fot. flickr.com

Tanzania: W wyborach starcie ocalonego z zamachu idola klasy średniej z „ojcem narodu”

Choć nie brakuje chętnych w wyścigu do fotela prezydenckiego w Tanzanii, to dzisiejsze wybory są starciem głównie dwóch polityków: rządzącego krajem od pięciu lat „ojca narodu” Johna Magufuliego oraz Tundu Lissu – idola klasy średniej i wielkomiejskiej młodzieży, który ocalał z zamachu.

Tundu Lissu to polityk, który powrócił na tanzańską scenę polityczną po niemal trzyletniej nieobecności. Od 2017 r. leczył się w Belgii po nieudanym zamachu na jego życie, kiedy to ocalał szesnastokrotnie postrzelony. Po powrocie do kraju Tundu Lissu, kandydat trwale związany z partią Chadema, rozpoczął swoją kampanię wyborczą od mocnych wystąpień, w których zarzucał urzędującemu prezydentowi i jego obozowi politycznemu cenzurę, represje wobec politycznych konkurentów i nieprzestrzeganie demokratycznych procedur.

Tundu Lissu został nawet objęty 7-dniowym zakazem prowadzenia kampanii w związku ze swoimi wypowiedziami. Na przełomie września i października, jak donosił Reuters, konwój wiozący polityków ugrupowania Chadema, w tym samego Tundu Lissu, został zaatakowany, a napastnicy mieli użyć gazu łzawiącego. Ponadto Chadema zarzuca rządzącej partii Chama Cha Mapinduzi (CCM) zbombardowanie biur w Aruszy – na północy kraju.

„Reżim się boi i dlatego robią wszystko, co w ich mocy, by walczyć z moją kampanią, używając wszelkich narzędzi władzy” – mówił Tundu Lissu po starciach z napastnikami na początku października.

Kandydat partii Chadema jest popularny przede wszystkim wśród tanzańskiej klasy średniej i wielkomiejskiej młodzieży, poruszającej się swobodnie w mediach społecznościowych i mającej dostęp do niezależnej informacji. Zwolennicy uznają go za osobę charyzmatyczną i owianą legendą, która niemal zginęła za swoje przekonania polityczne.

Tundu Lissu cieszy się też popularnością na arenie międzynarodowej zarówno z uwagi na głoszone przez niego poglądy dotyczące konieczności przestrzegania standardów demokratycznych, jak i współczucie i sympatię związane z jego doświadczeniami z ostatnich lat – zamachem na życie i długotrwałym procesem leczenia za granicą.

Kandydat Chademy jest jednak stosunkowo mało znany i popularny w małych miasteczkach i na obszarach wiejskich, które stanowią większość głosujących.

Te regiony to obszar zdecydowanej dominacji urzędującego od pięciu lat i ubiegającego się o reelekcje Johna Magufuliego. Obecny prezydent reprezentuje obóz rządzący krajem od pięćdziesięciu lat (a właściwie prawie sześćdziesięciu lat) od odzyskania niepodległości najpierw Tanganiką, a następnie po połączeniu z Zanzibarem – Tanzanią.

John Magufuli, określany przez swoich oponentów jako „Buldożer’, wśród ludności na obszarach wiejskich i w małych miasteczkach postrzegany jest jako „ojciec narodu”, który rządzi twardą, ale sprawiedliwą ręką. Do tej grupy trafia przekaz Johna Magufuliego i jego zaplecza w CCM, zgodnie z którym kluczowe dla Tanzanii jest w chwili obecnej zwalczenie korupcji, przede wszystkim w aparacie administracyjnym oraz industrializacja kraju.

Za to ostatnie jest również krytykowany przez Chademę i inne ugrupowania, w tym partię ACT Wazalendo. John Magufuli zarówno w kampanii wyborczej pięć lat temu, jak i obecnie głosił obietnice realizacji ogromnych projektów infrastrukturalnych.

Społeczność wiejska i pochodząca z małych miast szczególnie wspiera takie zapowiedzi, jak np. budowę centralnej magistrali kolejowej z Dar es Salaam do Rwandy, Burundi i Demokratycznej Republiki Konga, stworzenie wielkiej tamy na rzece Rufiji w parku narodowym im. Juliusa Nyerere, czy budowę asfaltowych dróg do każdego regionu kraju.

Choć w Tanzanii nie publikuje się żadnych sondaży przedwyborczych, tak według oczekiwań obserwatorów John Magufuli bez większych problemów powinien wygrać ten wyścig i wzmocnić swoją kontrolę nad trzecią co do wielkości gospodarką Afryki Wschodniej.

Poparcie dla rządzącego ugrupowania nieznacznie spadło na przestrzeni wyborów z 2015 i 2010 r., jednak jego pozycja wydaje się wciąż niezagrożona. Jednocześnie organizacje międzynarodowe takie jak Human Rights Watch i Reporterzy bez Granic, alarmują, że nasilają się represje wobec opozycji, grup aktywistów oraz mediów.

PAP

drukuj