fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Dr P. Basiukiewicz o zakazach odwiedzin chorych w szpitalach: Protagoniści zakazu postulują strach przed rozniesieniem zakażenia. To można rozwiązać poprzez robienie testów antygenowych osobom, które chcą odwiedzić pacjenta

Protagoniści zakazu odwiedzin postulują strach przed rozniesieniem zakażenia, że zakażeń jest dużo i jak ktoś przyjdzie, to jeszcze bardziej może roznieść koronawirusa po oddziale. To można rozwiązać poprzez robienie testów antygenowych osobom, które chcą odwiedzić pacjenta. Z tą sytuacją można sobie poradzić. Oczywiście są sytuacje, w których mimo wszystko ktoś dostał zakażenia, ale my mamy sytuację, w której mamy około 150-200 tysięcy zakażeń na dobę w Polsce. Rozpoznajemy może 10 proc. wszystkiego, a cała reszta to jest wielka „zona oculta”, której nie widzimy, a wszyscy się wzajemnie zakażają – powiedział dr Paweł Basiukiewicz, elektrokardiolog, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

8 marca minister zdrowia, Adam Niedzielski, poinformował o zmianach w teleporadach. Przestały one być standardem m.in. dla dzieci do 6 roku życia oraz pacjentów z podejrzeniem choroby nowotworowej.

Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia w sprawie teleporady dostępne jest pod linkiem: https://dziennikustaw.gov.pl/D2021000042701.pdf

Do znaczenia teleporady odniósł się dr Paweł Basiukiewicz.  

– Jesteśmy w sytuacji, w której w marcu wylano dziecko z kąpielą, kiedy dominującą formą świadczeń została teleporada. Oczywiście to nie jest tak, iż teleporada jest na 100 proc. zła, bo są sytuacje, w których ona może być użyteczna. Dotyczy to na przykład przepisania leków u pacjentów stabilnych, wystawienie skierowania do oczywistego specjalisty. Czasem rzeczywiście wystarczy porozmawiać przez telefon, bo jak ktoś ma problem z okiem, to wiadomym jest, że trzeba go wysłać do okulisty. Są sytuacje, w których nie trzeba osobiście badać pacjenta, natomiast w znakomitej większości sytuacji teleporada jest pomyłką, bo w kanonie badania pacjenta jest badanie fizykalne, czyli obejrzenie, posłuchanie go, czy nawet spojrzenie mu w oczy. To wszystko wchodzi w skład badania przedmiotowego, które jest niezbędne do tego, aby miarodajnie ocenić jego stan – oznajmił elektrokardiolog.

– Moim zdaniem teleporada powinna zostać doprecyzowana w katalogu świadczeń, żeby było wiadomo, kiedy jej można użyć. Chodzi o to, aby ściśle zdefiniować sytuacje, w których można zastosować teleporadę, bo jest to sytuacja nadzwyczajna – dodał nasz rozmówca.

1 marca bieżącego roku Polsat News poinformowało o śmierci 4,5 miesięcznej dziewczynki. Dziecko trafiło z zaawansowaną sepsą do szpitala w Zabrzu. Początkowe objawy były leczone za pomocą teleporad. Więcej [tutaj].

– Takie sytuacje zdarzały się i przed teleporadami, ale można sobie wyobrazić, że do takich sytuacji będzie dochodziło częściej, kiedy nie będziemy w stanie zbadać pacjenta i będziemy bardziej skłonni do teleporadnictwa niż w sytuacji, w której pacjent będzie badany klasycznie. Do takich dramatycznych zdarzeń dochodziło niestety zawsze. W ostatnim czasie dotarła do nas podobna relacja z Wielkiej Brytanii. Tam młody człowiek wielokrotnie kontaktował się z ichniejszym systemem ochrony zdrowia poprzez teleporadę i ostatecznie zmarł bodajże na sepsę. Wydaje mi się, że kiedy teleporady nie będą dominującą formą świadczeń, do takich sytuacji będzie dochodziło rzadziej. Przez telefon nigdy nie da się przekazać stanu pacjenta, a czasem wystarczy jeden rzut oka lekarza. Jest takie pojęcie jak „strassendiagnose”, o czym wie każdy lekarz. To oznacza, że gdy patrzę na pacjenta, to od razu wiem, na co choruje, bo prezentuje tak charakterystyczny obraz choroby, iż ja nie muszę go dotykać, a od razu wiem, co mu dolega. To jest sytuacja, w której teleporada się nie sprawdzi – mówił lekarz.

Co jakiś czas pojawiają się sytuacje, w których lekarze nie chcą przyjąć osób zaszczepionych przeciwko koronawirusowi bez zaświadczenia o negatywnym wyniku testu na jego obecność w organizmie.

– Od roku jesteśmy w absurdzie. Osobiście słyszałem o takich sytuacjach od bliskich mi kolegów, że pacjent i lekarz byli zaszczepieni, pacjent przychodził bez testu i nie otrzymywał świadczenia albo był odsyłany. To jest kompletny absurd wynikający z tego, że mamy jakiś dziwny (chyba nigdy nie umotywowany prawnie) obowiązek pobierania wymazów PCR większości pacjentów przed uzyskaniem świadczenia – zwrócił uwagę dr Paweł Basiukiewicz.

Cały czas ograniczane są odwiedziny u pacjentów w szpitalach.

– To są sytuacje wyjątkowe, kiedy rodzina może odwiedzić pacjenta. Oczywiście nie jest tak, iż jest definitywny zakaz odwiedzin, tylko to są sytuacje wyjątkowe, że rodzina musi przyjść, poprosić. Na moim oddziale zakaźnym mamy taki modus operandi, że jak pacjent przychodzi, to musi napisać podanie do dyrekcji. Podania są rozpatrywane pozytywnie, ale chodzi o to, że dyrekcja boi się ewentualnych roszczeń od pacjentów związanych z oskarżeniem o to, iż naraziliśmy kogoś na infekcję covidową. Generalnie wszyscy trzymają się przez to wzajemnie w klinczu. Z mojego punktu widzenia pacjenci mogliby być odwiedzani i nie mam z tym żadnego problemu. Dyrekcja ma taki problem, że boi się roszczeń i ja to rozumiem. My to rozwiązaliśmy w ten sposób, iż pacjent pisze podanie, ordynator się zgadza i są odwiedziny. Proszę zwrócić  uwagę, że to są sytuacje wyjątkowe i nie każdy jest w stanie napisać podanie, bo może to być pewną przeszkodą. Wiem z relacji kolegi pracującego w Niemczech, że u nich na jesieni w klinice był standard, w którym (bez żadnego tłumaczenia) każdy pacjent przez godzinę dziennie mógł mieć jedną osobę odwiedzającą u siebie przy łóżku – stwierdził elektrokardiolog.

Nasz rozmówca zwrócił uwagę, że odwiedziny chorego przez rodzinę są kluczowe dla jego zdrowia psychofizycznego i rekonwalescencji.

– Protagoniści zakazu odwiedzin postulują strach przed rozniesieniem zakażenia, że zakażeń jest dużo i jak ktoś przyjdzie, to jeszcze bardziej może roznieść koronawirusa po oddziale. Pomijając podstawowy problem wlewania wiadra wody do oceanu zakażeń, można to rozwiązać poprzez robienie testów antygenowych osobom, które chcą odwiedzić pacjenta. Z tą sytuacją można sobie poradzić. Oczywiście są sytuacje, w których mimo wszystko ktoś dostał zakażenia, ale my mamy sytuację, w której mamy około 150-200 tysięcy zakażeń na dobę w Polsce. Rozpoznajemy może 10 proc. wszystkiego, a cała reszta to jest wielka „zona oculta”, której nie widzimy, a wszyscy się wzajemnie zakażają. Jeżeli dopuścimy możliwość odwiedzin chorego w szpitalu przez rodzinę, co jest krytyczne z punktu widzenia dobrostanu pacjenta i jego psychofizycznego samopoczucia oraz szybkości rekonwalescencji, a zapłacimy za to drobnym odsetkiem zakażeń więcej, to bilans będzie korzystny. Uważam, że warto, bo korzyść będzie wielokrotnie wyższa – podsumował dr Paweł Basiukiewicz.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj