fot. PAP/EPA

Przedstawiciel władz USA: amerykańskie siły nie będą bronić Kurdów w Syrii

Stany Zjednoczone poinformowały w poniedziałek rano dowódcę syryjskich sił kurdyjskich, że amerykańskie wojska nie będą bronić ich przed tureckimi atakami – przekazał agencji Reutera przedstawiciel władz amerykańskich.

Rozmówca agencji, którego nazwiska nie ujawniono, powiedział, że amerykańskie siły ewakuowały dwa posterunki obserwacyjne w przygranicznych miastach Tel Abjad i Ras al-Ajn. Pozostałe siły USA w regionie pozostają na razie na miejscu – dodał.

Wycofanie żołnierzy amerykańskich z obszaru przy granicy z Turcją ogłosił w poniedziałek rano czasu polskiego Biały Dom. O rozpoczęciu wycofywania sił amerykańskich z północnej Syrii poinformował wkrótce po tym prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Dodał, że operację rozpoczęto po jego niedzielnej rozmowie telefonicznej z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Erdogan podkreślił, że rozmowy turecko-amerykańskie w tej kwestii będą kontynuowane.

Turecki prezydent wskazał, że planuje złożyć wizytę w Waszyngtonie i spotkać się z Trumpem w pierwszej połowie listopada. Zapowiedział, że ich rozmowy dotyczyć będą planów „strefy bezpieczeństwa” w północno-wschodniej Syrii oraz wyraził nadzieję, że podczas wizyty uda się rozwiązać spór wokół F-35. Pentagon ostrzega, że kupowane przez Turcję rosyjskie systemy obrony powietrznej S-400 mogą stanowić zagrożenie dla sił powietrznych NATO operujących w tym regionie. Amerykańscy eksperci uważają, że radary zainstalowane w rosyjskiej broni nauczą się dostrzegać i śledzić myśliwce F-35, przez co ich niewykrywalność stałaby się wątpliwa.

Utworzenie strefy bezpieczeństwa w północno-wschodniej Syrii, wzdłuż granicy tureckiej, USA i Turcja uzgodniły w sierpniu. Zdaniem Ankary strefa ta powinna zostać „wyczyszczona” z wchodzących w skład SDF kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG), uważanych przez nią za organizację terrorystyczną. Turcja chce osiedlić tam ok. 2 mln syryjskich uchodźców.

Ankara uważa, że Amerykanie, którzy popierają SDF, nie spieszą się z wprowadzeniem strefy. Waszyngton z kolei ostrzegał przed podejmowaniem jednostronnych posunięć ofensywnych w północno-wschodniej Syrii, gdzie siły USA stacjonują razem z SDF. Sojusz ten odegrał decydującą rolę w pokonaniu ISIS w Syrii.

Waszyngton i Ankara nie mogą również porozumieć się co do szerokości strefy. Turcy domagają się, aby wynosiła ona co najmniej 30 km.

PAP

drukuj