fot. PAP/Artur Reszko

[TYLKO U NAS] M. Budzisz: Na granicy polsko-białoruskiej mamy do czynienia ze zwerbowanymi ludźmi, nie ruchem migracyjnym

Białoruś steruje strumieniami migrantów i wywiera presję. Jest to forma nowoczesnej agresji w celu wymuszenia siłą zmiany polityki drugiego państwa. Na polsko-białoruskiej granicy nie mamy do czynienia z ruchem migracyjnym, a ze zwerbowanymi ludźmi, którzy mają świadomość, że nie uzyskaliby statusu uchodźcy w normalny sposób,  dlatego próbują dostać się do Unii Europejskiej przez zieloną granicę – powiedział Marek Budzisz, ekspert do spraw wschodnich, w programie „Polski punkt widzenia” w TV Trwam.

Decyzja o stanie wyjątkowym przy granicy z Białorusią została utrzymana. Minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak, powiedział, że po wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią zagrożenie prowokacjami znacząco spadło. W środę Straż Graniczna poinformowała, że w ciągu poprzednich 24 godzin funkcjonariusze ujawnili 191 prób nielegalnego przekroczenia granicy.

– To zorganizowane przez białoruskie służby specjalne nowe wydanie operacji, która pierwszy raz została uruchomiona w 2010 r. pod nazwą „Operacja Śluza”. Autorami pomysłu użycia migrantów celem wywarcia presji politycznej na państwa Unii Europejskiej byli bracia Tertel, a przecież Iwan Tertel jest szefem KGB na Białorusi. (…) Mamy dziś zorganizowaną operację polegającą na werbunku przez wysłanników Łukaszenki osób z oddalonych części świata, (…) by organizować system nielegalnego transportu ludzi i sterować strumieniami migrantów, żeby w ten sposób wywierać presję. Decyzja o uruchomieniu operacji zapadła na początku roku. Pierwszym krokiem było wypowiedzenie przez Białoruś umowy o readmisji – wskazał Marek Budzisz.

– Jest to forma nowoczesnej agresji poniżej art. 5, czyli nie przy użyciu armii, ale w celu wymuszenia siłą zmiany polityki drugiego państwa – dodał.

https://twitter.com/Straz_Graniczna/status/1435861414330126337?s=20

Celem Alaksandra Łukaszenki jest uzyskanie akceptacji wyniku wyborów prezydenckich w jego kraju oraz wycofanie się państw europejskich z decyzji dotyczących blokady ruchu lotniczego i połączeń białoruskiego przewoźnika Belavia.

– Konsekwencją tych ruchów miałoby być to, co się stało po 2010 roku, kiedy „Operacja Śluza” się powiodła. Wtedy Unia Europejska wycofała się z polityki sankcji wobec Białorusi. Uważa się, że dzisiaj Mińsk ma podobny cel – chce uzyskać wycofanie się z polityki sankcji, czyli chce wymusić uznanie prawomocności Łukaszenki i powrót do relacji sprzed okresu sfałszowanych wyborów prezydenckich – powiedział gość TV Trwam.

Ekspert ds. wschodnich zwrócił uwagę na to, że decyzję o wprowadzeniu stanu wyjątkowego nie podjęły tylko polskie władze, ale „wszystkie państwa podlegające tego rodzaju presji. Pierwszą decyzję tego rodzaju podjęły władze Litwy, potem Łotwy, a następnie Polski”.

– Jest to decyzja prawidłowa, zważywszy na charakter tego, co się dzieje. Nie mamy do czynienia z ruchem migracyjnym, (…) a ze zwerbowanymi ludźmi (głównie z Iraku), którzy wiedzą o tym, że są przerzucani na Białoruś, by w sposób nielegalny dostać się do Unii Europejskiej przez zieloną granicę. Mają oni świadomość, że nie uzyskaliby statusu uchodźcy w normalny sposób. Inaczej mogliby dotrzeć do Europy Zachodniej np. samolotem z Bagdadu. Gdyby to byli uchodźcy zmuszeni do emigracji, przeszliby procedury emigracyjne. Oni chcą się dostać przez zieloną granicę, dlatego że nie są uchodźcami. To zorganizowany proceder, forma agresji wobec drugiego państwa – podkreślił.

W zaistniałą sytuację zaangażowana jest również Rosja. Ta jednak trzyma się w cieniu, ponieważ – jak zauważył Marek Budzisz – „jest to dla niej wygodne, dlatego że Alaksandr Łukaszenka skupia na sobie uwagę, a oni mogą kreować się na państwo deklarujące gotowość rozwiązania kryzysu”.

– Rosja używa argumentu, że jest gotowa chronić Europę przed potencjalnie znacznie gorszym kryzysem związanym z sytuacją w Afganistanie. Władimir Putin otwarcie używał tego argumentu podczas ostatniej rozmowy z kanclerz Angelą Merkel. To wspólne działanie. Rosja chce używać „straszaka migracyjnego” i uzyskiwać wymierne korzyści polityczne oraz gospodarcze. Putin dość otwarcie powiedział, że oczekuje, iż państwa UE określą się, czy są gotowe zawierać długoletnie kontrakty z rosyjskim Gazpromem. To jeden z warunków działania Rosji w tym zakresie. (…) Tego rodzaju transakcyjnego podejścia można się spodziewać także w innych obszarach – zwrócił uwagę gość „Polskiego punktu widzenia”.

radiomaryja.pl

drukuj