fot. PAP

Rodzice dzieci niepełnosprawnych czują się oszukani

Ministerstwo Pracy zamiast zasiłku oferuje rodzicom dzieci niepełnosprawnych tymczasowe zabezpieczenie finansowe, potem aktywizację zawodową. Rodzice są oburzeni. Mówią, że nie tego domagali się podczas protestów, nie takie obietnice padały z usta rządzących. Czują się oszukani.

Jeżeli ministerstwo pracy uważa, że może aktywizować rodzica który przez 40, 50 lat opiekował się chorym dzieckiem, to jest to nieporozumienie. Resort nas nie słucha i udaje, że coś robi – stwierdza Iwona Hartwich, matka niepełnosprawnego Kuby.

W tej formie jest to absolutnie nie do zaakceptowania. Zostaliśmy okłamani przez ówczesną marszałek Kopacz. Mamy na to dowody. Marszałek była orędownikiem uzawodowienia. Mówiła głośno w mediach, że my wykonujemy bardzo ciężką pracę. Dlatego teraz nie wiemy, czy (opiekując się naszymi chorymi dziećmi przez całe życie) wykonujemy ciężką pracę, czy w dalszym ciągu jesteśmy traktowani jak nieroby, bo nie mamy na świadczenia pielęgnacyjne żadnych praw pracowniczych – mówi Iwona Hartwich.

Opiekunowie dzieci niepełnosprawnych na wiosnę okupowali parlament, potem  w październiku protestowali przed kancelarią premiera i Sejmem.

Rodzice podkreślają, że poza podwyżką świadczenia pielęgnacyjnego nic się nie zmieniło. Jeden z najważniejszych postulatów – zabezpieczenie rodziców na wypadek śmierci dziecka nie ma szans na realizację.

Choć wiceminister Elżbieta Seredyn nie wyklucza wprowadzenia w przyszłości dożywotniego wsparcia, teraz zaleca osieroconym rodzicom szukać pracy.

 

RIRM

drukuj