fot. pixabay.com

Rolnicy domagają się restrykcji wobec importu mięsa z Niemiec w związku z pryszczycą

Rolnicy obawiają się, że groźny wirus, którym jest pryszczyca, przedostanie się z Niemiec do Polski. Główny Lekarz Weterynarii uspokaja, że w Polsce nie odnotowano żadnego przypadku, a w Niemczech nie pojawiło żadne nowe ognisko wirusa. Pomimo tego opozycja i rolnicy domagają się zamknięcia granic na wjazd żywych zwierząt i mięsa z całych Niemczech.

Pryszczyca to zakaźna choroba, która atakuje bydło, świnie, owce i kozy. Wirus przenosi się przez kontakt pomiędzy zwierzętami, ale i za pośrednictwem mięsa czy mleka. Wirusa po kilkudziesięciu latach wykryto w Niemczech. Niemiecki minister rolnictwa obawia się konsekwencji dla niemieckich hodowców.

– W skali globalnej ma to drastyczne konsekwencje dla naszej gospodarki nastawionej na eksport – mówił Cem Özdemir, federalny minister wyżywienia i rolnictwa Niemiec.

Ognisko wirusa wykryto 10 stycznia. Wystarczyło kilka dni, by tak odległe kraje, jak Ukraina, Korea Południowa czy Wielka Brytania wstrzymały import niemieckiego mięsa. Tymczasem do Polski eksport trwa bez ograniczeń. Przeciwko temu zaczęli protestować polscy rolnicy.

Dopiero w miniony poniedziałek, po interwencji rolników, zaczęto kontrolować wwóz zwierząt i mięsa.

– Wszystkie samochody powinny jechać przez bramkę, nie tylko te przewożące żywe zwierzęta. Tam, gdzie jadą zwierzęta, powinna być dezynfekcja wewnątrz samochodów, także daleko nam do ideału – oznajmił Marcin Bereźnicki, rolnik, organizator protestów na granicy z Niemcami.

Pryszczyca może rozprzestrzeniać się w powietrzu nawet do 60 km, a wirus choroby może przetrwać nawet kilka dni w mięsie, na żywych zwierzętach czy pojazdach.

– Nie, u nas nie wykryto żadnego ogniska pryszczycy – wskazał dr Krzysztof Jażdżewski, Główny Lekarz Weterynarii.

Te zapewnienia nie przekonują rolników i opozycji. Niemieccy hodowcy po pojawieniu się pryszczyc zaczęli na masową skalę eksportować do polski żywe zwierzęta i mięso w bardzo niskich cenach. To zabije krajową produkcję.

– Za dwa, trzy miesiące polscy rolnicy nie będą mogli sprzedać swoich tuczników w jakiejkolwiek racjonalnej cenie, bo będą zaraz wszystkie magazyny wyłożone niemieckimi tucznikami i będzie po prostu zastój na rynku, czyli właściwie bankructwa rolników – zauważył Jarosław Sachajko, poseł koła Wolni Republikanie, członek sejmowej komisji rolnictwa.

Istnieje ryzyko, że obok importowanego zdrowego mięsa pojawi się to skażone pryszczycą.

– By natychmiast uszczelnić polską granicę, żeby resort rolnictwa zaczął traktować ten temat poważnie – apelował Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu z Konfederacji.

Zakaz wjazdu do Polski z niemieckimi transportami żywych zwierząt i mięsa  dotyczy tylko obszaru w promieniu 10 km od wykrytego ogniska pryszczycy. Pomimo tego Główny Lekarz Weterynarii przekonuje, że całkowite zamknięcie granic z Niemcami nie jest konieczne, ale służby są gotowe na każdą ewentualność.

– Gdyby tam sytuacja ewoluowała w złą stronę, to zapewne podejmowane by były coraz restrykcyjne i mocniejsze decyzje – mówił dr Krzysztof Jażdżewski.

Niemcy przekonują, iż nie wykryto nowych przypadków choroby. Polska branża rolnicza nie traci czujności. Jedno ognisko pryszczycy może zablokować eksport polskich produktów.

– Katastrofalne miałoby to skutki szczególnie dla eksportu. Jesteśmy potężnym eksporterem. Mamy duży rynek wewnątrz unijny, gdzie zakłady mnóstwo eksportują. Eksportujemy też na kraje trzecie – akcentował Łukasz Wielgat, wiceprezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Rolnicy informują, że jeśli służby i rząd nie będą reagowały adekwatnie do zagrożenia, to sami zablokują przejścia graniczne z Niemcami, jak miało to miejsce dwa lata temu w przypadku niekontrolowanego importu zboża z Ukrainy.

TV Trwam News

drukuj