fot. Paweł Palembas

E. Siemaszko dla „Naszego Dziennika”: Ukrainie nie zależy na Polsce, a tylko na korzyściach przez nią zapewnianych

Dekret Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu szczególnie ważnej jednostce specjalnej wojsk ukraińskich imienia „Bohaterów UPA”, czyli wykonawców ludobójstwa na Polakach, wywołał zdecydowane potępienie praktycznie wszystkich sił politycznych w Polsce. Padły bardzo mocne słowa z ust polityków, niespotykane dotąd z okazji wcześniejszych aktów gloryfikacji zbrodniarzy z OUN-UPA. Jednocześnie widoczne było zaskoczenie lub zdumienie. Podobnie reagują publicyści i opiniotwórcze osobistości – wskazuje Ewa Siemaszko w artykule dla „Naszego Dziennika”.

Niewątpliwie Zełenski wywołał wstrząs, bo przecież byliśmy dumni z udzielanej pomocy od początku wojny Rosji przeciw Ukrainie. Dostarczaliśmy broń, zapewniamy nie tylko militarne zaopatrzenie, ale też udzielamy pomocy humanitarnej, medycznej, a współpraca międzypaństwowa w różnych dziedzinach od lat odbywa się z przeważającym wkładem polskiej strony. Wszystkim wydawało się, że zostanie to docenione i Ukraina „dojrzeje” do weryfikacji oceny działań OUN-UPA.

Świadoma banderyzacja

Diametralnie różne postrzeganie przez Polskę i Ukrainę wspólnej historii, a szczególnie okresu II wojny światowej, nie jest problemem ostatnich kilku lat. Od powstania niezależnego państwa ukraińskiego w 1991 r. Ukraińcy wypracowywali nową historię narodową, wyzwalając ją z sowieckiej wizji, a jednocześnie tworząc heroiczny mit formacji nacjonalistycznych walczących o niepodległość Ukrainy, w tym głównie UPA, pomijając przy tym zbrodniczość ideologii, na której były oparte i przemilczając zbrodnie ludobójstwa na Polakach. Budowanie kultu UPA, a także Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, z której wywodzi się UPA, odbywało się stopniowo, z ogromnym poparciem ukraińskiej emigracji. W ten proces zaangażowani byli najpierw byli członkowie OUN i UPA, czyli „weterani”, środowiska społeczne, z których pochodzili, zorganizowane w stowarzyszenia, a z czasem dołączali publicyści, historycy, różne media, politycy lokalni i ze szczebli centralnych, działacze kulturalni, pracownicy oświaty, urzędnicy państwowi i samorządowi, artyści, pisarze.

Przez pierwsze lata po uzyskaniu przez Ukrainę suwerenności upowszechnianie kultu UPA, nazywane u nas banderyzacją od nazwiska przywódcy OUN i wzorca ideowego UPA Stepana Bandery, obejmowało wyłącznie obszar wchodzący w skład II Rzeczypospolitej, czyli Ukrainę Zachodnią. W kolejnych latach przesunęło się na Ukrainę Centralną i weszło na tereny wschodnie, gdzie nie spotkało się z powszechną akceptacją. Zauważmy, że banderyzacja Ukrainy trwa już 36 lat. Dla Polaka podróżującego po Ukrainie w sprawach służbowych czy turystycznie wszędzie są widoczne banderowskie symbole, jak np. flagi, pomniki, nazwy ulic i obiektów użyteczności publicznej, uroczystości, których na przestrzeni tych lat stale przybywało. Zatem, biorąc pod uwagę ogromne natężenie kontaktów polsko-ukraińskich, Polacy, a głównie politycy, powinni mieć świadomość, jak mocno zakorzeniła się gloryfikacja banderyzmu i nie być zszokowani nadaniem jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. A tymczasem materialne przejawy kultu UPA to nie wszystko: jest on wdrożony w systemie szkolnym, nacjonalistyczna ideologia jest obecna w organizacjach dziecięcych i młodzieżowych.

Bezowocny dialog

Bardzo często w naszej przestrzeni publicznej padają tłumaczenia, że Ukraińcy nie znają zbrodni UPA na Polakach i dlatego kult UPA stał się państwowy i powszechny. Można z tym się zgodzić w odniesieniu do zwykłych ludzi żyjących w centrum czy na wschodzie Ukrainy, ale nie na zachodniej Ukrainie, jednakże to nie zwykli ludzie kształtują politykę historyczną państwa, lecz z pomocą historyków i działaczy politycy, urzędnicy, oświatowcy, publicyści, społecznicy. A właśnie te grupy społeczne są obeznane z całokształtem działań OUN i UPA, ale odrzucają niewygodny wizerunek nacjonalistycznych formacji.

Z polskiej inicjatywy w przeciągu 36 lat odbyło się bardzo dużo polsko-ukraińskich historycznych konferencji, seminariów, sympozjów, debat, spotkań, na których poruszana była działalność OUN-UPA wobec ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a w mniejszym zakresie na terenach południowo-wschodniej współczesnej Polski. Uczestniczyli w nich polscy i ukraińscy historycy. Były to wydarzenia ograniczone do niewielkiego grona specjalistów i zainteresowanych problemem. Choć nie zawsze strona polska wystarczająco dobitnie przedstawiała zbrodnie UPA, to jednak na większości spotkań zaprezentowaliśmy udokumentowane stanowiska w pełni oddające prawdę o zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej. Nawet jeśli historycy ukraińscy nie byli w stanie zaprzeczyć zbrodniom, to uzasadniali je rzekomymi lub wyolbrzymionymi polskimi winami, kwestionowali fakty, pomniejszali rozmiary zbrodni, równali ludobójstwo UPA z akcjami obronnymi i aktami odwetu i odrzucali kwalifikację zbrodni UPA na Polakach jako ludobójstwo, wysuwając fałszywe interpretacje i określenia ukrywające prawdziwy charakter zbrodni. Wszystkie polskie publikacje na temat OUN-UPA – a jest ich wiele – są na Ukrainie doskonale znane.

Niezbędna jest zatem konstatacja, że prowadzony od 1992 r. (od pierwszej konferencji polskich i ukraińskich historyków w Podkowie Leśnej) historyczny dialog nie miał żadnego wpływu na stosunek do UPA elit ukraińskich, a Ukraińcy mają wiedzę o zbrodniach ludobójstwa popełnionych przez „bohaterów UPA”, OUN i całe nacjonalistyczne otoczenie tych formacji, a także zdają sobie sprawę z ciężaru moralnego heroizacji UPA. W postawie akceptacji zbrodni poprzez gloryfikację jej sprawców tkwi także akceptacja ideologii integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, która jest faszystowska, a nawet przez niektórych badaczy określana jako nazistowska. To właśnie ta ideologia sankcjonowała zbrodnię jako sposób osiągania narodowych celów i do niej zachęcała, zatem państwo ukraińskie uformowało tradycję niepodległościową w oparciu o faszystowską ideologię. Rosja wykorzystuje to jako argument dla usprawiedliwienia swej agresji na Ukrainę, głosząc, że faszystowska Ukraina zagraża Rosji, co dla społeczeństwa rosyjskiego jest przekonującym i mobilizującym uzasadnieniem wojny. Nie powstrzymuje to jednak Ukrainy przed kultem UPA.

Potrzebny gest siły

Większość polskich polityków i intelektualistów przez trzydzieści kilka lat nie dostrzegało, że heroizacja UPA i stymulacja nacjonalizmu ukraińskiego przez państwo ukraińskie jest niebezpieczne. Dopiero teraz nastąpiło ocknięcie i oburzenie, a wcześniej uważano, że jeszcze nie czas, by wywierać jakiekolwiek naciski na Ukrainę powstrzymujące banderyzację. Odbywało się w Polsce hamowanie i utrudnianie podejmowania tematu ludobójstwa ukraińskiego, prowadzenia badań, organizowania upamiętnień, negowanie kwalifikacji zbrodni jako ludobójstwo i oskarżanie środowisk dbających o pamięć ofiar o psucie stosunków polsko-ukraińskich – przy bierności w stosunku do budowania fałszywej historii i pamięci na Ukrainie.

Zadziwiające, że w Polsce zarzut psucia stosunków polsko-ukraińskich był kierowany do dbających o prawdę historyczną, chrześcijańskie wartości, pamięć ofiar, a nie do Ukraińców fałszujących historię i poniżających ofiary. Jakże krótkowzroczna była to wizja dobrych stosunków z Ukrainą, która wielokrotnie dawała nam do zrozumienia, że nie zależy państwu ukraińskiemu na Polsce, a tylko na korzyściach przez nią zapewnianych. Przypomnę dla przykładu tylko dwa znamienne fakty z ostatnich lat intensywnej polskiej pomocy Ukrainie w wojnie z Rosją: oskarżenie Polski podczas debaty generalnej ONZ w 2023 r. o współdziałanie z Rosją w związku z embargiem na ukraińskie zboże, a w 2025 r. „posadzenie” przez Zełenskiego polskiego premiera w innym wagonie niż trzej europejscy przywódcy, gdy wszyscy jechali na to samo spotkanie z Zełenskim w Kijowie. Przez trzydzieści kilka lat niepodległej Ukrainy nasze elity nie zauważyły, że sąsiadujące ze sobą państwa należą do innych cywilizacji, że mentalność Wschodu jest odmienna od mentalności zachodniej. Postsowiecka Ukraina jest państwem Wschodu, gdzie metody dialogu i perswazji nie odnoszą skutku, liczy się tylko siła.

Czy jesteśmy w stanie pokazać w tej chwili siłę? Niech odpowiedzą na to sprawujący władzę. Jednakże jaka by nie była odpowiedź, konieczny jest gest potrząsający Zełenskim, stawiającym za wzór ludobójczą UPA wojsku ukraińskiemu. Odebranie mu Orderu Orła Białego to obrona godności ofiar, a także sygnał, jak niebezpieczna może być Ukraina w przyszłości, przede wszystkim dla Polski.

Ewa Siemaszko/Nasz Dziennik

drukuj