[NASZ DZIENNIK] Szef ukraińskiego IPN neguje ludobójstwo wołyńskie dokonane przez OUN-UPA na Polakach
Kolejna prowokacja ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Jego szef neguje ludobójstwo na Wołyniu – alarmuje „Nasz Dziennik”.
Szef tej instytucji Ołeksandr Ałfiorow udzielił wywiadu portalowi Ukrainska Prawda, w którym celowo uderza w pamięć pomordowanych przez Ukraińców w czasie ludobójstwa wołyńskiego, a także w polską wrażliwość na temat prawdy o wydarzeniach z lat 1939-1947. Deprecjonuje także polskie ustalenia naukowe dotyczące przeszłości, uznając je za „budowane na emocjach”.
„Tragedia wołyńska to jeden z państwowotwórczych mitów Polski. Nie mit, nie legenda, lecz jeden z kluczowych elementów polskiej wielkiej narracji. Oni odbierają to nie w liczbach, lecz w emocjach” – twierdzi Ołeksandr Ałfiorow.
Próbuje narzucić opinię, że Polska sprowadziła tę kwestię na poziom polityki, a nie nauki.
Wobec kłamstw Ukraińca protestuje Instytut Pamięci Narodowej.
– Ilość bzdur, które ten człowiek wyraził w wywiadzie, jest tak ogromna, że to go dyskwalifikuje jako naukowca i historyka. Wywiad jest pełny nieprawdziwych tez. Ałfiorow robi to po to, aby promować obowiązującą na Ukrainie wersję historii, taką, która nie ma nic wspólnego z prawdą – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.
W wywiadzie Ałfiorow przeczy ustaleniom naukowców, że rzeź wołyńska była ludobójstwem. Nazywa ją… „lokalnym epizodem”, i to ograniczonym rzekomo do jednego regionu.
– To nie był epizod ani lokalny konflikt. To było zaplanowane ludobójstwo, przeprowadzone z pełną świadomością, wymierzone w bezbronną ludność cywilną – mówi dr Michał Siekierka, wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów.
Jak dodaje, ekshumacje w wielu miejscach wykazały, że ofiarami byli cywile, głównie kobiety, dzieci i starcy, pomordowani w sposób całkowicie bestialski tylko dlatego, że byli Polakami.
– Ołeksandr Ałfiorow, podkładając ogień pod relacje polsko-ukraińskie, służy Rosji. Ten urzędnik robi dużo więcej złego niż cała rosyjska propaganda. A przecież głównie w interesie Kijowa jest to, aby Polska i Ukraina miały dobre relacje. Te uda się zbudować dopiero wtedy, gdy Ukraińcy rozliczą się z przeszłością – ocenia w rozmowie z nami dr Jarosław Sellin, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.
To nie pierwszy już raz, gdy ukraińscy urzędnicy uderzają w pamięć o osobach bestialsko pomordowanych podczas rzezi wołyńskiej. Prym w tym wiedzie ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Wypowiedź szefa tej instytucji, w której ludobójstwo na Wołyniu zostało nazwane „państwowotwórczym mitem Polski”, a samo wydarzenie sprowadzono do lokalnego wymiaru, jest czymś więcej niż tylko zwykłą opinią.
– To tworzenie alternatywnej rzeczywistości, to celowe kłamanie, a także niszczenie relacji między naszymi narodami – wskazuje dr Jarosław Sellin.
Ołeksandr Ałfiorow, w ocenie prof. Mieczysława Ryby, wypisał się z grona ludzi, z którymi warto rozmawiać o historii.
– Bo po co to robić? Jeżeli jego obecność na konferencjach naukowych ma się sprowadzać jedynie do tego, że będzie przeczyć faktom i zdrowemu rozsądkowi, będzie prowokować i głosić najbardziej szkodliwą propagandę – akcentuje historyk.
Wywiad, którego udzielił szef ukraińskiego IPN, pokazuje kierunki, w których podąża ukraińska propaganda historyczna – pisana przez tamtejsze służby. Trudno zakładać, że tego typu teorie pojawiły się w przestrzeni publicznej bez wyraźnej zgody ośrodków rządowych. Warto przypomnieć, że w sierpniu 2025 roku wicepremier Ukrainy Taras Kaczka odbył rozmowę telefoniczną z szefem polskiej dyplomacji Radosławem Sikorskim. Opublikował nawet zdjęcie z tej rozmowy. A na nim znajdowały się dwie książki – „Fantomowe ciało króla” Jana Sowy, która dowodzi, iż polska szlachta prowadziła politykę kolonialną na Wschodzie, oraz „Pińskie błota” Sławomira Łotysza o rzekomej kolonizacji Polesia przez I RP. Rok wcześniej, w sierpniu 2024 roku, minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba podczas Campusu Polska wysuwał roszczenia terytorialne wobec Polski. W trakcie jednej z odpowiedzi porównał ludobójstwo na Wołyniu do akcji „Wisła”.
– Czy zdajesz sobie sprawę z operacji „Wisła” i roli Olsztyna w tej operacji? Czy zdaje sobie pani sprawę, czym była operacja „Wisła”? Wie pani, że ci wszyscy Ukraińcy zostali przymusowo wygnani z terytoriów ukraińskich, żeby zamieszkać w Olsztynie – mówił w obecności szefa MSZ Radosława Sikorskiego.
