[TYLKO U NAS] A. Trzcińska: Stosujemy środki wykorzystywane w innych epidemiach

Stosujemy środki, które były wykorzystywane w innych epidemiach, m.in. SARS z 2004 roku. Zostały one jakby przypomniane, gdy epidemia koronawirusa wybuchła w Chinach. (…) Leki te są bezpieczne. Stosuje się je we wszystkich krajach, w których odnotowano zarażenia – podkreśliła we wtorkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Aneta Trzcińska, żołnierz 13. Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej.

W związku z rozszerzaniem się epidemii w Polsce, Radio Maryja i Wojska Obrony Terytorialnej podjęły wspólną kampanię informacyjną. Na antenie rozgłośni żołnierze WOT odpowiadają na pytania słuchaczy dotyczące sytuacji związanej z koronawirusem.

Podczas wtorkowej audycji ppłk Marek Pietrzak zaznaczył, że „Polska jest krajem, który zamknął granice w dobrym momencie”.

– Nie ma mowy o zamykaniu granic przed naszymi obywatelami, ale są wprowadzone pewne procedury, które obligują osoby wracające – a nie są w międzynarodowym transporcie towarów – do wejścia w dwutygodniową kwarantannę, czy domową, czy zbiorową. (…) Z jednej strony te środki są blokowaniem niekontrolowanego napływu wirusa. Natomiast z drugiej, humanitarnym podejściem do swoich obywateli – wskazał rzecznik WOT.

Z kolei Aneta Trzcińska, żołnierz 13. Śląskiej Brygady WOT, potwierdziła, że „w leczeniu koronawirusa, stosowane są znane i dostępne leki przeciwwirusowe”.

– Oprócz leków przeciwwirusowych, stosujemy także środki, które stosowane były w innych epidemiach, m.in. SARS z 2004 roku. Leki przeciwmalaryczne przyniosły wtedy bardzo dobry skutek. Zostały one jakby przypomniane naukowcom i lekarzom, gdy epidemia koronawirusa wybuchła w Chinach. Zrobiono próbę na stu pacjentach, u których przebieg choroby był wolniejszy. Ci pacjenci dużo szybciej dochodzili do siebie. Dostawali leki od 7 do 10 dni z bardzo dobrym efektem. Dlatego zostały one dopuszczone do obrotu i są bezpieczne w leczeniu koronawirusa. Stosuje się je we wszystkich krajach, w których odnotowano zarażenia SARS-CoV-2 – powiedziała Aneta Trzcińska.

Żołnierz 13. Śląskiej Brygady WOT odniosła się także do doniesień o pojawianiu się na rynku testów na obecność koronawirusa, podkreślając, że są one tanie i szybkie, ale nie miarodajne.

– Najbardziej pewnym testem jest PCR, który trwa od kilku do kilkunastu godzin i jest wart kilkaset złotych. Co jakiś czas pojawiają się informacje o bardzo szybkich testach, które dają wyniki po 30 czy 90 minutach. Jak mówi główny epidemiolog, bardzo często testy te są fałszywie ujemne lub fałszywie dodatnie. Wyniki nie są więc miarodajne. Wartość diagnostyczna takiego testu nie jest porównywalna do testu wykonywanego metodą PCR. (…) Przepustowość tych testów w laboratoriach jest ograniczona. Trwają one kilka-kilkanaście godzin i jesteśmy w stanie zrobić ich określoną liczbę – zaznaczyła Aneta Trzcińska.

Cała rozmowa z żołnierzami WOT dostępna jest [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj