fot. PAP

Rodzice dzieci niepełnosprawnych będą protestować do skutku

Protest nie tylko w Sejmie, ale również przed gmachem parlamentu. Dziś do Warszawy przyjechali opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych. Podobnie jak opiekunowie dzieci domagają się wypłaty świadczeń w wysokości płacy minimalnej. Spotkanie z ministrem pracy zakończyło się fiaskiem, dlatego pikieta będzie trwała do skutku.

W Sejmie dziewiąty dzień protestują rodzice dzieci niepełnosprawnych. Mają jeden postulat – chcą godnie żyć. Wcześniej żądali świadczenia w wysokości minimalnej pensji, teraz idą na ustępstwa.

– My powoli też już ustępujemy, przedstawiamy kompromis, to nie tak, że my mówimy, że ma to być tak i koniec. My chcemy kompromisu, ale rząd musi również dla nas ten kompromis zrobić – mówi Maja Szulc matka protestująca w Sejmie.

Wczoraj, późnym wieczorem, bez kamer swoje stanowisko przedstawili ministrowi pracy. Dotychczas rząd mówił o stopniowej podwyżce świadczeń, bo tylko na taką są pieniądze. Te byłyby w budżecie gdyby nie patologiczny rynek pracy – ocenia prof. Grażyna Ancyparowicz.

– Gdybyśmy wszystkich opodatkowali i byłyby płacone składki tak jak były płacone przed 1999 r. to mięlibyśmy nadwyżkę w systemie bezpieczeństwa społecznego rzędu 200 mld zł. – zaznacza prof. Grażyna Ancyparowicz.

Do tego koalicja rządząca niegospodarnie, lekką ręką wydaje miliardy złotych – uważa Mariusz Błaszczak z Prawa i Sprawiedliwości.

– Wydano 50 mln zł na portal dla bezdomnych. Przecież to kpina z bezdomnych. Wydano prawie 3 mld zł na pociąg, który nie może wykorzystywać swojej prędkości, bo nie ma torowiska – akcentuje poseł.

Żeby wypłacić świadczenia rodzicom można uruchomić środki z Funduszu Pracy, wykorzystać zyski Narodowego Banku Polskiego, obciąć subwencje na partie polityczne czy oszczędzić na administracji rządowe – wylicza poseł Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk.

– Premier nie chce tych środków dać bo boi się eskalacji roszczeń innych grup społecznych, które słusznie mają domagać się prawa podwyżki świadczeń, które są na poziomie egzystencji – powiedział poseł.

Dosłownie na skraju egzystencji jest wielu z tych, którzy dziś pikietowali przed Sejmem – dorośli niepełnosprawni i ich opiekunowie. Pani Marzena Chys odeszła z pracy by zaopiekować się swoim bratem. Pan Mirosław 4 lata temu doznał urazu głowy. Wymaga całodobowej opieki.

– Brat otrzymuje 800 złotych renty + 200 zł świadczenia pielęgnacyjnego. (…) Od półtora roku nie otrzymuję żadnego świadczenia od państwa, ani ubezpieczenia, ani świadczeń i jestem na utrzymaniu mojego męża – mówi Marzena Chys.

W lipcu ub. roku weszła w życie ustawa, która prawo do świadczenia pielęgnacyjnego uzależniała od uzyskiwanych dochodów. Dla 140 tys. opiekunów oznaczało to wstrzymanie wypłaty świadczenia. Te przepisy zakwestionował Trybunał Konstytucyjny i nakazał ich zmianę. We wtorek rząd przyjął odpowiedni projekt. Opiekunów to jednak nie satysfakcjonuje.

Opiekując się niepełnosprawnymi rezygnują z pracy – dla państwa to oszczędność, dla opiekunów – ciągła walka o przetrwanie. Dlatego domagają się świadczeń w wysokości płacy minimalnej. Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz zaprosił przedstawicieli protestujących na rozmowy. Te zakończyły się fiaskiem.

Opiekunowie niepełnosprawnych dorosłych, podobnie jak dzieci zapowiadają protest do skutku. Dla rządu wybuch tego niezadowolenia – który nietrudno zrozumieć – na starcie kampanii wyborczej jest szczególnie nie na rękę.

 

 

TV Trwam News/RIRM

 

drukuj