorz Kucharczyk z instytutu historii PAN w Poznaniu podczas wtorkowych „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Prof. Grzegorz Kucharczyk wskazał, że przez długie lata byliśmy karmieni „bajecznymi dziejami” dotyczącymi obrad Okrągłego Stołu.

– Bajeczne, oparte na legendach i podaniach początki III RP mówią nam, że spotkali się ludzie z dwóch stron sporu politycznego, którzy byli mocno ze sobą skonfliktowani. Nagle tknięci porywem miłości do nieprzyjaciół – usiedli, zaczęli rozmawiać nad dobrem Polski i w toku żmudnych, merytorycznych dyskusji wypracowali kompromis, w którym nie było zwyciężonych i zwycięzców. Kompromis, który stał się – jak niekiedy piszą autorzy „Gazety Wyborczej” – cudem Okrągłego Stołu, a nawet – jak z kolei pisze Aleksander Kwaśniewski – przykładem rozwiązywania konfliktowych sytuacji dla całej Europy Środkowej – ocenił historyk.

Gość Radia Maryja podkreślił, że Okrągły Stół był inscenizacją, a zasadnicze rozmowy trwały za kulisami.

– Nawet jak popatrzymy na miejsce tych obrad: wielki, okrągły mebel ustawiony w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie. Jak wiemy, zasadnicze rozmowy odbywały się w Magdalence i w miejscach, o których pewnie jeszcze nie wiemy. Tam w wąskim gronie ustalano prawdziwą agendę, czyli tematy rozmów i kierunki rozstrzygnięć. Tak samo inscenizacją było to, że były dwie bardzo skonfliktowane strony. Teraz już wiemy, że ta umownie zwana „strona solidarnościowa” była starannie dobierana przez przedstawicieli władz PRL. Dzięki chociażby znaleziskom w domu gen. Czesława Kiszczaka wiemy, że główni kontrahenci byli między sobą w zależności służbowej: generał Kiszczak jako swojego głównego rozmówcę miał człowieka, który posiadał wybitny talent do wygrywania w totolotka i dzięki temu miał pewne zasoby. Ta zależność służbowa między MSW a Lechem Wałęsą była dość ścisła. To rzuca tło na genealogię rozmów Okrągłego Stołu. Podobnie jak ujawnione przed paroma laty dokumenty, które świadczą o tym, że dochodziło do regularnych spotkań np. Jacka Kuronia ze słynnym płk. Lesiakiem z SB, które miały przygotowywać grunt pod rozmowy Okrągłego Stołu – powiedział ekspert.

Historyk wyjaśnił prawdziwy powód obrad Okrągłego Stołu.

– W analizach wewnętrznych PRL-owskiego aparatu w połowie lat 80. były tzw. raporty trzech, czyli wewnętrzne analizy pisane dla Jaruzelskiego przez Stanisława Cioska, Jerzego Urbana i gen. Władysława Pożoga – pierwszego zastępcę Kiszczaka w MSW i szefa wywiadu i kontrwywiadu. To m.in. Pożoga pisał, że dłużej nie da się utrzymać nonsensów gospodarczych tzw. realnego socjalizmu, trzeba będzie pójść na uwolnienie gospodarki, ale to jest związane z tzw. kosztami społecznymi – pojawi się bezrobocie, będą zamykane zakłady pracy, więc trzeba znaleźć ochronę w postaci  dopuszczenia części – wybranej – opozycji demokratycznej do władzy. Ten scenariusz był realizowany od 6 lutego 1989 r. na oczach publiczności – zaznaczył.

Prof. Grzegorz Kucharczyk podkreślił, że w obradach okrągłostołowych chodziło o stworzenie nowego systemu władzy, który „miał polegać na transferze władzy politycznej z biura politycznego KC PZPR do reaktywowanego urzędu prezydenta zagwarantowanego dla Wojciecha Jaruzelskiego.

– Ten urząd prezydenta przy Okrągłym Stole został wyposażony w takie kompetencje, że mógł blokować jakiekolwiek negatywne dla komunistów zmiany w obszarze politycznym (…). To był tzw. kapitalizm polityczny – proces uwłaszczenia nomenklatury, czyli rozkradania przez aparat PZPR majątku narodowego, który zaczął się już wcześniej, ale Okrągły Stół to zatwierdził. Owoce wzrostu gospodarczego, ale też dostęp do dóbr kultury jest tylko dla nielicznych i ciągle dla tych samych. To istota nowego systemu władzy – została narzucona bariera rozwojowa większości Polakom, którzy nie byli wyselekcjonowani do rozmów przy Okrągłym Stole, natomiast ci wybrani te owoce potem spożywali – mówił gość „Aktualności dnia”.

Historyk przypomniał, że zasada dostępu do rynku tylko dla niewielu i tylko dla tych samych obowiązuje od Okrągłego Stołu także przy rynku medialnym.

– „Gazeta Wyborcza” jest właśnie dzieckiem Okrągłego Stołu. Dziennik opozycyjny, na który zgodzili się komuniści przy Okrągłym Stole to właśnie „Gazeta Wyborcza” redagowana od początku przez Adama Michnika, reprezentująca wyselekcjonowaną linię programową, skrajnie lewicową (…). „Gazeta Wyborcza” przez jakiś czas odgrywała znacznie większą rolę niż tylko bycie dziennikiem politycznym, wprost wpływała. Jak wiemy z ostatnich publikacji, ciągle stara się wpływać na życie polityczne w kraju.

Kariery ludzi w kluczowych sektorach gospodarczych, jak paliwowy czy bankowy, również zostały zatwierdzone właśnie na obradach Okrągłego Stołu.

– Często to była wojskowa albo cywilna bezpieka. Istotą tej tzw. polskiej transformacji było budowanie kapitalizmu dla nielicznych i ciągle dla tych samych (…). To, co dobrego udało się osiągnąć po 89 r. to nie dzięki Okrągłemu Stołowi, tylko wbrew Okrągłemu Stołowi, czyli dzięki wysiłkowi zwykłych Polaków, którzy organizowali się oddolnie, biorąc sprawy w swoje ręce – akcentował ekspert.

Cała rozmowa z prof. Grzegorzem Kucharczykiem dostępna jest [tutaj].

 

RIRM

drukuj