źródło: Artur Bartoszewicz

[TYLKO U NAS] Dr A. Bartoszewicz o planowanym wzroście płacy minimalnej: Zwiększenie kosztów zatrudnienia pracownika będzie przekładało się na większe koszty przedsiębiorcy, który przerzuci to na klienta. Ostatecznie będziemy mieli droższe towary i usługi

200 złotych podwyżki przekłada się na około 400 złotych wszystkich kosztów związanych z wynagrodzeniem. To są dosyć duże wydatki. Gdyby pójść dalej i ciągle je zwiększać, to będzie się to wiązało z tym, iż zwiększenie kosztów zatrudnienia pracownika będzie przekładało się na większe koszty przedsiębiorcy, który przerzuci to na klienta. Ostatecznie będziemy mieli droższe towary i usługi – powiedział dr Artur Bartoszewicz, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Od 2022 roku ponownie ma wzrosnąć płaca minimalna, która będzie wynosić 3000 złotych brutto [czytaj więcej]. Pomysł rządu skomentował dr Artur Bartoszewicz.

– Chcielibyśmy, żeby pensja minimalna wynosiła jak najwięcej, bo dotyka bardzo dużej części społeczeństwa. Biorąc pod uwagę fakt, iż wynagrodzenie w Polsce jest bardzo mocno obciążone zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracownika, powszechnie płaci się pod tzw. stołem, czyli oficjalna pensja jest płacona jako pensja minimalna, a oprócz tego pracownik dostaje pieniądze. To nie jest oczywiście tak, że wszędzie to tak wygląda, ale płaca minimalna jest dosyć powszechnym zjawiskiem. Każda podwyżka w tym zakresie cieszy pracownika, ale jednocześnie daje gorycz pracodawcy – wskazał gość Radia Maryja.

– Te 200 złotych przekłada się na około 400 złotych wszystkich kosztów związanych z wynagrodzeniem. To są dosyć duże wydatki. Gdyby pójść dalej i ciągle je zwiększać, to będzie się to wiązało z tym, iż zwiększenie kosztów zatrudnienia pracownika będzie przekładało się na większe koszty przedsiębiorcy, który przerzuci to na klienta. Ostatecznie będziemy mieli droższe towary i usługi – dodał.

Pomysł podwyższenia płacy minimalnej zbiegł się w czasie z wysokim poziomem inflacji w Polsce, co oznacza, że za te same pieniądze Polacy mogą kupić coraz mniej produktów.

– Inflacja jest dodatkowym opodatkowaniem, kosztem nałożonym na każdego z nas. Mamy coraz mniejszą siłę nabywczą z pieniędzy, które otrzymujemy, więc ze względu na inflację możemy coraz mniej kupić. Jeżeli wynagrodzenia będą wzrastać dynamiczniej od samej produktywności, to pojawi się przestrzeń do tworzenia zjawisk pustego pieniądza. To jest najbardziej niebezpieczne w gospodarce. Na inflacji najbardziej cierpią ludzie ubodzy. To nie jest tak, iż ona dotyka wszystkich w ten sam sposób. Ludzie majętni mają różne źródła dochodu i posiadają umiejętność chronienia swojego majątku. Ludzie biedni najtrudniej znoszą zjawiska inflacyjne – powiedział dr Artur Bartoszewicz.

Całą audycję „Aktualności dnia” z udziałem dr. Artura Bartoszewicza można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj