(fot. PAP)

Rozmowy o niemieckiej płacy minimalnej

Ministrowie Pracy Polski i Niemiec będą dziś rozmawiać nt. płacy minimalnej obowiązującej na terenie Federalnej Republiki Niemiec.

Ustawa uderza w polskie firmy transportowe. Szefowa resortu pracy Andrea Nahles zapowiedziała już, że nie zgodzi się na żadne rozmiękczanie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu. Według władz w Berlinie stawka obowiązuje również kierowców z firm transportowych spoza Niemiec.

Maciej Wroński, prezes Związku Transport i Logistyka, mówi że nikt nie chce rozmiękczać przepisów. Przedstawiciele branży chcą, aby były one stosowane zgodnie z dyrektywą dot. delegowania pracowników.

– To dotyczy tych pracowników, którzy czasowo swoje centrum życiowe, ze względu na wykonywany kontrakt pracy, czy jakiekolwiek inne zadanie, przenoszą na teren innego państwa członkowskiego. Kierowca wyjeżdżając z w podróż służbową nie przenosi swojego centrum do Niemiec, bardzo często jego kontakt z ziemią niemiecką to jedynie 45 minutowa pauza, jeżeli wyjdzie z kabiny żeby skorzystać z toalety. W związku z tym generalnie biorąc ratio legis tych przepisów nie jest w żaden sposób uzasadnione. Natomiast jeżeli będziemy się przepychali na argumenty prawne Niemcy niewątpliwie sprawę przegrają, ale nastąpi to za rok, albo dwa lata. Moim zdaniem błąd popełniła pani premier – powiedział Maciej Wroński.       

Wczoraj w Berlinie rozmawiała z niemieckim ministrem transportu i infrastruktury cyfrowej Alexandrem Dobrindtem szefowa Ministerstwa Infrastruktury Maria Wasiak.

Od początku roku w Niemczech obowiązuje minimalna stawka za godzinę w wysokości 8,5 euro. W praktyce każda firma transportowa, której pojazd przejeżdża tranzytem przez terytorium Niemiec, musi płacić swoim kierowcom wysokie stawki.

RIRM

drukuj