fot. pilecki.ipn.gov.pl

[TYLKO U NAS] Dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL: Areszt na Mokotowie to „polska Golgota”

Miejsce absolutnie wyjątkowe, dla Polaków – święte. To jest „polska Golgota”. Tutaj jak w soczewce skupiają się dwa wielkie totalitaryzmy, które dotknęły Polskę w XX wieku – niemiecki nazizm i sowiecki komunizm. Tutaj patrioci byli mordowani przez jednych i drugich – mówił Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, w poniedziałkowym wydaniu „Rozmów niedokończonych” na antenie TV Trwam. Opisywał w ten sposób Areszt Śledczy Warszawa-Mokotów, który znajdował się na terenie muzeum. 

Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie jest miejscem, w którym zabijano i grzebano żołnierzy podziemnych struktur. Zginęli tam m.in. rotmistrz Witold Pilecki czy generał August Emil Fieldorf ps. „Nil”.

– Miejsce absolutnie wyjątkowe, dla Polaków – święte. To jest „polska Golgota”. Tutaj jak w soczewce skupiają się dwa wielkie totalitaryzmy, które dotknęły Polskę w XX wieku – niemiecki nazizm i sowiecki komunizm. Tutaj patrioci byli mordowani przez jednych i drugich. Niezwykle krwawe karty historii to drugi dzień Powstania Warszawskiego, 2 sierpnia 1944 roku, gdy na teren więzienia weszli bandyci z Wafen-SS i dokonali rzezi więźniów – akcentował dyrektor muzeum.

Pan Alfred Łąpieś był jednym z więźniów, któremu udało się wówczas uciec z aresztu mokotowskiego.

– Pan Alfred opowiadał, jak do nich strzelano i spadali ze stromych dachów Mokotowa. W nocy z 2 na 3 sierpnia, kiedy padał deszcz w Warszawie, uciekali w drewniakach. Pozrzucali buty i boso starali się przedostać dalej. Strzelali do nich z karabinów i rakietnicy. Rakietnica zazwyczaj służyła do tego, żeby oświetlać teren. (…) Prof. Krzysztof Szwagrzyk prowadził w miejscu, w którym wskazał pan Alfred, poszukiwania ofiar zbrodni niemieckich i sowieckich. Odnalazł stanowisko snajpera, który strzelał do uciekinierów i dziewięć łusek od rakietnicy. Mieliśmy świadectwo człowieka, który uciekał i uczestniczył w wydarzeniu oraz potwierdzenie wydarzenia poprzez prace archeologiczne – powiedział Jacek Pawłowicz.

Więzienie było jednym z najtragiczniejszych miejsc Polski Ludowej. Po wojnie stało się Aresztem Śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, do którego trafiali przede wszystkim Żołnierze Wyklęci. „Bandyci z bezpieki dokonywali na nich ogromnych zbrodni i tortur” – mówił gość „Rozmów niedokończonych”.

W areszcie MBP na Rakowieckiej znajdował się specjalny pawilon śledczy. Nazywany był „Pałacem Cudów”.

– Był to specjalny pawilon, który wybudowano tylko po to, żeby prowadzić w nim przesłuchania więźniów. 12 pokoi na trzech poziomach – razem 36 pokoi – gdzie w dzień i w nocy prowadzono przesłuchania, mordowano polskich patriotów; gdzie lała się krew Polaków. (…) Nazwę „Pałac Cudów” nadali więźniowie, którzy tam przebywali, ponieważ bandyci z UB robili z ludźmi cuda. Ci wspaniali żołnierze najpiękniejszej polskiej armii – Armii Krajowej, żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego byli niewyobrażalnie torturowani – podkreślał działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL.

Pod wspomnianym pawilonem znajdowały się specjalne karcery, które podzielono na tzw. suche i mokre. Trzymano w nich więźniów w absolutnej izolacji i w nieludzkich warunkach. Szczególnie brutalne były tzw. karcery mokre.

– Trzymano ludzi w odzie – w szambie, ponieważ do toalety ich nie wypuszczano, kiedy tam siedzieli. Wody było mniej więcej do pasa, w zależności od tego, czy padał deszcz. Znajdowało się tam małe okno, które zimą było zawsze otwarte, a latem zamknięte. (…) Zimą trzymani tam ludzie dosłownie żywcem zamarzali, (…) a latem dusili się w oparach, w gazach, które wydobywały się z wody z fekaliami – opowiadał gość TV Trwam.

Jacek Pawłowicz wspomniał o postaci ks. abp. Antoniego Baraniaka, najbliższego współpracownika Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który również trafił do więzienia przy ulicy Rakowieckiej na Mokotowie. Przez dwa lata torturowano go i próbowano zmusić do zeznań przeciwko Prymasowi.

– Przeszedł tutaj piekło, ale to był absolutnie heros Kościoła katolickiego, to był człowiek absolutnie święty. On w czasie tortur i przesłuchań, które tutaj przechodził, nie złożył ani jednego zeznania przeciwko Prymasowi. (…) Gdyby pękł, historia Kościoła katolickiego w Polsce wyglądałaby absolutnie inaczej. Myślę, że nie mielibyśmy Prymasa Tysiąclecia, bo zostałby zamordowany przez komunistów; myślę, że nie mielibyśmy św. Jana Pawła II. Myślę, że historia Kościoła wyglądałaby tak jak w Czechach czy w innych krajach, które były pod okupacją sowiecką, gdzie Kościół po prostu został zniszczony – zwracał uwagę dyrektor muzeum.

radiomaryja.pl

drukuj