fot. twitter

[TYLKO U NAS] Jan Paweł II – święty na ławie oskarżonych. Red. S. Karczewski: Nikt nie sprawdza faktów. Dzisiaj rzuca się tezę bez zaglądania do dokumentów

Jan Paweł II był na celowniku od początku swojego pontyfikatu. W pierwszych latach po śmierci Ojca Świętego jeszcze rozmawiało się o dowodach. Dzisiaj już się o nich nie rozmawia. Dziś ktoś rzuca tezę bez zaglądania do dokumentów. To choroba mediów i środowisk, które w ten sposób traktują oskarżane przez siebie osoby. Tworzy się fikcję i puszcza się ją jako prawdę absolutną – wskazał red. Sebastian Karczewski, dziennikarz śledczy „Naszego Dziennika”, podczas „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam.  

Red. Sebastian Karczewski przyznał, że Jan Paweł II był na celowniku od początku swojego pontyfikatu.

– Pontyfikat rozpoczynał się 10 lat po rewolucji kulturowej, gdzie chciano wywrócić świat i zasady do góry nogami. To w pewnym sensie się udawało (…). W tym momencie przychodzi Papież z Polski, który już w pierwszej homilii na inaugurację pontyfikatu wezwał do zupełnie odwrotnego działania, innego spojrzenia na świat (…). Głosy sprzeciwu były od samego początku. Z jednej strony mamy teologów, którzy sprzeciwiali się na płaszczyźnie Kościoła, natomiast z drugiej strony, początek pontyfikatu to wielka walka o życie. Ojciec Święty wstępuje na tron Piotrowy w momencie, kiedy toczy się walka o życie (ustawa aborcyjna we Włoszech). Tu już Jan Paweł II jest znakiem sprzeciwu – mówił dziennikarz.

8 kwietnia 2005 roku, podczas pogrzebu Papieża Polaka, wielu zgromadzonych na uroczystościach miało ze sobą transparenty z napisem „Santo subito” – święty natychmiast. O jego świętości przekonane były tysiące osób. Red. Sebastian Karczewski zwrócił uwagę, iż w momencie, kiedy toczył się proces kanonizacyjny Jana Pawła II – ataki na niego się wzmogły. Zaczęto atakować Ojca Świętego także poprzez atak na jego najbliższych współpracowników, duchownych z Polski.

– Środowiska, które podczas pontyfikatu milczały ze swoimi zarzutami, nagle się uaktywniły (…). Trzy tygodnie po śmierci Jana Pawła II przypuszczono atak na o. Konrada Hejmo. Osobę, która niemalże przez cały pontyfikat była widzialna. My, Polacy, dojście do Jana Pawła II zawdzięczamy o. Konradowi. Każdy, kto był w Rzymie, jechał na spotkanie z Ojcem Świętym, musiał przejść przez o. Konrada. Pielgrzymi najbardziej kojarzyli tę postać z Janem Pawłem II. W tym momencie pada oskarżenie o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, co miało być pierwszym sygnałem: oto w kręgu najbliższych współpracowników Jana Pawła II są współpracownicy służby bezpieczeństwa – ludzie źli, zakłamani, a więc jeśli Jan Paweł II otaczał się takimi ludźmi, to znaczy, że on sam też nie był święty. Widzieliśmy to tu, w Polsce. Zarzuty oczywiście były absurdalne. W czasie, kiedy padały te oskarżenia – nikt nie zbadał sprawy, nikt nie pytał, nie rozmawiał ze świadkami. Historycy wypowiadali tezy, które uznano za pewnik, nie korzystając ze źródeł – powiedział redaktor „Naszego Dziennika”.

Nikt nie sprawdza faktów. Niektórych interesuje tylko to, w jaki sposób podać oskarżenie – wskazał gość TV Trwam.

– W pierwszych latach po śmierci Ojca Świętego jeszcze rozmawiało się o dowodach. Dzisiaj już się o nich nie rozmawia. Dzisiaj ktoś rzuca tezę bez zaglądania do dokumentów. To choroba mediów i środowisk, które w ten sposób traktują oskarżane przez siebie osoby – podkreślił.

W ostatnim czasie bardzo mocno atakowane są trzy osoby w Polsce: ks. bp Jan Szkodoń, ks. bp Edward Janiak i ks. kard. Stanisław Dziwisz. Czy atak na te osoby też jest atakiem na Jana Pawła II?

– Obecnie większość starszych biskupów i biskupów, których oskarżenia dotyczą, to osoby, które otrzymały sakrę biskupią, nominację z rąk Papieża Polaka. Przy tej kampanii mówi się: zobaczcie, jakich ludzi Jan Paweł II ustanawiał biskupami. W Watykanie mieliśmy dwie osoby, dzięki którym wchodziliśmy do Ojca Świętego: na początku o. Konrada, a ostatnią instancją był ks. prał. Stanisław Dziwisz (…). Miliony Polaków spotkały się z Janem Pawłem II tylko dzięki nim (…). Myślę, że oskarżenie ks. bp. Edwarda Janiaka jest etapem drogi ku oskarżeniu ks. kard. Henryka Gulbinowicza, bo wtedy z dwóch żyjących kardynałów ustanowionych przez Papieża Polaka – mamy dwóch negatywnych. To moja hipoteza. Takie oskarżenia były już rzucane w stronę ks. kardynała (…), ale sprawę wyciszono. Wydaje mi się, że te oskarżenia wrócą – wskazał dziennikarz śledczy.

Sebastian Karczewski podkreślił, że tworzy się fikcję i puszcza się ją jako prawdę absolutną. Widać to na przykładzie ks. bp. Jana Szkodonia.

– Artykuł, który zapoczątkował atak na ks. bp. Jana Szkodonia, należałoby wyjaśnić. Jest tam np. pani Monika, która rzekomo miała być molestowana przez ks. Biskupa. Ta pani nie nazywa się Monika, ale Małgorzata. W tekście jest urzędniczką pracującą pod Krakowem, tymczasem jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest to osoba bardzo znana. Dalej przedstawia się całą historię włącznie z tym, że jakoby (…) przychodziła do ks. bp. Szkodonia i portier jej otwierał. Tyle tylko, że ks. bp Szkodoń nigdy nie miał portiera. Wszyscy wiedzą, jak to oskarżenie powstało. Ta pani i jej oskarżenia to nie jest nowość. Jakiś czas temu oskarżyła własnego męża o przemoc. Toczył się proces sądowy i okazało się, że jej zeznania są fałszywe. Po procesie zmieniła nazwisko (…). W tej sprawie mam też pytanie do nuncjatury: Jakie punkty prawa kanonicznego zobowiązują nuncjaturę do podejmowania kroków procesowych w sprawie? Żadne. Dlaczego więc złamano procedury? Nuncjatura przekroczyła swoje uprawniania. Z jakich powodów? Te powody staną się jaśniejsze, jeśli nuncjatura wyjaśni, jakie są jej kontakty z panem Sekielskim. Wiem, że takie są. Dlaczego ukrywa się tę sprawę? (…) Jako wierni Kościoła katolickiego chcemy znać prawdę – mówił gość „Rozmów niedokończonych”.

radiomaryja.pl

drukuj