fot. PAP/Art Service

Pos. Z. Ziobro: Fakty są takie, że list gończy nie ma w ogóle do mnie zastosowania. Tutaj chodzi o hucpę, o igrzyska

Fakty są takie, że list gończy nie ma w ogóle do mnie zastosowania – po pierwsze dlatego, że nie przebywam na terytorium kraju i rządzący o tym doskonale wiedzą. Po drugie, oni mają wiedzę na temat miejsca mojego pobytu. Informacje na ten temat przekazali im obrońcy. Ta wiedza jest w dyspozycji Komisji Europejskiej, w tym sensie, że jestem objęty ochroną prawną ze strony rządu węgierskiego z racji politycznych szykan i bezprawnych, kryminalnych represji, które podejmuje rząd Tuska. Więc również ta przesłanka, która jest warunkiem wydania listu gończego, nie była spełniona, a mimo to list gończy wydali. Dlaczego? Bo chodzi tutaj o hucpę, o igrzyska organizowane w mediach – mówił w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Zbigniew Ziobro, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były minister sprawiedliwości.

5 lutego 2026 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uwzględnił wniosek nielegalnie przejętej Prokuratury Krajowej o zastosowanie tymczasowego aresztu dla Zbigniewa Ziobry. Wobec polityka wystosowano list gończy, a później także wniosek o europejski nakaz aresztowania.

Poseł PiS zaznaczył, że w sprawie wniosku o tymczasowy areszt decyzję wydała sędzia należąca do Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Polityk wprost nazwał ją „aktywistką”.

– Ta aktywistka z „Iustitii” (…) od początku pokazywała, że fakty ją nie interesują, dowody ją nie interesują, tylko chce realizować dyrektywy zemsty na mnie w splocie interesów pomiędzy dzisiaj rządzącymi a częścią tych aktywistów sędziowskich, którzy sami siebie nazywali „nadzwyczajną kastą” – podkreślił gość „Aktualności dnia”.

Zbigniew Ziobro zauważył, że sędzia wielokrotnie łamała prawo i podejmowała decyzje bez zapoznania się z aktami.

 – Natomiast jeżeli chodzi o list gończy, to polskie prawo mówi jasno, że list gończy wystawia się za osobą, która jest poszukiwana na terenie kraju i tylko na terenie kraju. List gończy nie jest instytucją, którą można stosować poza granicami Polski. On nie daje podstaw do zatrzymania i poszukiwania na terenie Słowacji, na Litwie, w Francji czy na Węgrzech. Przede wszystkim wiedzą o tym, że nie jestem w Polsce, nie ukrywam się w Polsce, jestem na Węgrzech. Na Węgry zresztą (…) nie uciekłem, chociaż byłoby to oczywiście uzasadnione w świetle bandy przestępczej jaka dzisiaj rządzi w Polsce, a przestępcom należy stawiać opór, a nie im ulegać. (…) Po prostu decyzja o tym, że oni wszczynają wobec mnie procedury, które mają doprowadzić do mojego aresztowania, dotarła do mnie, kiedy byłem w Budapeszcie na konferencji (…), gdzie dyskutowaliśmy o łamaniu prawa w Unii Europejskiej, w Polsce w szczególności. (…) W każdym razie fakty są takie, że list gończy nie ma w ogóle do mnie zastosowania – po pierwsze dlatego, że nie przebywam na terytorium kraju i oni o tym doskonale wiedzą, a więc zapisy listu gończego nie mają odniesienia do mojej osoby. To jest pierwszy dowód, że literalnie łamią prawo (…). Po drugie, oni mają wiedzę na temat miejsca mojego pobytu. Informacje na ten temat przekazali im obrońcy (…). Ta wiedza jest w dyspozycji Komisji Europejskiej, w tym sensie, że jestem objęty ochroną prawną ze strony rządu węgierskiego z racji politycznych szykan i bezprawnych, kryminalnych represji, które podejmuje rząd Tuska. Więc również ta przesłanka, która jest warunkiem wydania listu gończego, nie była spełniona, a mimo list gończy wydali. Dlaczego? Bo chodzi tutaj o hucpę, o igrzyska organizowane w mediach – tłumaczył były minister sprawiedliwości.

Poseł PiS, odnosząc się do wniosku o wydanie wobec niego europejskiego nakazu aresztowania, stwierdził, że wszystko w tej kwestii jest ukartowane. Przypomniał przy tym, że władza nie wstydziła się demonstracyjnie ukarać sędziego, który nie po jej myśli wydał orzeczenie o uchyleniu europejskiego nakazu aresztowania wobec posła Marcina Romanowskiego, oskarżonego – podobnie jak Zbigniew Ziobro – w sprawie Funduszu Sprawiedliwości.

– I Marcin Romanowski, i ja już mamy postawione zarzuty, całkowicie niesłuszne, nieprawdziwe, bo działaliśmy zgodnie z prawem, nie popełniliśmy żadnego przestępstwa, tylko po prostu sprawy są fabrykowane po to, aby nas niszczyć w opinii publicznej, wytwarzać wrażenie, które dałoby podstawę, by nam odebrać dobre imię, a przy okazji też niszczyć Prawo i Sprawiedliwość, insynuując kłamstwa, że mieliśmy komuś coś ukraść. Przecież te insynuacje i kłamstwa, które Giertych i jego trolle rozpowiadają (i tak samo (…) posłowie Platformy), że rzekomo mamy na kontach jakieś miliony czy setki milionów, to jedno okrutne kłamstwo. (…) Niemało ludzi – sądzę – wierzy w te kłamstwa, bo siła mediów ma to do siebie, że propaganda działa. Już Goebbels udowadniał, że jak ktoś kłamstwo powtórzy tysiąc razy, to staje się ono prawdą – podkreślił gość „Aktualności dnia”.

Polityk zaznaczył, że to zemsta za jego działania w obszarze ukrócenia procederu okradania państwa przez mafie vatowskie.

– Dlatego tak wielkie pieniądze są w tę gigantyczną (…) nagonkę angażowane, a w konsekwencji też plakaty, które mówią, że trzeba mnie przywieźć żywego lub umarłego. No to co to znaczy przywieźć umarłego? Żurek mówił, że można przywieźć w bagażniku, a jeżeli umarłego, to znaczy, że to jest propozycja: „Zlikwidujesz Ziobrę, np. zastrzelisz, przywieziesz zwłoki, to dostaniesz nagrodę”. Przecież są takie plakaty rozklejane w Warszawie i w innych miastach i ta władza na to nie reaguje – zwrócił uwagę poseł PiS.

Parlamentarzysta przypomniał sprawę Ryszarda Cyby, który wtargnął do biura poselskiego i zamordował jednego z pracowników, a drugiego ciężko ranił. Zamachowiec krzyczał, że chce zabić Jarosława Kaczyńskiego. Tolerowanie plakatów w rodzaju „poszukiwany żywy lub martwy” z wizerunkiem prominentnego przedstawiciela opozycji może być zatem traktowane przez politycznych ekstremistów jako zachęta do podobnych aktów przemocy.

Całość rozmowy z posłem Zbigniewem Ziobrą jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj