Rząd Donalda Tuska zaniedbuje polskich rolników

Dialog z rolnikami, wsparcie finansowe i walka z biurokracją – tak Stefan Krajewski podsumował swoje pierwsze 90 dni jako minister rolnictwa. Wśród rolników takiego entuzjazmu nie ma. Skarżą się na sprzedaż płodów rolnych poniżej kosztów produkcji i boją się zalewu tańszych produktów z krajów Mercosuru i Ukrainy.

Przez półtora roku jako wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi – teraz już jako szef resortu – Stefan Krajewski swoje pierwsze 90 dni rządzenia uważa za dobre, a to za sprawą m.in. dialogu z rolnikami.

– Tych spotkań faktycznie było dużo. Niektórzy liczyli, że było 50 spotkań w terenie, ja liczyłem ich około 90 – zaznaczył Stefan Krajewski.

Wśród priorytetów minister  rolnictwa i rozwoju wsi wymienił m.in. ustawę o Aktywnym Rolniku, która zmieni zasady przyznawania dopłat i wejdzie w życie w marcu. Stefan Krajewski wskazywał na wartość eksportu polskich artykułów rolno-spożywczych. W zeszłym roku wyniosła ona ok. 230 mld złotych.

Przodujemy w UE, jeśli chodzi o wysyłkę drobiu, jaj, nabiału czy wołowiny – mówił.

– Otwieramy się na nowe kierunki. Powołujemy i za chwilę będą funkcjonować radcowie rolni po to, by docierać do jak największej rzeszy konsumentów na świecie – zapowiedział szef resortu rolnictwa.

Tymczasem rekordowych wolumenów eksportu nie odczuwają rolnicy. W tym roku wielu gospodarzy musiało podjąć decyzję – samozbiory lub pozostawienie płodów na polu. Powód? Niskie ceny w skupach – wskazał rolnik, Antoni Skura.

– Zdarzają się takie sytuacje, że nie można sprzedać tego, co się wyprodukowało. Na Zamojszczyźnie znamy takich przypadków trochę. Dotyczy to pomidorów, papryki, ziemniaków. Potrzebne jest uregulowanie rynku – akcentował Antoni Skura.

Na rynku zbóż podobna sytuacja. Tona pszenicy paszowej kosztuje ok. 550 zł. Konsumpcyjna jest niewiele droższa – około 700 zł. Z uwagi na dość obfity rok skupy zboża nie chcą brać towaru od gospodarzy. Pojawił się apel do ministra od Izb Rolniczych.

– W tej chwili Krajowa Rada Izb Rolniczych złożyła wniosek o dopłaty dwieście złotych do tony zbóż – podkreślił Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Kilka dni temu nadszedł kolejny cios, ponieważ liberalno-lewicowa koalicja, przy pomocy części posłów PiS, przegłosowała ustawę stopniowo wygaszającą przemysł futrzarski. W branży pracują tysiące ludzi. Generuje ok. 350 mln zł zysku rocznie.

Decyzją polityków wyprowadzamy z Polski dochodowy biznes – wskazał dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, Monika Przeworska.

– To jest właśnie to magiczne wspieranie Rosji i Ukrainy, bo trzeba przyznać, że tam sektor hodowli zwierząt futerkowych naprawdę się rozwija, w związku z czym ktoś zarobi. Tylko nie będzie to Polska – zaznaczyła Monika Przeworska.

Stracić może przy okazji branża drobiarska, która sprzedaje odpady fermom futerkowym. Rolnicy zwracają uwagę na fakt, że za moment w ogóle nie będzie dyskusji o rolnictwie, a to wszystko za sprawą umowy UE–Mercosur, która pogrąży polskie gospodarstwa. Premier Donald Tusk nie dostrzega tego zagrożenia.

– Dlaczego my się obawiamy, że przyjedzie argentyńska wołowina, znajdzie się w sklepie i będzie atrakcyjniejsza dla Polaka? Nie. Ja chcę, żeby Polacy kupowali polską wołowinę – zapewniał Donald Tusk.

W Brukseli na ukończeniu jest także umowa o wolnym handlu między UE a Ukrainą.

Te działania mają jeden cel – podsumował były wiceminister rolnictwa, Krzysztof Ciecióra.

– Mają przetrwać tylko ci najwięksi i najsilniejsi. Mają oni współtworzyć zachodnie i wschodnie agroholdingi, a polskie rolnictwo ma już nie być rodzinnym, zróżnicowanym rolnictwem – wskazał Krzysztof Ciecióra.

Jeśli nie będzie zauważona zmiana w polityce rządu – związki rolnicze zapowiadają ogólnopolskie protesty od połowy listopada.

TV Trwam News

drukuj