Rozmywanie odpowiedzialności
Ołeksandr Ałfiorow twierdzi, że polskie ustalenia dotyczące rzezi wołyńskiej są emanacją emocji, a nie faktów i prac naukowych. To wydarzenie nazywa „państwowotwórczym mitem Polski”.
– Twierdzenie, że Polska zamiast faktów wybiera emocje, jest nie tylko fałszywe, ale zwyczajnie obraźliwe. To właśnie strona polska od lat opiera się na dowodach: relacjach świadków, dokumentach, materiałach archiwalnych, i wreszcie na tym, czego nie da się już relatywizować, czyli na wynikach ekshumacji – przypomina dr Michał Siekierka.
Co więcej, Ukraińcy próbują forsować tezę, jakoby w latach 1939-1947 trwał „konflikt” polsko-ukraiński, którego skutkiem były ofiary po obu stronach. Na podparcie tych tez Ukraińcy posługują się ustaleniami Ihora Hałagida, naukowca ukraińskiego pochodzenia z Uniwersytetu w Gdańsku, jakoby Polacy zamordowali wówczas nawet 28 tys. Ukraińców.
– To klasyczny przykład ukraińskiego symetryzmu, który od początku ma jeden cel: rozmyć odpowiedzialność. Próbuje się tworzyć obraz starcia dwóch równorzędnych stron, stosujących te same metody i dopuszczających się podobnej skali zbrodni. To nieprawda – stwierdza dr Michał Siekierka.
Napastnikami były formacje OUN i UPA, ofiarami przede wszystkim polska ludność cywilna.
– Najliczniej ginęły kobiety, dzieci i starcy. Ofiarami byli zresztą nie tylko Polacy, ale też przedstawiciele innych narodowości, zamieszkujący przedwojenne terytoria Rzeczypospolitej: Żydzi, Czesi, Słowacy czy Ormianie – zwraca uwagę rozmówca.
Należy też przypomnieć, że OUN-UPA równie brutalnie mordowała Ukraińców, którzy stanęli w obronie swoich sąsiadów lub też swoich najbliższych z rodzin mieszanych.
– Jeśli więc mówi się o „ukraińskich ofiarach”, to trzeba uczciwie zapytać, czy strona ukraińska zalicza do nich tych, których zamordowali inni Ukraińcy za odruch człowieczeństwa, czy obchodzi ich los tylko zbrodniarzy z OUN – podnosi dr Michał Siekierka.
Ekshumacje w Puźnikach, a także w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscach, gdzie strona ukraińska w końcu zgodziła się respektować prawo międzynarodowe, jednoznacznie to potwierdzają.
– Pierwsze odkryte szczątki należały do kobiet i dzieci. To nie jest „polska interpretacja”, to jest namacalny dowód. W tej sprawie nie istnieje żadna „polska narracja” rozumiana jako konstrukcja ideologiczna. Są fakty, są kości, są czaszki z widocznymi śladami przemocy, są wspomnienia nielicznych już naocznych świadków – zaznacza dr Michał Siekierka.
Jeśli ktoś buduje swoją narrację, to jest to strona ukraińska, która od lat próbuje przykryć prawdę opowieścią o rzekomej polskoukraińskiej wojnie, która nigdy nie miała miejsca.
– Samo nazywanie ludobójstwa „wydarzeniami” jest krzywdzące i lekceważące wobec ofiar – dodaje dr Michał Siekierka.
Jeszcze bardziej szokuje fakt, że ukraińska propaganda wprost zaczyna wybielać dwóch zbrodniarzy – Stepana Banderę i Romana Szuchewycza.
„Szukają rozkazów Szuchewycza. Nie było ich. Demonizują Banderę. Można demonizować, ale trzeba zostawić narodowe historie państwom, w których one się tworzą” – mówił Ołeksandr Ałfiorow.
Tymczasem Stepan Bandera został już w 1936 roku uznany przez polski wymiar sprawiedliwości za terrorystę i zbrodniarza, skazanego na karę śmierci, zamienioną na dożywocie.
– Takiemu człowiekowi nigdy nie powinno się stawiać pomników. To była postać przesiąknięta złem – zauważa prof. Mieczysław Ryba.
Z kolei Roman Szuchewycz to postać, którą widzimy na zdjęciach w mundurze niemieckiego Wehrmachtu.
– To człowiek związany chociażby z batalionem „Nachtigall”, uczestniczącym w 1941 roku we Lwowie w pogromach ludności żydowskiej. Jeśli to nie jest wystarczający dowód na bycie zbrodniarzem wojennym, to trudno sobie wyobrazić, co miałoby nim być. Gdy przywódcy nie odpowiadają za czyny swoich formacji, to rodzi się zasadnicze pytanie: za jakie konkretne dokonania są dziś wynoszeni na piedestał i honorowani pomnikami na Ukrainie? – pyta dr Michał Siekierka.
Na uczczenie czekają natomiast ofiary rzezi. W ostatnich dniach Stowarzyszenie Huta Pieniacka wystosowało pismo do ambasadora Ukrainy w Polsce, domagając się wiążących decyzji umożliwiających przeprowadzenie prac ekshumacyjnych. Huta Pieniacka to symbol martyrologii Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. 28 lutego 1944 roku w nieistniejącej już dziś wsi w obwodzie lwowskim zamordowano około 850 osób, a wieś została zrównana z ziemią.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik



