Rolniku, radź sobie sam

Z Mieczysławem Nowackim, sygnatariuszem Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich z 1981 r., członkiem Zarządu Krajowego Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie były największe sukcesy Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich z 1981 r.?

– Restrykcyjna polityka PRL-owskich władz powodowała niezadowolenie społeczne. Wyrazem buntu były tworzące się nielegalne wówczas struktury ruchu związkowego na wsi. Skutki wrogiej wobec wsi polityki komunistycznych władz odczuwali zwłaszcza mieszkańcy południowej i południowo-wschodniej Polski, w tym rolnicy z Bieszczadów, gdzie dysproporcje między ówczesną władzą a społeczeństwem były najbardziej widoczne.

Widać to było chociażby w ośrodkach rządowych na terenie Bieszczadów: w Arłamowie, Mucznem i Wołosatem, gdzie władza się bawiła, a rolnik stawał się coraz bardziej ubogi. To m.in. tu zaczął tworzyć się niezależny ruch chłopski, a Rzeszowszczyzna była miejscem, gdzie w obliczu narastającej biedy i niesprawiedliwości społecznej zrodził się największy w okresie PRL protest polskich chłopów. Jego kulminacją były strajki w Ustrzykach Dolnych od 29 grudnia 1980 do 20 lutego 1981 r. i w Rzeszowie od 2 stycznia do 19 lutego 1981 r. Pierwsze z Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich ze stroną rządową kończące 50-dniowy ogólnopolski strajk robotniczo-chłopski zawarto z 18 na 19 lutego w Rzeszowie, a drugie 20 lutego 1981 r. w Ustrzykach Dolnych.

Udało się nam wówczas wywalczyć m.in. gwarancje nienaruszalności chłopskiej własności wraz z prawem do dziedziczenia, zrównanie w prawach rolników indywidualnych z rolnictwem państwowym i spółdzielczym oraz zniesienie ograniczeń w obrocie gruntami rolnymi. Skutkiem tych naszych protestów było też utworzenie w maju 1981 r. NSZZ „Solidarność” RI. Pod naciskiem władze PRL zgodziły się także na realizację postulatów światopoglądowych dotyczących m.in. swobody w budownictwie sakralnym oraz dostępie do praktyk religijnych na koloniach dla dzieci, a także w więzieniach czy w wojsku. Uzyskaliśmy też zapewnienie zwiększania nakładu prasy katolickiej. Porozumienia zawierały program reformy rolnictwa, którego założenia niestety do dzisiaj nie zostały w pełni zrealizowane.

Dlatego dziś znów musimy walczyć o prawa polskiego rolnika. Jednak doświadczenia, jakie zdobyliśmy wówczas, zaowocowały w ostatnich latach m.in. Konstytucją Polskiej Wsi.

Po 33 latach od tych porozumień co dzisiaj jest największym problemem polskiej wsi?

– Politycy i media jako największy problem polskiej wsi przedstawiają problemy finansowe. Przed akcesją naszego kraju do struktur europejskich zapewniano, że polskiego rolnika czeka sielanka. Okazało się to nieprawdą, a dopłaty, jakie otrzymuje polski rolnik w porównaniu do rolników tzw. starej Unii wyglądają jak jałmużna. Polska jest tak różnorodna pod względem terenów, ziemi, że przy odpowiedniej polityce, mądrym gospodarowaniu i wymianie doświadczeń oraz stworzeniu warunków do rozwoju spółdzielczości mogłaby być samowystarczalna żywnościowo.

To zagwarantowałoby nam z jednej strony bezpieczeństwo i pewną niezależność żywnościową, a z drugiej zwiększenie eksportu naszej żywności z korzyścią dla rolników i producentów. Tymczasem nie ma do tego warunków, a kolejne polskie rządy serwują nam – pod dyktando UE nowe przepisy, które nie mają nic wspólnego z naszym ustrojem rolnym ani z utrzymaniem gospodarstw rodzinnych. Wręcz przeciwnie, gospodarstw rodzinnych ubywa. Obecny rząd nie robi nic, by polski rolnik był na równi z rolnikami z innych krajów, tym sposobem funkcjonujemy jak wierni poddani UE.

Rolnicy widząc, co się dzieje i nie oglądając się na pomoc ze strony rządu, sami zaczynają działać, kierując się polską tradycją i doświadczeniem pokoleń, a wszystko po to, żeby nie zniszczyć dorobku przodków.

Podkreśla Pan, i słusznie, że państwo nie robi w zasadzie nic, aby pomóc rolnikom w gospodarowaniu i rozwijaniu się. Jakby tego było mało, polski rolnik musi dziś bronić ziemi, która jest sprzedawana obcokrajowcom za bezcen. Jakich zabezpieczeń w tej kwestii domagają się polscy rolnicy?

– Przede wszystkim pod rządami koalicji PO – PSL polski rolnik wciąż nie czuje się pełnoprawnym obywatelem państwa. Do tego dochodzi zjawisko wyprzedaży polskiej ziemi cudzoziemcom i trzeba temu postawić tamę. To poważny problem. Polskiej ziemi nie wystarcza dziś dla naszych rolników. Niestety, mają oni dziś mało możliwości i niewielkie szanse powiększenia swoich areałów.

Dotyczy to wszystkich regionów naszego kraju. Warunki, jakie zostały stworzone poprzez złe ustawodawstwo i praktykę przetargów na zakup ziemi, w uprzywilejowanej pozycji stawiają podstawione osoby, za którymi stoi kapitał zagraniczny, który wykupuje polską ziemię. Mimo iż problem ten wielokrotnie był podnoszony, chociażby w ubiegłym roku na terenie Szczecina, co zresztą odbiło się echem w całej Polsce, do dziś nie został ustawowo rozwiązany. Na dzień dzisiejszy jest to proceder nielegalny, natomiast od 2016 r. nastąpi otwarcie na wykup polskiej ziemi i będzie się to odbywało w majestacie prawa.

Polscy obywatele, a zwłaszcza rolnicy, stracą szanse na konkurowanie z osobami dysponującymi kapitałem zagranicznym, bo nasze dochody są przynajmniej trzykrotnie niższe niż dochody obywateli innych państw UE. Ważne jest, żeby nie czekać do 2016 r., tylko za wszelką cenę jak najszybciej doprowadzić do ukrócenia procederu wyprzedaży polskiej ziemi.

W niebezpieczeństwie jest nie tylko ziemia, ale także polskie lasy…

– Poprzez kuriozalną, procedowaną w ekspresowym tempie ustawę o lasach, próbuje się wypompować z Lasów Państwowych miliony złotych na rzecz Skarbu Państwa. Istnieją uzasadnione obawy, że osłabi to kondycję lasów, co w konsekwencji może doprowadzić do ich wyprzedaży.

Tymczasem lasy nie są własnością rządu ani tej czy innej opcji politycznej, ale są własnością narodu. Lasy rosną na ziemi, co oznacza, że całe to dobro, które jest naszym kapitałem narodowym i ostoją państwa, nie będzie miało należytej ochrony. Może zatem dojść do zachwiania naszej niezależności gospodarczej i politycznej.

Jakie są największe zastrzeżenia rolników wobec rządu?

– Ten rząd – jak już wspomniałem – nie jest i – co gorsza – nie chce być samodzielny i de facto jest na usługach UE. Nie jestem pewien, czy następny, niezależnie, kto będzie go tworzył, potrafi postawić na pełną niezależność od decyzji Brukseli. Wystarczy wspomnieć tylko ogromnie bulwersującą decyzję Komisji Europejskiej w sprawie ograniczenia substancji smolistych w wyrobach wędliniarskich, co od września może uniemożliwić naszym producentom tradycyjnych wędlin dalszą działalność.

Ten bzdurny przepis dotyczy także producentów serów i ryb. Tymczasem rząd Donalda Tuska, mimo iż o tych restrykcjach było wiadomo już w 2011 r., nie zrobił i w dalszym ciągu nie robi nic, żeby złagodzić te przepisy i pomóc rodzimym producentom. Cóż może być ważniejszego dla rządu niż niezależność gospodarcza. Wobec tego, co się dzisiaj dzieje i co wyprawia ten rząd, nie zawaham się użyć stwierdzenia, że nasze – rolników z 1981 r. doświadczenia związane z przeciwstawieniem się ówczesnemu, komunistycznemu systemowi były drobnostką.

Jakie są główne postulaty skierowane w piątek przez rolników do premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego?

– Jako Stronnictwo Ludowe „Ojcowizna” RP, Ogólnopolski Komitet Protestacyjny w Obronie Polskiej Ziemi, przedstawiciele sygnatariuszy Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich z 1981 r., którzy są także członkami NSZZ „Solidarność” RI, oraz Stowarzyszenie Poszkodowanych Obrońców Ziemi i Ojczyzny skierowaliśmy rezolucję do najwyższych organów państwa, w której domagamy się uruchomienia procedur prawnych, które wprowadzą w życie ustawodawstwo uniemożliwiające sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom dzisiaj, a także ograniczenia tego procederu po 1 maja 2016 r.

Domagamy się także regulacji ustawowej związanej z zapisem konstytucyjnym definicji prawnej ustawowej Rodzinnego Gospodarstwa Rolnego. Wskazaliśmy również, w jaki sposób Porozumienia Rzeszowsko-Ustrzyckie są łamane w zakresie destrukcyjnej działalności i niszczeniu polskich lasów, poprzez wprowadzanie zakazu wędzenia wędlin, serów i ryb, co grozi likwidacją działalności tysiącom polskich podmiotów przetwórstwa rolno-spożywczego. Chodzi nam również o właściwe regulacje prawne dotyczące zasad sytuowania farm wiatrowych, które na razie są lokalizowane bez zgody społeczności wiejskiej i okolicznych mieszkańców, których ten problem dotyka. Kolejna sprawa dotyczy tego, że często inwestorem tego typu przedsięwzięć jest kapitał zagraniczny, w którego ręce poprzez dzierżawę przechodzi ziemia, na której wiatraki są posadowione. To, o czym mówimy, nie są to tylko problemy wsi i rolników, dlatego wzywamy wszystkich obywateli, aby się tego typu procederom skutecznie przeciwstawili.

W ubiegłym roku uczestnicy obchodów Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich powołali Ogólnopolski Komitet Protestacyjny w Obronie Polskiej Ziemi, kierując petycję do premiera Tuska, nie wykluczyli bojkotu przez rolników najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Żaden z postulatów nawet nie znalazł odzewu. Czy zatem ten bojkot jest wciąż aktualny?

– Rzeczywiście żaden z naszych listów i postawionych problemów nie znalazł odpowiedzi od osób czy organów państwowych, do których został skierowany. To oznacza, że państwo z reprezentującymi je organami ma za nic obywateli. Jest projekt stanowiska Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP w postaci uchwały Rady Naczelnej w tej sprawie, który dzisiaj na naszym posiedzeniu zostanie przyjęty. W dalszym ciągu stoimy na stanowisku, że bojkot wyborów do Parlamentu Europejskiego jest najbardziej racjonalną reakcją na to, z czym mamy do czynienia, a o czym wspominałem już wcześniej, mówiąc o ingerencji UE w wewnętrzne sprawy Polski.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj